Udało się nam zaprosić jednego z ojców franciszkanów z naszej parafii, a ponieważ Oksanka już spała, podejmowaliśmy gościa w kuchni. Ola przygotowała kolację, którą postawiliśmy na taboretowym stoliku; herbata nie chciała się tam zmieścić.
Rozmowy przy kwadratowym stole były taktycznym posunięciem z naszej strony, które ułatwiło ojcu zrozumienie, jak wygląda życie świeckich: „Sam ojciec widzi, jak świeccy mogą się modlić w takich warunkach; a do kościoła przecież nie pójdę, bo tam zimniej niż na dworze". Poproszony o udostępnienie jakiegoś pomieszczenia do modlitwy, w pierwszej chwili zaproponował „Poradnię Życia Małżeńskiego", ale po rozmowie z proboszczem zdecydowali się udostępnić mi zakonną kaplicę.
Mam więc swoje miejsce pustynne, do którego udaję się co piątek. Tam doświadczam dziwności ludzkiej natury, która jest w stanie marnować nieograniczoną ilość czasu, nawet w takim miejscu jak kaplica, i w takim czasie, który został poświęcony modlitwie. Sam nie wiem, co robię, albo czego nie robię w tym miejscu, ale te ponad dwie i pół godziny, które mam, nie wystarczają duszy, aby zdążyła się wylać przed Panem, a potem z uwagą posłuchać Go.
Jak się okazuje, nie tylko że człowiek nie może mieć żadnych zasług przed Panem, ale nawet nie może dobrze się pomodlić. Wszystko zależy od Jego łaski- i sama modlitwa, i jej owoce.
W któryś piątek, chyba już adwentowy, usłyszałem kroki za drzwiami, ale nim zdążyłem zareagować, ktoś zdecydowanym ruchem szarpnął za klamkę, wszedł i- nie widziałem tego ,ale musiało tak być- spojrzał na mnie, a potem wyszedł. Prawdopodobnie był to proboszcz, raczej jeszcze nie Pan.
To wejście było takie szybkie i niespodziewane. I pomyślałem wtedy, że kto wie, czy nie tak będzie z powtórnym przyjściem Pana? „Dzień Pański przyjdzie tak, jak złodziej w nocy" (1Tes 5,2)- z naciskiem na „tak, jak", bo przecież Pan nie jest złodziejem i kiedy przyjdzie, szarpnie za klamkę swojej własności.
Dlatego „...to rozumiejcie, że gdyby gospodarz wiedział, o której godzinie złodziej ma przyjść, nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Wy też bądźcie gotowi, gdyż o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie" (Łk 12,39-40).
Takie rozproszenie; albo Boże natchnienie.



Komentarze
Pokaż komentarze