Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki
164
BLOG

Jestem w sekcie i proszę dać mi święty spokój! (z cyklu: Łaski z

Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki Kultura Obserwuj notkę 3
 

Stopniowo odkrywałem tę straszliwą prawdę, że zostałem zmanipulowany. Dałem się uwieść i przyjąłem propozycję, którą mi złożył. Dopiero wtedy otworzyły mi się oczy. I pozostały otwarte do dziś, a mimo tego głośno nie wołam o pomoc! Chcę pozostać członkiem tej sekty do końca życia.

 

Jak wszystkie osoby, które trafiają do sekt, byłem nieświadomy „tego, że kontakt został zainscenizowany" , i podobnie jak oni wszyscy, moi zmanipulowani bracia i siostry z wypranymi mózgami, nie zorientowałem się „w charakterze obmyślonej (...) metody nawracania i szkolenia" („Sekty albo nowe ruchy religijne - raport watykański"), której zostałem poddany. A już na pewno nie mogłem się spodziewać, że ta miła i bezbronna osóbka, którą pieszczotliwie nazywamy „Oksiunią", że to właśnie ona okaże się tak dobrze przygotowana do werbowania mnie i Oli.

Wydawało mi się, że panuję nad sytuacją. Pierwsze przewijanie i ścieranie smółki zajęło mnie na tyle, że nie myślałem o niczym innym, a kiedy przytulałem jej drobne ciałko, ogarniało mnie takie błogie uczucie! Po powrocie ze szpitala zostałem zaskoczony miłością, którą zauważyłem w swoim sercu- miłością nie tylko do córeczki, ale w jeszcze większym niż do tej pory stopniu również do żony. Dziś wiem, że zastosowano wobec nas jedną z „technik nacisku: bombardowanie miłością" („Sekty albo nowe ruchy religijne - raport watykański"), ale zrobiono to w tak sprytny sposób, że miłość ta bombardowała nas od środka, i nie córka nas, ale my ją zalewaliśmy miłością! Nie ma co ukrywać: poddaliśmy się temu bombardowaniu i zostaliśmy pokonani. Nawet nie musiała się do mnie uśmiechać, to ja śmiałem się do niej, a kiedy od czapki odkształciło się na chwilę jej ucho, śmialiśmy się razem z Olą rozczuleni tym widokiem.

Dobrze nas poznał i wiedział, co wykorzystać, żeby skutecznie przywiązać nas do sekty. Nie musiał nawet sam niczego robić, po prostu wykorzystał ją, żeby pokazać, kto tu jest Gospodarzem. Bo już po kilku dniach, może nawet po kilkunastu godzinach, wszystko stało się jasne i wiedzieliśmy, że to nie my panujemy nad sytuacją. Nastąpiła bezwarunkowa kapitulacja z naszej strony; po kilku nieudanych próbach niereagowania na ten płacz, który rozpoczynał się od cichutkiego postękiwania, by wkrótce rozwinąć się w modulowany jak sygnał karetki pogotowia dźwięk, do którego dochodziło drganie dolnej wargi, cieniutkiej jak płatek kwiatka.

Zapowiedziano nam co prawda obowiązkowe nocne wstawania co dwie- trzy godziny, ale tak miało być tylko na początku tego swoistego nowicjatu, który rozpoczęliśmy. Okazało się jednak (a minęło już wtedy kilka tygodni), że czas pomiędzy karmieniami, który miał się stopniowo wydłużać, pozostał na tym samym poziomie. „Dezinformowanie rekrutowanych osób polega na wprowadzaniu ich w błąd co do istotnych aspektów funkcjonowania grupy, jej faktycznych celów i norm postępowania." („Raport o niektórych zjawiskach związanych z działalnością sekt w Polsce"). Najgorsza w tym wszystkim okazała się nieregularność; nigdy nie wiesz, kiedy włączy się dzwonek alarmowy wzywający do stanu gotowości. A przecież ani w wojsku takie alarmy nocne nie zdarzają się codziennie, ani w żadnym zakonie nie ma tylu czuwań nocnych, ilu doświadczają rodzice- nowicjusze.

Wiem, że nie jesteśmy jeszcze na skraju wyczerpania. Gdyby tak było, zastosowano by względem nas tzw. ukryty system nagród i kar. „Modelowanie zachowania za pomocą kar i nagród może odbywać się bez świadomości osoby, która temu procesowi podlega. Komuś, kto potrzebuje wsparcia, akceptacji i zrozumienia, nierzadko wystarczy okazać w sposób niewerbalny (za pomocą gestu, spojrzenia, poświęcenia większej lub znikomej ilości czasu) aprobatę lub dezaprobatę wobec pewnych zachowań. Nowicjusz, nie zdając sobie sprawy, że w zaplanowany sposób został "popchnięty" do wykonania nowej czynności lub zaniechania innej, przypisuje wszelkie zmiany we własnych postawach osobistym i niezależnym decyzjom". („Raport o niektórych zjawiskach związanych z działalnością sekt w Polsce").

Domyślni Czytelnicy pewnie rozumieją, o czym myślę: tak, to uśmiech, który pojawi się na twarzy Oksanki. On sprawi, że gotowi będziemy wstawać dwa razy częściej, i z jeszcze większą radością zmieniać usmarowane kupą pieluchy. Bo to, że damy się nabrać na taki pozawerbalny przekaz, jest dla mnie oczywiste. Nawet teraz, kiedy dziecko nie uśmiecha się jeszcze świadomie, a tylko ćwiczy przez sen, rozczula tym swoich rodziców. Zresztą, nie tylko to: już sam widok małych nóżek, nagich czy w śpioszkach, albo główeczki okutanej w pokąpielową czapkę, jest nie do opisania!

Teolog, publicysta, autor wielu artykułów oraz dwudziestu książek; ostatnio wydał: Maryja. Dlaczego nie?

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Kultura