cd.
(poprzedni odcinek: 2/5: „Mężczyźni nienawidzą...")
Forma wiary
Nie sposób nie zadać pytania, które Murrow formułuje następująco: „Jak to się stało, że ziarno wiary zasiane przez Mężczyznę i Jego dwunastu apostołów- mężczyzn wydało tak wspaniały owoc wśród kobiet, a stało się tak bezowocne wśród mężczyzn?" [1]. Dziś „większość ludzi utożsamia Chrystusa i Jego wyznawców z wartościami uważanymi za kobiece" [2].
Mało kto porusza temat dysproporcji liczebnej pomiędzy płciami w Kościele i zastanawia się nad rozwiązaniem problemu nieobecności mężczyzn. Kogo winić za brak mężczyzn w Kościele- ich samych? „Spośród wielkich religii świata tylko chrześcijaństwo stale cierpi na brak męskich wyznawców" [3]- w judaizmie, buddyzmie i hinduizmie bierze udział mniej więcej tyle samo mężczyzn, co kobiet, podobnie w świecie islamu mężczyźni nie mają problemu z publicznym okazywaniem swojej religijności. To dowodzi, że mężczyznom nie można zarzucić mniejszej religijności od kobiet.
A jednak, mimo że „Jezus nie miał problemu z przyciągnięciem do siebie mężczyzn", Kościół nie może przekonać ich, „aby porzucili swoje piloty od telewizorów na kilka godzin w tygodniu" [4]. To prawda, że często sami dla siebie są mężczyźni bogami, odrzucają Chrystusa i żyją w niewoli grzechu lub doczesnych spraw. Ale może prawdą jest również to, że „Kościół w obecnych czasach wykształcił w sobie kulturę, która odpycha mężczyzn" [5]? Problem w takim razie leżałby w formie wyznawanej wiary, która to forma nie odpowiada na najgłębsze potrzeby męskiego serca. Bóg na pewno chce przyciągnąć do Siebie mężczyzn i może to zrobić, ale chodzi o to, aby Kościół był gotowy ich przyjąć i zaproponować im to, co będzie odpowiadało męskiemu powołaniu.
A tymczasem już sam obraz Jezusa ukazywany przez Kościół może skutecznie odrzucać mężczyzn. Wizerunki Jezusa często ukazują Go jako subtelnego, niebieskookiego mężczyznę w lśniącej szacie, czule wpatrującego się w oczy owieczki lub bawiącego się z dziećmi. Nie tylko wygląda jak kobieta z męskim zarostem, ale też, jak kobieta, jest delikatny, wyrozumiały i potulny. Prawdopodobnie jest „aż tak miły, że woli przegrywać niż wygrywać" [6]. Nikogo nie sądzi, a już na pewno nie wysyła do piekła. „Chrystus odłożył swój miecz i schylił się, aby zerwać stokrotkę" [7].
W Kościele usłyszy mężczyzna słodkie pieśni śpiewane dla Jezusa, pełne miłosnych wyznań, których normalnie mężczyźni nie składają innym mężczyznom. Obraz, jaki z tego wszystkiego się wyłania, nie tylko, że nie jest biblijny- nie odpowiada również oczekiwaniom mężczyzn. Oni mogą podążać tylko za przywódcą wiedzącym, czego chce, twardym i zdecydowanym, niezważającym na to, co powiedzą inni, ale samemu wzbudzającym respekt. Mężczyźni potrzebują dokładnie takiego Jezusa, jakiego najpierw poznali, a potem opisali autorzy Ewangelii! „Chrystus jest silny, niebezpieczny i nieprzewidywalny.
Nauczyciele i kaznodzieje, przedstawcie wszystkim Chrystusa jako mężczyznę. Inni mężczyźni pójdą za Nim" [8].
cdn.
[1] Tamże, str. 20.
[2] Tamże, str. 50.
[3] Tamże, str. 23.
[4] Tamże, str. 40.
[5] Tamże, str. 22.
[6] Tamże, str. 247.
[7] Tamże, str. 256.
[8] Tamże, str. 333.



Komentarze
Pokaż komentarze (3)