cd.
(poprzedni odcinek: 3/5: „Mężczyźni nienawidzą chodzić...")
Wyjście ku mężczyznom
Duchowy termostat- używając określenia Murrowa- można nastawić na następujące pozycje: „wyzwanie", „konfrontacja" i „pocieszanie" (te ustawienia przedstawiają metody Jezusa: konfrontacja z religijnymi faryzeuszami, pocieszanie strapionych i wyzwanie stawiane wszystkim) lub „konformizm", „obrzędowość" i „kontrola" (trzy ostatnie podobały się faryzeuszom, ale nie Panu).
Termostat nastawiony na „obrzędowość" będzie, według autora, wskazywał, że Kościół stara się przede wszystkim zachować tradycję, a nie stawiać wezwania do przemiany świata. Pozycja „kontrola" oznaczać będzie z kolei, że w Kościele panują żelazne reguły, których nie można przekroczyć, a mężczyźni ciągle (dopóki są jeszcze w takim Kościele!) słyszą o uległości. W Kościele, w którym od mężczyzn oczekuje się, że będą wykonywali wszystko tak samo (te same nabożeństwa, ćwiczenia duchowne, działalność duszpasterska) i będą mieli takie same poglądy, termostat ustawiono na pozycję „konformizm".
Możemy albo zostawić Kościół takim, jaki jest (wtedy nic się nie zmieni, ponieważ mężczyźni nie zmienią się na pewno!), albo zmieniać nastawienie termostatu (mężczyźni poczują się trochę swobodniej) i stopniowo coraz bardziej wychodzić naprzeciw najskrytszym męskim pragnieniom. Potrzeba ustawić termostat na pozycjach: „konfrontacja" i „wyzwanie".
Mężczyźni nie boją się konfrontacji, jeżeli odbywa się ona „w cztery oczy lub w grupie dobrych przyjaciół, nie zaś z pozycji ambony" [1], i jeżeli wiedzą, że w razie czego mogą od tego, kto wystawia ich na konfrontację, otrzymać wsparcie. Najbardziej jednak właściwym nastawieniem jest „wyzwanie". Mężczyźni nie są wtedy ani zagłaskiwani pocieszaniem, ani wystawiani na nadmierną konfrontację, za to stawia się przed nimi wyzwania- nie tylko zza kazalnicy, ale także w ramach wzajemnej odpowiedzialności członków wspólnoty za siebie nawzajem. Wymaga to dyscypliny i przykładu do naśladowania, a nie tylko akademickich wykładów uczących jak żyć, które są dla mężczyzn podobne do lekcji szkolnych, za którymi nigdy nie przepadali.
„Mężczyźni zmieniają się poprzez swoje doświadczenia, a nie poprzez to, co usłyszą" [2], potrzebują więc męskiej grupy, w której razem z innymi będą poznawać, jak być uczniami Chrystusa; w takiej grupie mogą znaleźć autorytet, który będą chcieli naśladować. Bo mężczyźni „podążają za innymi mężczyznami" [3]- dlatego potrzebują duchowego przywódcy (za męskim przywódcą podążają też kobiety: „jest wielu męskich trenerów żeńskich drużyn koszykówki, ale bardzo rzadko spotyka się kobietę, która trenowałaby drużynę męską" [4]).
Dziś w Kościele „mężczyźni nadal mają rolę przywódczą, ale wspierani są głównie przez kobiety" [5]. Potrzeba odejścia od takiego modelu przywództwa, w którym jest tylko jeden pasterz, a reszta ma iść za nim (tak można prowadzić owieczki, ale wtedy odejdą mężczyźni- tygrysy). Zamiast kontroli sprawowanej w jednym ręku warto zaryzykować, i- wzorem Jezusa rozsyłającego 72-óch tygrysów- wyszkolić mężczyzn chętnych mieć swój udział w budowaniu Królestwa Bożego.
Warto wykorzystać dary typowo męskie, w tym właśnie dar przywództwa- energia świeckich mężczyzn może zostać skierowana do prowadzenia innych mężczyzn (świeccy pomocnicy duchownego przywódcy wcale nie muszą kończyć szkół teologicznych, mogą się za to wywodzić z większych korporacji czy świata biznesu). To z kolei odciąży duszpasterzy, przytłoczonych ogromem obowiązków. „Duchowni, (...) powiem to jeszcze raz: nie jesteście jedynymi duszpasterzami. Wasi ludzie też nimi są. Wy jesteście ich trenerami. Bóg stworzył mężczyzn do aktywności, a oni często przyjmują postawę bierną, ponieważ wydaje im się, że nie mają prawa lub kwalifikacji do pracy duszpasterskiej." [6]. Wzorem Jezusa potrzeba skupienia się na mężczyznach i inwestowania w ich rozwój duchowy.
Wykorzystanie typowo męskich talentów opłaca się Kościołowi. To właśnie mężczyźni są inicjatorami działań i mogą nieść zdecydowane przesłanie do świata, podejmując ryzyko z tym związane. To oni są w stanie poprowadzić Kościół ku coraz większym wyzwaniom, jako ci, którzy w sposób naturalny kierują się na zewnątrz wspólnoty (podczas, gdy kobiety dbają o wzajemne relacje wewnątrz wspólnoty). Troszczą się bardziej o zasady, niż o miłe relacje z innymi. Do Kościoła wnoszą mężczyźni, oprócz właściwej im siły i ducha walki, również pieniądze. To z mężczyznami przychodzą do Kościoła całe rodziny (badania[7] pokazują, że w ponad 90-iu procentach przypadków nawrócony mężczyzna oznacza nawróconą rodzinę, podczas gdy nawrócenie kobiety nawet nie w jednym na pięć przypadków pociąga pozostałych członków rodziny), a jeżeli są samotni- podążają za nimi kobiety. (W świetle statystyk i wzorów biblijnych warto byłoby przeanalizować współczesne duszpasterstwo pod kątem tego, że to nie dzieci mają prowadzić rodziców do Boga, ale ojcowie- dzieci!). I w końcu warto dodać, że tylko wierzący mężczyźni będą mogli stawić czoła muzułmanom wyznającym islam- religię z silnym męskim pierwiastkiem.
Obecny model Kościoła, w którym na pierwszym miejscu stawia się cotygodniowe „chodzenie" na nabożeństwo, słuchanie kazań, śpiewanie pieśni itp., nigdy nie zaspokoi męskich potrzeb. Potrzebują mężczyźni duchowego ojcostwa [8] (por. 1Kor 4,14-15), które wyrazi się przez troskę, przewodnictwo i dyscyplinę. Duchowy ojciec prowadzi swoje dziecko do dojrzałości (nauka odbywa się przez wspólne z ojcem kroczenie przez życie), aby w przyszłości stało się ono duchowym ojcem dla kolejnego pokolenia chrześcijan. Ojciec nadaje dziecku imię- przez to, że pozwala mu odnaleźć utraconą przez grzech tożsamość i misję do spełnienia, którą przygotował dla niego Bóg. Mężczyzna potrzebuje być również częścią grupy (wiele „męskich" filmów bazuje na tym pragnieniu bycia członkiem zespołu, który ma do spełnienia wielką misję). Będą go wtedy wspierali bracia, a wspólnie, przy wykorzystaniu talentów, darów i umiejętności wszystkich członków małej grupy, będą dążyć do osiągnięcia wspólnego dla nich celu.
Wszystko to ma ułatwić mężczyznom znalezienie Boga i trwanie w Nim, ponieważ: „Nasze kościoły pełne są mężczyzn, którzy wiedzą o istnieniu Boga, ale nie znają Go osobiście" [9]. Tacy praktykujący niewierzący mężczyźni nie naśladują Jezusa z trzech powodów: ponieważ nikt im nie pokazał jak to robić, nigdy nie widzieli innego mężczyzny, który byłby uczniem Jezusa, wciąż jeszcze myślą, że chodzi o praktyki religijne i moralne prowadzenie się. Niestety, „większość mężczyzn w Kościele uważa, że Bóg postawił ich na tej ziemi, aby byli grzecznymi chłopcami" [10].
cdn.
[1] Tamże, str. 64.
[2] Tamże, str. 69.
[3] Tamże, str. 114.
[4] Tamże, str. 284.
[5] Tamże, str. 123.
[6] Tamże, str. 373.
[7] Cała książka jest oparta na olbrzymiej liczbie badań dostępnych na stronach: http://www.barna.org/ oraz http://www.gallup.com/.
[8] Więcej o duchowym ojcostwie na stronie: http://www.buildingbrothers.org/.
[9] „Mężczyźni nienawidzą chodzić do kościoła", str. 409.
[10] Tamże, str. 373. Murrow cytuje tu bestseller J. Eldredge'a, „Dzikie serce. Tęsknoty męskiej duszy" (W drodze, Poznań 2003, str. 19). Eldredge jest założycielem „Ransomed Heart Ministries" (USA), stowarzyszenia pomagającego ludziom odzyskać zdrowie i żyć pełnią serca), wykładowcą i autorem cenionych książek



Komentarze
Pokaż komentarze (4)