Pozostało mi wzdychać. Bo tylko na początku ma się wrażenie, że osobiste grzechy zarażą wszystkich wokół. Taki duchowy trąd, przed którym wydawałoby się, że potrzeba- nie dlatego, że ma się na to ochotę, ale z powodu zrozumienia wagi problemu- innych ostrzegać:
„Trędowaty, który podlega tej chorobie, będzie miał rozerwane szaty, włosy w nieładzie, brodę zasłoniętą i będzie wołać: "Nieczysty, nieczysty!" Przez cały czas trwania tej choroby będzie nieczysty. Będzie mieszkał w odosobnieniu. Jego mieszkanie będzie poza obozem." (Kpł 13,45-46)
I wydawać by się też mogło, że to skazanie się na przymusowe odosobnienie podobać się musi Bogu. Okazuje się jednak, że tylko na początku takie zachowanie jest dopuszczalne, i tylko wtedy, kiedy Bóg nie pokazał mi jeszcze całej prawdy o mnie samym. Bo przecież kiedy ujrzę prawdę o moim egoizmie, zrozumiem wtedy, że i to wołanie: „nieczysty!" świadczy po pierwsze o mojej miłości własnej (bo koncentruję się w tym wołaniu na swoim grzechu- to dość powszechna postawa: „o, jaki jestem grzeszny!", która zamyka praktycznie dostęp Bożej łasce), a po drugie o mojej pysze (bo wydaje mi się, ze chcę komuś pomóc, a tak naprawdę przecież miłuję tylko siebie, a nie innych, więc niemożliwe, żeby pojawiła się u mnie nagle taka troska o bliźniego!).
Taka reakcja na grzech świadczy też o moim zdziwieniu własną słabością, a to znaczy, że ciągle jeszcze wydaje mi się, że mogę nie grzeszyć, że to tylko przez przypadek zdarzyło mi się upaść. Takie wołanie ma jeszcze jedną wadę (to już czwarta): jest głośne jak MP3 słuchane ze słuchawkami na uszach. Powoduje, że trędowaty nie słyszy nic innego oprócz własnego lamentu. To dlatego Bóg zamknął usta Ezechielowi- aby nie prorokował ludowi, który nie mógł usłyszeć:
„Oto, synu człowieczy, włożone są na ciebie powrozy i związany jesteś nimi tak, że nie będziesz mógł udać się do nich. Ja sprawię, że język twój przylgnie ci do podniebienia i będziesz niemy. I nie będziesz dla nich mężem strofującym, są bowiem ludem buntowniczym. Gdy Ja będę mówił do ciebie, otworzę ci usta i powiesz im: Tak mówi Pan Bóg. Kto chce słuchać, niech słucha, a kto zaprzestanie, niech zaprzestanie - bo to lud oporny." (Ez 3,25-27).
Zobaczenie własnego grzechu w Jego świetle prowadzi do prawdy, która wyzwala. To wyzwolenie uwalnia ze zbędnej hałaśliwości. Pozbawia złudzeń co do własnej osoby i powoduje, że duchowo trędowaty nie ma nawet siły, żeby lamentować. Jego żal za grzechy wyraża się jedynie przez westchnienia. Tak jak w przypadku alkoholika sięgnięcia dna dało mu szansę na odbicie się od niego, tak w przypadku grzesznika utrata przez grzech tego, co jest dla niego najdroższe staje się szansą na nawrócenie. Przez Ezechiela daje Bóg radę, jak możemy się zachować, kiedy zbezcześcimy grzechem świątynię naszego ciała i serca.
„Pan skierował do mnie te słowa: «Synu człowieczy, oto zabieram ci nagle radość twych oczu, ale nie lamentuj ani nie płacz, ani nie pozwól, by płynęły ci łzy. Wzdychaj w milczeniu, nie przywdziewaj żałoby jakby po umarłym, zawiąż sobie zawój dokoła głowy, sandały włóż na nogi, nie przysłaniaj brody, nie spożywaj chleba żałoby!» Mówiłem do ludu mego rano, a wieczorem umarła mi żona, i uczyniłem rano tak, jak mi rozkazano. A lud mówił do mnie: «Czy nie wyjaśnisz nam, co znaczy dla nas to, co czynisz?» Wówczas powiedziałem do nich: Pan skierował do mnie te słowa: «Powiedz domowi Izraela: Tak mówi Pan Bóg: Oto Ja pozwalam bezcześcić świątynię moją, dumę waszej potęgi, radość waszych oczu, tęsknotę waszych serc. Synowie wasi i córki wasze, których opuściliście, od miecza poginą. Wy zaś tak uczynicie, jak Ja uczyniłem: brody nie będziecie przysłaniać, nie będziecie spożywać chleba żałoby, ale mając zawoje na głowach i sandały na nogach, nie będziecie narzekać ani płakać. Będziecie schnąć z powodu nieprawości waszych i będziecie wzdychać jeden przed drugim. Ezechiel będzie dla was znakiem. To, co on uczynił, będziecie i wy czynili, gdy to nastąpi. I poznacie, że Ja jestem Pan." (Ez 24,15-24)
Nie ma tu łzawego żalu za grzechy, jest za to świadomość własnego grzechu. Odkrycie prawdy, tak bolesne, że już nie nadążają za tym uczucia. Jest w tym również pogodzenie się z własną niemocą (odpowiada to Krokowi 1-emu AA), a także uznanie, że Bóg widzi mój grzech, a jednak mnie samego nie odrzuca. To prowadzi do ufności, która wyraża się takim życiem, które z pozoru niczym nie będzie się różnić od życia tych, którzy swojego grzechu jeszcze nie zobaczyli. Nie krzyczy się o własnej nieczystości, ale wzdycha i schnie z jej powodu. Nie rozrywa ubrania, ale wkłada buty na nogi i idzie do codziennych obowiązków, aby tam, już bez zdziwienia, dalej potykać się o własny grzech. Pogodzony z własną słabością nie oczekuje już nic od siebie.
Ma ten cichy lament taką zaletę, że nie jest hałaśliwy, a dzięki temu umożliwia choremu usłyszenie czegoś poza jego własnym głosem. Jest szansa, że usłyszy wtedy głos Lekarza:
„O tak, synu człowieczy, prawdą jest, że w ów dzień, w którym zabiorę im to, co stanowiło ich siłę, ich dumną ozdobę, radość ich oczu, tęsknotę ich serc - ich synów i córki - że w ów dzień przyjdzie do ciebie zbieg, by donieść o tym twoim uszom. W ów dzień otworzą się usta twoje przed zbiegiem, aby mówić. Będziesz mówił i nie będziesz już niemy: Będziesz dla nich znakiem i poznają, że Ja jestem Pan»." (Ez 24, 25-27)
Dlatego wzdycham i wzdycham. To jest chrześcijańska mantra, która wycisza i ułatwia słuchanie.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)