Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki
90
BLOG

1/5: Mężczyźni...

Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki Kultura Obserwuj notkę 16
 

„Mężczyźni nienawidzą chodzić do kościoła"[1]. Mocna rzecz, której autorem jest David Murrow[2]. Całe 421 stron trzymających w napięciu i dobrze się czytających. Nie tylko dla mężczyzn, również dla kobiet, które „muszą odegrać wielką rolę w procesie przywracania mężczyzn na łono Kościoła" [3]. Ale przede wszystkim dla duchownych i świeckich przywódców w Kościele i we wspólnotach kościelnych. Lektura, której nie można zlekceważyć, i która po przeczytaniu nie pozostawia obojętnym. Z tym tematem trzeba się zmierzyć. Proponuję rekolekcje nad przesłaniem książki.

W słowie wstępnym zastanawia się autor nad adekwatnością zastosowania stwierdzenia guru biznesu, Deminga: „Każdy system przyniesie takie rezultaty, dla jakich został zaprogramowany" do tej rzeczywistości, jaką jest Kościół. Co „produkuje" i jakiego zaangażowania wymaga od swoich członków? Dlaczego przyciąga kobiety, dzieci i osoby starsze, a tak słabo dociera do mężczyzn, którzy nawet jeżeli chcą poznać Boga, to już niekoniecznie Kościół? Może zamiast oczekiwać, że mężczyźni przyjdą do takiego Kościoła, sam Kościół zwróci się do mężczyzn? Ale żeby do nich wyjść, najpierw musi ich poznać.

 

Męska natura

Już sama biologia warunkuje różnice w zachowaniu się mężczyzn i kobiet w Kościele oraz w ich uczestnictwie w różnych formach duszpasterstwa. Ciekawe, że Kościół, który nie nabrał się na modne w świecie negowanie różnic pomiędzy płciami, nie potrafi swojego przekonania wykorzystać i proponuje tę samą formę przekazu (najczęściej tę najgorszą: monolog kaznodziei!) i podobne oczekiwania względem obu płci. Sama znajomość działania hormonów- testosteronu u mężczyzn oraz serotoniny u kobiet- pozwala zrozumieć różnice w męskim i żeńskim przeżywaniu wiary. Inna budowa mózgu (na przykład mniejsze ciało modzelowate łączące dwie półkule mózgowe) utrudnia mężczyznom radzenie sobie z zadaniami, które stawia przed nimi Kościół, nawet tak powszechnymi jak czytanie czy słuchanie Słowa Bożego ze zrozumieniem oraz śpiewanie. Trudniej niż kobietom przychodzi im werbalizacja myśli, łatwiej przyswajają obrazy niż słowa. Nawet jeżeli usłyszą to, co mieli usłyszeć, będą mieli problem z odpowiedzią emocjonalną na skierowane do nich wyzwanie.

Dojrzewający chłopcy, od dzieciństwa otaczani troskliwą opieką matki i innych kobiet, w końcu wchodzą w proces zwany w psychologii oddzieleniem. Jest to związane z kształtowaniem się tożsamości i postrzegania siebie jako kogoś odrębnego. Wtedy wielu chłopców odrzuca wszystko, co wiąże się w jego oczach z kobietami, a ponieważ tak postrzega Kościół, dlatego odrzuca Go. Mężczyźnie „chodzenie do Kościoła podświadomie kojarzy się z regresją- z powrotem do matki i dzieciństwa" [4], którego to powrotu boi się. (Jedynym ratunkiem dla wiary młodego mężczyzny byłoby znalezienie wierzącego mężczyzny, który mógłby stać się dla niego wzorem). Psychologia opisuje jeszcze jedną męską cechę- mężczyzna, który przeżywa stres, potrzebuje samotności i dlatego ucieka wtedy od ludzi (w przeciwieństwie do kobiety, która wtedy najbardziej potrzebuje relacji).

Z kolei patrząc z punktu widzenia antropologii mężczyzna do dziś pozostał „myśliwym", w odróżnieniu od „zbieraczek"- kobiet. To dlatego kocha on świeże powietrze, dalekie i niebezpieczne wyprawy, a męczy się przy monotonnych pracach. Do dziś „poluje", to znaczy organizuje swoje działania wokół konkretnego projektu (który najpierw planuje), a po jego zrealizowaniu świętuje i odpoczywa; dopiero wtedy jest gotów podjąć się kolejnego zadania. W Kościele „myśliwy" musi zajmować się programami typowymi dla „zbieraczy": monotonnymi, ciągnącymi się w nieskończoność, bez jasno sprecyzowanego celu. „Jednym z głównych powodów, dla których mężczyźni nie angażują się w pracę duszpasterską, jest nigdy niekończące się zobowiązanie z tym związane. Kiedy poprosicie mężczyzn, aby zaangażowali się na krótki czas, prawdopodobnie się zgodzą. Kiedy dobiją do mety, uczcijcie to!" (str. 385). Raczej nie będzie mógł pracować dla Kościoła na świeżym powietrzu, a przecież dla niego „Bóg mieszka w przyrodzie" [5].

Nie usłyszy też pewnie o walce, do której jako mężczyzna jest powołany- chrześcijanie zdają się zapominać, że toczą nieustanną duchową walkę!- a przecież wezwanie do poświęcenia się, włącznie ze złożeniem ofiary ze swojego życia, podoba się mężczyznom (przykładem na to mogą być muzułmanie). W końcu chrześcijaństwo to nie lek przeciwbólowy, ale walka na śmierć i życie! Zamiast dążenia do Absolutu i Pełni, proponuje się mu znajdowanie Boga w rzeczach małych, codziennych. Ma być miły i grzecznie wykonywać swoje obowiązki, ale nikt nie pokazuje mu celu, dla którego ma to robić! A mężczyznom potrzebna jest wizja, żeby mogli się czemuś poświęcić. Wszystkie propozycje kierowane do mężczyzn, nawet ogłoszenia o rekolekcjach, muszą mieć jasno sformułowany cel („Jeśli chcesz zdemoralizować mężczyznę, przydziel mu do wykonania jakąś bezcelową pracę".- str. 297). I trzeba dużo od nich wymagać, bo tylko wtedy będą gotowi się zaangażować; i nie mówić im, że będzie łatwo, ale wzorem Jezusa obiecywać trud i przeszkody. Zamiast prosić o ich pomoc, należy mężczyznom stawiać wyzwania. Kościół może się tego uczyć od świata biznesu, który nauczył się doceniać wagę WNOC w motywowaniu mężczyzn (WNOC to skrót od: ‘Wielki, Niebezpieczny, Odważny Cel'." [6]). „Bóg stworzył mężczyzn do wyzwań i jeśli nie mogą odnaleźć ich w Kościele, szukają ich gdzie indziej" [7].

Każdy mężczyzna pragnie być bohaterem, jednak wszelkie przejawy pragnienia wielkości są karane przez „policję pokory" [8] istniejącą w Kościele- czyli te osoby, które nie pozwalają mężczyznom cieszyć się z osiągniętego celu, a za grzech uznają wszelkie dążenie do wielkości. Tymczasem „mężczyźni nigdy nie zaangażują się w sprawę, która nie da im takiej perspektywy" [9]. Sam Bóg nie wahał się obiecywać wielkości i sławy starotestamentowym patriarchom, a Jezus, na ludzkie pragnienia wielkości swoich uczniów, zamiast ich zganić, odpowiedział ukierunkowaniem tego pragnienia- pokazując, na czym polega prawdziwa wielkość (por. Mk 10,35-45)? Czy zatem Kościół nie powinien pozwolić na odbijanie chwały Boga właśnie przez wielkość mężczyzn? Czy „Chrystus chciał, aby mężczyźni odrzucili swoją męskość, chcąc pójść za Nim" [10]? Żeby mężczyzna mógł wykonać właściwe dla jego powołania, niebezpieczne i wymagające poświęcenia oraz odwagi, obowiązki (np. udział w wojnie, obrona rodziny przed wrogami, a społeczeństwa przed przestępstwami, i w końcu również ewangelizacja!), musi rozwijać swoją męskość przez cały czas. Nie można wymagać od niego, że męskość pojawi się „na zawołanie".

 

cdn.



[1] David Murrow, „Mężczyźni nienawidzą chodzić do kościoła", W drodze, Poznań 2007.

[2] David Murrow: żonaty, ojciec trójki dzieci, ukończył antropologię, jest dyrektorem organizacji „Kościół dla mężczyzn". Należy do starszych w Kościele prezbiteriańskim (USA). Więcej o autorze i jego przesłaniu na stronie internetowej: http://www.churchformen.com/.

[3] „Mężczyźni nienawidzą chodzić do kościoła", str. 29.

[4] Tamże, str. 173.

[5] Tamże, str. 179.

[6] Tamże, str. 376.

[7] Tamże, str. 30.

[8] Tamże, str. 186.

[9] Tamże, str. 187.

[10] Tamże, str. 207.

Teolog, publicysta, autor wielu artykułów oraz dwudziestu książek; ostatnio wydał: Maryja. Dlaczego nie?

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (16)

Inne tematy w dziale Kultura