Kiedy zwątpienie zaczyna brać górę nad pozytywnym nastawieniem, Guru posługuje się szantażem emocjonalnym, który „jest wpisany w strukturę sekty. Stanowi normę postępowania z członkami o niższym stażu w celu podporządkowania ich wymogom grupy. Z czasem prowadzi do silnego uzależnienia od jej środowiska. Jedną z technik szantażu jest wzbudzanie strachu przed wyimaginowanym wrogiem (...) i karą za opuszczenie grupy." („Raport o niektórych zjawiskach związanych z działalnością sekt w Polsce"). Zapowiedział przecież: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili." (Mt 25,40), i rzeczywiście, kiedy tylko patrzę na Oksanki małą osóbkę, widzę w niej „brata najmniejszego" płci żeńskiej, którego krzywdzę. Wtedy pojawiają się: „Poczucie, że wymagania przerastają możliwości, skłonność do płaczu" (nie zauważyłem, czy żonie też drga wtedy dolna warga?) oraz „poczucie winy gdy się odmawia, lub postępuje wbrew standardom...", a są to według Bidermana znaki ostrzegawcze tzw. „prania mózgu" („Tabela przymusu według Bidermana").
Żeby kontrola była skuteczna, trzyma się nas w izolacji. Nie ma czasu ani dla znajomych, ani na czytanie gazet. Za to nigdy nie jesteśmy pozostawieni sami sobie. Na ramieniu Oli śledzi ją w kuchni, a raz zdarzyło się nawet dziecku nie puścić mamy samej do toalety. Dodatkowo, o czym dowiedziałem się z „Raportu o niektórych zjawiskach związanych z działalnością sekt w Polsce", aby podtrzymać nasze rodzicielskie zaangażowanie, zastosowano wobec nas „technikę małych kroków": „Początkowego adepta bardzo szybko zachęca się do publicznego ujawniania nowoprzyjętych, nie przemyślanych jeszcze poglądów. Następnie zachęca się go do dzielenia się poznaną wiedzą z rodziną i przyjaciółmi, a wynikłe z tego powodu nieporozumienia i konflikty są tłumaczone jako dowód na trwanie bliskich osób w niewiedzy i fałszu. Naturalną konsekwencją opisywanych wydarzeń staje się wówczas odsunięcie się od tych osób i jeszcze silniejsze emocjonalne związanie się ze współczłonkami sekty, którzy zostają już jedynymi powiernikami w przeżywanych trudnościach"..
I rzeczywiście- zauważyliśmy z Żoną, że ktokolwiek próbował z nami rozmawiać, od razu kierowaliśmy rozmowę na córkę i wszystkie zajęcia związane z opieką nad nią, i bardzo szybko okazywało się, że tylko my ekscytujemy się tym, co przeżywamy, i że tak naprawdę, pomimo grzecznościowego potakiwania, nikt, kto nie wychowuje własnych dzieci, nie rozumie tego, o czym mówimy, i patrzy na nas jakbyśmy byli z innego świata. Poskutkowało: mąż i żona stali się dla siebie jedynymi powiernikami.
Wtedy tłumaczyłem sobie to tym, że te wszystkie praktyki, którym zostaliśmy poddani, były konieczne dla naszego oświecenia, że bez nich bylibyśmy jak ci na zewnątrz, nic nie pojmujący. Tak myślałem, nie wiedząc jeszcze, że myślę jak „człowiek, który wchodzi w obręb działania grupy psychomanipulacyjnej (tzw. sekty), (...) w system totalitarny (silnej kontroli życia prywatnego, rodzinnego, zaangażowania społecznego), ale (...) interpretuje go w inny sposób, niż zrobiłby to podczas pierwszych kontaktów z grupą." („Czym jest psychomanipulacja?"). Psychologia społeczna takie działanie nazywa „techniką niskiej piłki"- według tej teorii zmanipulowany człowiek trzyma się oferty, która (...) okazuje się mniej korzystna, niż wyglądała na początku" („Raport o niektórych zjawiskach związanych z działalnością sekt w Polsce"), podobnie jak ktoś, komu rzucono nisko piłkę, a on, kiedy ją złapał, musi wyprostować się z piłką w ręce. Nasza „piłka" rośnie jak na drożdżach i waży już ponad pięć kilo.
Następny mały krok polega na tym, że „początkujący członek grupy angażuje się (...) w wiele nowych zajęć i praktyk (często zmniejsza się wtedy ilość godzin snu). Wszystko to powoduje, że ulega on przeciążeniu psychofizycznemu i osłabieniu, co w połączeniu z wielogodzinnymi medytacjami lub ćwiczeniami wywołującymi odmienne stany świadomości, oraz szczególną dietą, znacznie obniża jego zdolności do krytycznego myślenia i zwiększa podatność na sugestię." („Raport o niektórych zjawiskach związanych z działalnością sekt w Polsce"). Pobladła twarz mojej Żony i jej podkrążone oczy są zewnętrznym wyrazem tego psychicznego zmęczenia, dzięki któremu Guru może z mniejszymi z naszej strony oporami wprowadzać nas dalej w tajniki życia sekty. Tylko On i ona wiedzą, ile kosztuje nocne wstawanie i karmienie, a potem całodzienna opieka, po której, zamiast wytchnienia, następuje kolejna niedospana noc, a po niej dzień wypełniony znowu na zmianę: zmienianiem pieluch i karmieniem. Jestem w o tyle lepszej sytuacji, że ani nie karmię, ani nie muszę stosować diety, która dla matek w sekcie jest obowiązkowa (wrażliwe czujniki zainstalowane w brzuszku Wielkiej Córki czuwają!).
Ach, życie w sekcie jest ekscytująco powtarzalne, a mimo tego nigdy nie wiesz, w jakim czasie nastąpi każda z tych powtarzalnych czynności. Od czasu do czasu nasz Guru dopuszcza też różnego rodzaju niespodzianki, jak na przykład dzisiaj, kiedy w czasie Mszy Św., tuż przed Komunią, niemowlę zwymiotowało się zalewając część siebie (to nie nowość) i część wózka (tego jeszcze nie było). Rozmyślałem chwilę (niedługo, myślenie jest przecież zabronione) nad tym, jak to możliwe, że On woli ograniczać bezpośrednie spotkania z nami w czasie audiencji osobistej, której przed narodzinami córki udzielał nam codziennie w czasie modlitwy, i że proponuje nam (propozycja nie do odrzucenia) chować się z nią w bocznej kaplicy w czasie, kiedy sam jest obecny na ołtarzu? Cóż za genialny taktyk z naszego Guru! Bo przecież okazuje się, że to wszystko i tak prowadzi do celu, którym jest postawienie nas w całkowitej zależności od Niego!
Nie pomyślałbym wtedy, że wszystko, dosłownie wszystko było planowanym działaniem, które miało zwiększyć naszą podatność na sugestię. Nawet kołysanie dziecka i rytmiczne kiwanie się na boki, kiedy nocą, zamiast spać, otwiera ono swoje zaciekawione oczy (wszystko jest tak dopracowane, że nawet ta ciekawość nie jest udawana, ale naturalna!), okazały się jednym ze sposobów wprowadzenia nas w „odmienne stany świadomości", które może dokonywać się „za pomocą monotonnego powtarzania jednej lub kilkunastu sylab, ćwiczeń oddechowych, długotrwałej koncentracji na określonym bodźcu wzrokowym lub słuchowym, wizualizacji, odliczania, rytmicznego tańca, co może spowodować pewne zmiany w percepcji własnego ciała i zewnętrznej rzeczywistości a także zwiększyć podatność na sugestię." („Raport o niektórych zjawiskach związanych z działalnością sekt w Polsce"). Tak rozkołysani, wykonywaliśmy Jego rozkazy automatycznie.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)