Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki
191
BLOG

Święto bez szopki (z cyklu: Łaski zwyczajne)

Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki Kultura Obserwuj notkę 2
 

To musiał być prawdziwy mężczyzna- tylko tacy potrafią usunąć się w cień. Nie miał też pewnie problemów z akceptacją własnej osoby, bo inaczej nie potrafiłby tak dzielnie i- pozwalam sobie użyć politycznego slangu- z tylnego siedzenia kierować swoją rodziną tak, żeby wypełniła Bożą wolę. Bo nie ma wątpliwości, że na pierwszym planie nie jest on, ale oni: Żona i Syn. I chociaż Ona w Ewangelii mówi niewiele, on milczy całkowicie, a potem cicho odchodzi z tego świata.

 

Uwspółcześnijmy to, co nam przekazano o tej Rodzinie. Ona jest w ciąży, właśnie wracają z badania USG, które potwierdza słowa Gabriela. Są biedni, dlatego podróżują środkami komunikacji miejskiej. W tramwaju jest tłok i unosi się zapach trawionego alkoholu- robi się jej mdło. On nie może pomóc, ale przynajmniej obejmuje Ją. Tak, obejmuje! Wierzę, że nie jest podobny do tych bezpłciowych przedstawień jego osoby, które zostawili nam pobożni malarze. Zresztą, tego czystego, ale pełnego miłości, i nie anielskich, a właśnie ludzkich gestów, stosunku do kobiet, które trzydzieści lat później odnajdą w Jego pobliżu swoją godność, Syn Człowieczy musiał się przecież od kogoś nauczyć!

Czy mówił do niej czule: „Marysiu", kiedy ją przytulał i pocieszał, że podróż dobiega końca i zaraz (chociaż pewnie wiedział, że to zaraz w urzędzie- jak to zawsze bywa w urzędach- rozciągnie się w czasie) zostaną zameldowani na pobyt stały? Przyjął ją razem z Dzieckiem- wbrew środowisku, które zareagowało tak, jak zareagowało- po wewnętrznej walce, którą musiał przecież stoczyć, ale posłuszny ingerencji anioła. Nie, ani przez chwilę nie podejrzewał jej o romans- znał Tę dziewczynę już na tyle, żeby ufać jej słowom, nawet tak niesamowitym jak te, które wypowiedziała zdając mu relację ze Zwiastowania. Od tamtej pory troszczył się zarówno o Nią, jak i o Niego, którego chowała pod sercem. Zajął postawę, którą psychologowie nazywają „efektem matrioszki"- ojciec roztacza opiekę nad matką (żywi ją i oddala jej niepokoje), a ona z kolei nosi w sobie dziecko (żywi je i usuwa produkty przemiany materii).

Nie wiem, czy już wtedy wiedział, że będzie asystował przy porodzie. „Święte, które się narodzi" (por. Łk 1,35), od momentu cudownego poczęcia wiedzie już taki sam żywot, jak każdy inny człowiek (por. Hbr 4,15: „Nie takiego bowiem mamy arcykapłana, który by nie mógł współczuć naszym słabościom, lecz doświadczonego we wszystkim na nasze podobieństwo, z wyjątkiem grzechu."), więc żaden anioł nie pojawi się przy porodzie (anioły pokażą się dopiero potem, już po rozwiązaniu- rolnikom, o których nie wiemy, czy dostali jakąś dotację z UE?). Ktoś więc będzie musiał odebrać poród i przeciąć pępowinę. Podejrzewam, że on to zrobił. Dlaczego nie jest jeszcze ogłoszony patronem mężczyzn przebywających w czasie porodu ze swoimi kobietami?

Z kolei Matka Boża na pewno może być patronką kobiet karmiących piersią. Zachowały się nawet ikony, które wyobrażają Ją w czasie tej czynności. Nie zawsze pierś na nich przypomina kobiecą pierś, można też sprzeczać się co do lokalizacji tej części ciała, a i ułożenie ciała Dzieciątka nie bardzo odpowiada pozycji, jaką przybiera karmione dziecko; tak jakby artysta wystraszył się tematu. Na przykład na ikonie „Matka Boża Galaktotrofusa" moja żona dostrzegła pewne podobieństwo piersi do butelki. Jeżeli przyjąć taką interpretację tego, co napisał ikonopisarz, byłaby Maryja również patronką kobiet karmiących butelką. Wydaje się, że pełniej odpowiadałoby to roli „Błogosławionej między niewiastami" (por. Łk 1,42), a nie tylko między niektórymi z nich, tymi ekologicznie karmiącymi. Samo natomiast przedstawienie Matki Bożej jako karmiącej może być „krzykiem protestu przeciw nadmiernemu uduchowieniu (...) „zależności" Jezusa od Jego Matki" (Stella Morra, „Jezus spotkał kobietę", cyt. za: „Pastores" 32 (3) 2006).

Słowo Boże pozwala lepiej zrozumieć życie i vice versa- doświadczenia życiowe otwierają oczy na Objawienie Boże. Potrzeba doświadczenia świeckich, żeby odczytać pełnię tego, co zapisano w Piśmie. Żyjemy we wspaniałym czasie odkrywania przez Kościół- nieśmiałego, ale jednak nieuniknionego- roli świeckich w Kościele. Jako świeccy spróbujmy właśnie w takim świeckim duchu odczytywać Dobrą Nowinę. Medytujmy nad życiem, świeckiej bądź co bądź, świętej Rodziny. W ramach praktycznego duchowego ćwiczenia weźmy na przykład fragment mówiący o nawiedzeniu Elżbiety przez Maryję- Łk 1,39-45.56:

„W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w [pokoleniu] Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę. Wydała ona okrzyk i powiedziała: «Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? Oto, skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie. Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana». (...) Maryja pozostała u niej około trzech miesięcy; potem wróciła do domu".

Pozwalam sobie przypuszczać, ile kosztowała młodą Matkę podróż w góry (poszła tam „z pośpiechem"!), i dlaczego została tam właśnie trzy miesiące, aż do porodu Jana (por. Łk 1,26.39.56). Jednym z powodów, oczywiście obok chęci pozostania aż do rozwiązania Elżbiety, tak długiej wizyty u krewnej mógł być fakt, że i „mającą porodzić" (por. Mi 5,2) Maryję nie ominęły te nudności, których doświadcza większość kobiet w pierwszym trymestrze ciąży (pamiętajmy, że ewangelista Łukasz jest lekarzem- to dodaje naszej dedukcji dodatkowego smaczku prawdopodobieństwa).

Ale może chodziło też o „poczucie macierzyńskiej wspólnoty z innymi matkami", jak określa to autorka książki, którą dostaliśmy z żoną od naszej córki z okazji jej narodzin (Mariateresa Zattoni, „Małe dziecko w rodzinie. Poradnik dla rodziców", Wydawnictwo WAM, Kraków 2006). Taka wspólnota matek jest ważna zarówno dla nich, jak i ich mężów oraz dzieci, ponieważ jest jednym z czynników chroniących więź między matką a dzieckiem oraz między żoną a mężem.

Tego wszystkiego nie zapisali ewangeliści, a stąd możemy wnioskować, że nie było takie zrozumienie Ewangelii konieczne do zbawienia. A jednak warto rozważać w swoim sercu te wszystkie sprawy (por. Łk 2,19: „...Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu"), żeby na postaci znane z Ewangelii popatrzeć nie jak na baśniowych bohaterów, ale jak na prawdziwych ludzi z krwi i kości. Ponieważ to własnie dzięki Wcieleniu możemy kontemplować Boże tajemnice, wierzę, że zobaczenie Marysi, Józka i „błogosławionego owocu" (por. Łk 1,42) ich żywota jako podobnych nam, otworzyć może nas na to nadprzyrodzone doświadczenie Boga, które stało się ich udziałem, a naszym ciągle jeszcze się staje.

Niech ta zachęta do zwykłego życia nadprzyrodzonego będzie poczytana jako moje życzenia złożone Państwu z okazji zbliżających się świąt Bożego Narodzenia. Głowę daję, „Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas" (por. J 1,14a) do tego stopnia, że uboga Maryja w czasie pierwszych świąt Bożego Narodzenia nie tylko- postępując zgodnie z treścią popularnej kolędy- „rąbek z głowy zdjęła, w który Dziecię uwinąwszy, siankiem Je okryła" („Jezus Malusieńki", cyt. za: http://www.koledy.pl/), ale też wcześniej musiała przewinąć pieluchy usuwając z nich całą jak najbardziej ludzką treść. Ja przepraszam, że tak Państwa ciągle prowokuję, ale to nie szopka, to najpoważniejsza sprawa na świecie. Nie byłoby cudu Wielkiej Nocy, gdyby nie cud Wcielenia. Od tej pory wszystko zmierzało już konsekwentnie do Krzyża. To dlatego na niektórych ikonach, na przykład znanym w Polsce obrazie „Matki Bożej Nieustającej Pomocy", mały Jezus odwraca głowę od Matki i widzi już swoją Mękę. Jest ona wyrażona przez narzędzia męki trzymane przez Archaniołów Gabriela i Michała. A ponieważ po Wcieleniu stał się Bóg człowiekiem, nic dziwnego że wizja cierpienia przeraża Go- przestraszony przytula się do Matki, a z nogi spada Mu sandał.

 

Tekst powyższy ukazał się wcześniej w „Biuletynie Miłośników Dobrej Książki" księgarni internetowej „Tolle et lege". „Biuletyn" można zaprenumerować darmowo pod adresem: http://www.biuletyn.tolle.pl

Teolog, publicysta, autor wielu artykułów oraz dwudziestu książek; ostatnio wydał: Maryja. Dlaczego nie?

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Kultura