Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki
146
BLOG

1 List do św. Piotra Apostoła

Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki Kultura Obserwuj notkę 1
 

Piotrze, masz rację, „niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa" (por. 1P 1,3)!

 

Czy kiedy pisałeś o tym żarze, który trwa pośrodku nas, myślałeś tylko o cierpieniu związanym z prześladowaniem lub odrzuceniem, czy też w Duchu rozumiałeś to szerzej?

Umiłowani! Temu żarowi, który w pośrodku was trwa dla waszego doświadczenia, nie dziwcie się, jakby was spotkało coś niezwykłego, ale cieszcie się, im bardziej jesteście uczestnikami cierpień Chrystusowych, abyście się cieszyli i radowali przy objawieniu się Jego chwały. Błogosławieni jesteście, jeżeli złorzeczą wam z powodu imienia Chrystusa, albowiem Duch chwały, Boży Duch na was spoczywa. (1P 4,12-14)

W każdym razie na pewno pisałeś o ciele. To w nim trwa ten żar. Ale nie ono jest źródłem tego doświadczenia, a grzech. Myślę, że cieszyć się z tego niełatwego doświadczenia można dlatego, że ogień ten jest znakiem Bożej pracy „pośrodku nas". Żar ten pochodzi z tego ognia, o którym prorokował Jedzący Szarańczę:

Ja was chrzczę wodą dla nawrócenia; lecz Ten, który idzie za mną, mocniejszy jest ode mnie; ja nie jestem godzien nosić Mu sandałów. On was chrzcić będzie Duchem Świętym i ogniem. (Mt 3,11)

Chrzest ognia odnosi się chyba do tego, co spalone zostać musi, bo albo jest plewą (Mt 3,12), albo drzewem, które nie przyniosło owocu (Mt 3,10). A więc wszystko co niepotrzebne, ale przede wszystkim grzech (por. Hbr 12,1: I my zatem mając dokoła siebie takie mnóstwo świadków, odłożywszy wszelki ciężar, a przede wszystkim grzech, który nas łatwo zwodzi, winniśmy wytrwale biec w wyznaczonych nam zawodach.)- to podlega spaleniu.

Już siekiera do korzenia drzew jest przyłożona. Każde więc drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień wrzucone. (...)  Ma On wiejadło w ręku i oczyści swój omłot: pszenicę zbierze do spichlerza, a plewy spali w ogniu nieugaszonym. (Mt 3,10.12)

Doświadcza chrześcijanin w ciele swoim cierpienia, którego przyczyną jest wypalanie Bożym ogniem tego, co gdyby teraz nie zostało usunięte, musiałoby zostać wrzucone w „ogień nieugaszony". Dlatego może się radować z tego cierpienia i nie może się jemu dziwić- nie jest ono „niezwykłe", bo wynika z grzechu, któremu wierzący nie może zaprzeczyć (por. Rz 3,23).

Bardzo ciekawą myśl, Piotrze, sformułowałeś odnośnie pełnienia woli Bożej, która to wola, o dziwo, może się zrealizować właśnie dzięki żarowi ognia w ciele:

Skoro więc Chrystus cierpiał w ciele, wy również tą samą myślą się uzbrójcie, że kto poniósł mękę na ciele, zerwał z grzechem, aby resztę czasu w ciele przeżyć już nie dla pełnienia ludzkich żądz, ale woli Bożej. (1P 4,1-2).

Popraw mnie, jeżeli źle rozumiem- odczytuję to w ten sposób, że właśnie ten trud, którego doświadcza wierzący w swoim ciele, nie pozwala mu spełnić pożądań jego ciała, ale kieruje Jego wzrok ku Bogu. Nie dlatego przecież, że duch całkowicie zapanował nad ciałem, ale przez to właśnie, że doświadczenie grzechu w ciele i zmaganie się z nim z nim pokazuje też konieczność i ułatwia zerwanie z przyczyną tego doświadczenia.

Czas bowiem, aby sąd się rozpoczął od domu Bożego. Jeżeli zaś najpierw od nas, to jaki będzie koniec tych, którzy nie są posłuszni Ewangelii Bożej? A jeżeli sprawiedliwy z trudem dojdzie do zbawienia, gdzie znajdzie się bezbożny i grzesznik? Zatem również ci, którzy cierpią zgodnie z wolą Bożą, niech dobrze czyniąc, wiernemu Stwórcy oddają swe dusze! (1P 4,17-19)

Bóg rozpoczął od tych, którzy mu uwierzyli- widocznie dlatego, że zależy mu na nich. „Jego wolą" jest to doświadczenie, a ponieważ On jeden jest dobry (por. Mt 19,17), można ufać, że skoro mieści się w jego planach, jest konieczne do naszego zbawienia.

Ale niewystarczające. Nie jest celem samo tylko oczyszczenie, ono ma być przygotowaniem do chrztu Duchem Świętym! Jezus nie potrzebował chrztu ognia, bo był bezgrzeszny (por. Hbr 4,15: Nie takiego bowiem mamy arcykapłana, który by nie mógł współczuć naszym słabościom, lecz doświadczonego we wszystkim na nasze podobieństwo, z wyjątkiem grzechu), dlatego Ojciec od razu napełnił Go Duchem Świętym (chrztu ognia doświadczy dopiero wtedy, kiedy weźmie na siebie nasze grzechy- por. Łk 12,50: Chrzest mam przyjąć i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie):

A gdy Jezus został ochrzczony, natychmiast wyszedł z wody. A oto otworzyły Mu się niebiosa i ujrzał Ducha Bożego zstępującego jak gołębicę i przychodzącego na Niego. A głos z nieba mówił: Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie. (Mt 3,17)

Duch ten jest jakby miłosnym wyznaniem Ojca, które kieruje On do swojego Syna. Mamy być ochrzczeni Duchem Świętym, a więc Duchem Miłości Ojca. To jest cel naszego życia: nie samo obmycie z grzechu, i nie tylko wypalenie pożądań niezgodnych z wolą Pana, ale przede wszystkim to: napełnienie Nim samym, który jest miłością (por. 1J 4,8).

...za dni Noego cierpliwość Boża oczekiwała, a budowana była arka, w której niewielu, to jest osiem dusz, zostało uratowanych przez wodę. Teraz również zgodnie z tym wzorem ratuje was ona we chrzcie nie przez obmycie brudu cielesnego, ale przez zwróconą do Boga prośbę o dobre sumienie, dzięki zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa. (1P 3,20-21).

Zwracasz uwagę nie na to, że woda pochłonęła wszystkich poza tymi ośmioma, ale na to, że woda uratowała tych ośmiu. Tak samo chrzest wodą pochłania grzechy i ratuje od śmierci. Z tego wynika, że i przy chrzcie ogniem trzeba zwrócić uwagę nie na to, co on spala, ale na to, co dzięki temu zostaje uratowane. Woda i ogień wyzwalają z niewoli grzechu i pożądań.

A wtedy przychodzi czas na to, aby Bóg mógł dać prawdziwą wolność- nie tylko uwolnienie „od" czegoś, ale właśnie to: wolność „do" komunii z Nim (Duch „jak gołębica" przypomina gołębicę wypuszczoną z arki, która mogła usiąść na oczyszczonej ogniem wody ziemi- por. Rdz 8,12: I czekał jeszcze siedem dni, po czym wypuścił znów gołębicę, ale ona już nie powróciła do niego).

Tak więc trwają: chrzest wodą, ogniem i Duchem; te trzy. Z nich zaś największy jest chrzest Miłością. Czy dobrze zrozumiałem?

 

Piotrze, „pozdrów Jezusa pocałunkiem miłości! Pokój Tobie, który trwasz w Chrystusie już na wieki". (por. 1P 5,14)

Teolog, publicysta, autor wielu artykułów oraz dwudziestu książek; ostatnio wydał: Maryja. Dlaczego nie?

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Kultura