Co? Nie słyszeliście o takiej? Nigdy nie trafiliście na spotkanie tej wspólnoty? Założę się, że jednak tak- tylko nie zdawaliście sobie z tego sprawy. A szkoda, bo być może straciliście dobrą okazję do kontemplacji.
Zdrowa wspólnota przygotowuje do życia w świecie, a nie zamyka się przed nim. Według tego kryterium jesteśmy zdrową wspólnotą- z każdego spotkania przez otwarte drzwi wychodzimy wprost na drogę prowadzącą do pracy w świecie. Potrzebujemy przed wejściem w codzienność tej dawki adoracji, która jest nam dana w czasie podróży. Adoruję od 6.18 do 6.42, ale są tacy, którzy wsiadają wcześniej, a wysiadają na ostatnim przystanku- dla nich adoracja trwa około godziny.
Nasz lider nie ma może wizji sięgającej daleko- każdy ruch kierownicą jest przewidywalny- ale to daje nam poczucie bezpieczeństwa. Codziennie powtarzany rytuał porannego nabożeństwa stanowi dla nas swego rodzaju duchową przestrzeń, w której poruszają się nasze ochocze duchy, podczas gdy ciała w nienadających się do snu pozycjach (ja kontempluję na stojąco) ciągle jeszcze śpią (por. Mt 26,41: „Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie; duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe."), co zresztą graniczy z cudem, jeżeli weźmie się pod uwagę temperatury panujące w sali nabożeństw (o tej porze nie puszczają „DAB"-ów duńskiej produkcji, ale wysłużone polskie „Jelcze" czy inne „Ikarusy").
Większość z nas poddała się niepisanej regule milczenia. Ale nie wszyscy, zdarza się, że nowicjusze przerywają nabożną ciszę. Jedni narzekają na swoją pracę i plotkują o współpracownikach (zdania zaczynające się od „gdyby", na przykład: „Gdyby Ewa była na tym stanowisku, pewne sprawy załatwiłaby 1300 razy lepiej!"), inni, nieprzywykli do modlitewnej refleksji, wyciągają komórki i układają pasjansa lub wciskają do uszu hałaśliwe słuchawki. Tamtych dwóch w sportowych kurtkach zwykle przeżywa piłkarski mecz, z kolei skupiona w sobie pani delikatnie porusza ustami i chowa ręce pod płaszczem- znak, że zamiast adorować, odmawia różaniec. (Ostatnio jej nie widzę, mam nadzieję, że kiedy ostatnio chowała ręce pod płaszczem, nie modliła się właśnie „w godzinę śmierci swojej"?).
Nie znamy swoich imion, ale wiemy o sobie całkiem sporo. O, na przykład ten wysoki mężczyzna przeżegna się przed każdym kościołem (a jest ich po drodze cztery), wykonując sprawny ruch nadgarstkiem (byłby dobrym artystą plastykiem od rysowania martwych natur) gdzieś w okolicach klatki piersiowej. Tamten z siwym wąsem i czarnymi brwiami, który położył na podłodze neseser, wysiądzie na zajezdni. Ładnie ubranej młodej kobiecie brakuje wyobraźni, żeby uniknąć kolizji jej srebrnej torebki z czyimś nosem. Nie nabieram się już na kaptur tej dziewczyny, spod którego niby nie ma prawa nic widzieć, a jednak pierwsza zauważa miejsce, które się zwalnia.
Pan powiedział: „Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj, co posiadasz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie". (Mt 19,21). Doświadczam, że nie jest łatwo rozstać się z tym, do czego wydaje mi się, że mam prawo. I nie mówię tu o wielkich rzeczach- nawet do tych małych jestem tak przywiązany, że nie umiem ich zostawić. (Co na to Mała Tereska?). Gdybyście tylko zobaczyli wyraz mojej twarzy, kiedy ktoś próbuje zagospodarować stalową rurkę, której trzymam się tak mocno, aby jak najszybciej ogrzała się od moich rąk (ponieważ jestem chory, dziś musiała osiągnąć temperaturę ponad 37°C!) i nie parzyła zimnem!
(Bo te przezroczyste, zawieszone niedawno uchwyty z reklamami: „3masz powody, by..." (to dla tych, którzy już złapali się tej wiszącej okazji do trzymania) i „chwyć okazję..." (dla tych, którzy potrzebują zachęty), zupełnie się nie sprawdzają, a na dodatek biją po głowie, kiedy się ich nie używa. To nie to, co te leciwe, poczciwe skórzane paski, sczerniałe od pocących się w lecie dłoni, które wspominają starsi autobusowej wspólnoty.)
Na każdym przystanku jesteśmy otwarci na nowych towarzyszy wspólnej duchowej podróży. Ale, przyznaję, zauważyłem, że nie jest nam łatwo przyjąć ich do naszego grona. Niech no tylko któryś z nich zechce zająć to miejsce, nawet stojące, które przynależy się komuś innemu! Od razu udziela się takiej osobie kilkusekundowej nagany wzrokowej. Miłość braterska miłością, ale porządek w czasie nabożeństwa musi być (por. 1Kor 14,33.40: „Bóg bowiem nie jest Bogiem zamieszania, lecz pokoju (...) Wszystko niech się odbywa godnie i w należytym porządku!")! W przeciwnym razie- tak jak dziś rano- po mięśniu quadriceps femoris łaskocze mnie czyjaś reklamówka, a torebka rozprasza modlitwę kogoś innego stukając go w okolice pośladkowego wielkiego.
Nie wszystkim podoba się nasza wspólnota. Przeciwnicy próbują zasiać nieufność w naszych relacjach. Na przykład przez akcję propagandową: rozlepili na szybach plakaty ostrzegające przed złodziejami; radzą w nich „mieć oczy otwarte", a przecież większości z nas kontempluje się łatwiej z przymkniętymi powiekami! Najsmutniejsze, że jednym ze sponsorów tej akcji jest pewien tygodnik katolicki, co to niedzielą gości w domach. Zamiast podtrzymywać nasze braterskie wewnątrzwspólnotowe relacje i wspierać otwartość na nowych członków wspólnoty, sugerują mi patrzeć na nich jak na potencjalnych kieszonkowców.
Jakże współczuję tym, którzy stojąc w korkach przeklinają innych kierowców! Słychać w tym, że jeszcze nie doświadczyli tej ludzkiej słabości marnowania każdej ilości zaoszczędzonego czasu. Naiwni, wydaje im się, że te kilka minut, które wygrali rajdową samochodową jazdą, będą w stanie jakoś spożytkować. Idę jednak o zakład, że to im się nie uda. Może kiedyś przekonają się i skruszeni wstąpią do naszej autobusowej wspólnoty? Zapraszamy!
Nie trzeba się nas bać. Nawet jeżeli ktoś nie chce sprzymierzyć się z naszą wspólnotą na dłuższy okres czasu- czy to miesięczny, czy też, jak ja, kwartalny- może skorzystać z jednorazowej kontemplacji, która nie oznacza jeszcze akcesu do wspólnoty, a pozwala przyjrzeć jej się z bliska. Bilety wstępu nie są tanie, bo wynajęcie na czas nabożeństwa autobusowej sali, która jest we władaniu państwowego przedsiębiorstwa komunikacji, tanie być nie może. Ale i tak życie duchowe prowadzone we wspólnocie autobusowej naraża na mniejsze koszty, niż życie światowe kierowców samochodowych.
Tekst powyższy ukazał się w styczniowym „Biuletynie Miłośników Dobrej Książki" księgarni internetowej „Tolle et lege". „Biuletyn" można zaprenumerować darmowo pod adresem: http://www.biuletyn.tolle.pl/



Komentarze
Pokaż komentarze (2)