Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki
87
BLOG

Dziękczynienie. Planowanie. Wszyscy jesteśmy biznesmenami, ale n

Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki Kultura Obserwuj notkę 3
 

Sylwester to dobry czas na podsumowanie starego roku i zaplanowanie nowego. Chrześcijańskie podsumowanie kończącego się roku wyrazi się pokutowaniem i dziękczynieniem; pokutowaniem za każdy niewykorzystany talent, a dziękczynieniem za to, że (i jak) dzięki łasce Pana udało się przeżyć miniony czas. Dziękczynienie to z kolei dobre przygotowanie do sporządzenia chrześcijańskiego biznes planu na kolejny okres.

Małżeństwo ma to do siebie, że jest związkiem głęboko intymnym, tak że niewiele spraw dziejących się między małżonkami powinno wychodzić na pozamałżeńskie zewnątrz. (Niestety, nie rozumieli tego urzędnicy przesłuchujący mnie i Olę na okoliczność potencjalnej fikcyjności naszego polsko- ukraińskiego małżeństwa). Bo przecież prawie wszystko, co wydarza się między mężem a żoną, jest intymne- od małżeńskiego pożycia aż po małżeńskie nieporozumienia. Niektóre jednak sprawy mogą ujrzeć światło pozamałżeńskie, i kilka z nich wychodzi właśnie z naszej intymnej norki o powierzchni niecałych trzydziestu jeden metrów kwadratowych (na każdego członka rodziny przypada 10,33 m2), aby wędrować tym felietonem po rozszerzającej się jak wszechświat przestrzeni internetu.

Posłuszni sparafrazowanemu na sylwestrową noc Słowu Bożemu podjęliśmy próbę spędzenia tego czasu w zgodzie z wezwaniem: „Niech będą wieczorowo przepasane biodra wasze i zapalone świece! A wy bądźcie podobni do ludzi, oczekujących swego pana, kiedy z zabawy sylwestrowej powróci, aby mu zaraz otworzyć, gdy nadejdzie i zakołacze." (por. Łk 12,35-36). Uroczyście ubrani, położywszy wcześniej córkę do snu, zebraliśmy się całą pozostałą rodziną (w ilości dwóch osób) wokół stolika. Dym zapalonej na tę okazję świecy unosił się pionowo tylko do wysokości białego sufitu, ale za to z naszych ust „wzniósł się dym kadzideł, jako modlitwy świętych" (por. Ap 8,4), i dotarł aż do samego nieba.

Dziękczynienie to dobra modlitwa. Oczywiście katechizmowy chrześcijanin oburzyć się mógłby na takie stwierdzenie, i zapałać, w jego mniemaniu, świętym oburzeniem, bo przecież każdy rodzaj modlitwy jest dobry. „Wszyscy są równi, ale niektórzy są równiejsi"- odpowiedziałbym takiemu po orwellowsku, zachęcając do praktyki tego gatunku modlitwy. Ma ona bowiem liczne zalety; przede wszystkim tę, że nie pozwala modlącemu koncentrować się na swoich problemach, za to otwiera „oczy serca tak, byśmy wiedzieli, czym jest nadzieja naszego powołania, czym bogactwo chwały Jego dziedzictwa wśród świętych" (por. Ef 1,18). Dziękczynienie zwraca uwagę wierzącego na Boga i Jego działanie; i robi to bardzo sprytnie: modlący zaczyna przecież od siebie i swojego życia, ale ponieważ dziękuje Bogu za każde dobro, którego z Bożej łaski (zwyczajnej i nadzwyczajnej) doświadczył, stopniowo kieruje taka modlitwa jego wzrok na Boga. (Dlatego jest ona dobrym wstępem do jeszcze „równiejszej" modlitwy- uwielbienia, w czasie którego duch modlącego się, jak dziecko prowadzony jest przez Ducha Boga- Tatusia. Modlący się zaprzestaje wtedy wszystkiego innego, nawet dziękowania, a wpatrzony w Boga- zachwyca się Nim samym).

Sylwestrowe dziękczynienie pokazało nam, że naprawdę mamy za co (i za kogo! Maluśka spała sobie spokojnie owinięta w pieluchy jak 2000 lat temu Jezus w żłobie) dziękować Panu. A skoro Bóg tyle i takich rzeczy mógł dokonać w tak krótkim czasie, nic dziwnego, że kiedy człowiek to sobie uświadomi, nadzieja na przyszłość, także tę noworoczną, rośnie. Ta nadzieja jest dana chrześcijaninowi jako „poręka tych dóbr, których się spodziewa, dowód tej rzeczywistości, której nie widzi" (por. Hbr 11,1). To do tej rzeczywistości wzdychają Duch i Oblubienica (por. Ap 22,17), przekonując wierzącego w sercu (Duch Święty) i rozumie (Oblubienica spersonifikowana przez Benedykta XVI-ego, którego nowa encyklika „Spe Salvi" właśnie temat nadziei porusza) o pewności Jego przeznaczenia.

Dzięki dziękczynieniu może chrześcijanin rozpocząć chrześcijańskie planowanie. Jeżeli zrobiłby to wcześniej, jego plan niczym nie różniłby się od planowania pogan, a przecież wezwany został do tego, aby jego chrześcijański biznes plan dokonany został w oparciu o wszystkie talenty, także duchowe (w tym wiarę), które otrzymał od Pana do obracania nimi (por. Mt 25,14-30). O takim właśnie planowaniu mówi dalsza część liturgii Słowa zaczerpnięta z prywatnego nabożeństwa Państwa Zatwardnickich: „Sługa, który zna wolę swego pana, a nic nie przygotował i nie uczynił zgodnie z jego wolą, otrzyma wielką chłostę. Ten zaś, który nie zna jego woli i uczynił coś godnego kary, otrzyma małą chłostę. Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie; a komu wiele zlecono, tym więcej od niego żądać będą." (por. Łk 12,47-48). Pan mówi tu oczywiście o potrzebie poznania Jego woli na rok 2008. Zauważmy, że Jezus nie przewiduje w ogóle takiej możliwości, żeby sługa nie podjął próby rozpoznania woli swego Pana!

Wierny sługa spróbuje poznać tę wolę, ale nawet jeżeli nie uda mu się jej prawidłowo zrozumieć (a więc i wypełnić), i tak poniesie mniejsze konsekwencje niż ten, który w ogóle nie zechce usłyszeć, co Pan proponuje mu na najbliższy rok. Najgorsza kara spotka tego, który poznał wolę Pana, ale ją zlekceważył (wynika z tego, że nie tylko z nadzieją, ale i z drżeniem bojaźni Pańskiej należy stawać do chrześcijańskiego planowania). Za to ten, który ochoczo wypełni to, co Pan objawił mu jako swoją wolę, otrzyma nagrodę: „Szczęśliwi owi słudzy, których pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie. Zaprawdę, powiadam wam: Przepasze się i każe im zasiąść do stołu, a obchodząc będzie im usługiwał. Czy o drugiej, czy o trzeciej straży przyjdzie, szczęśliwi oni, gdy ich tak zastanie. (...) Prawdziwie powiadam wam: Postawi go nad całym swoim mieniem." (Łk 12,37-38.44). A oprócz tego ma noworoczne planowanie jeszcze i inne zalety, w tym i taką, że pozwala rozłożyć w czasie realizację tych postanowień, które nie są możliwe do wykonania w krótkim czasie (np. wolnym, którego- to chyba powszechne doświadczenie- nigdy nie ma); dzięki temu nawet ta „księga ksiąg", która przerażać może swoimi bez mała tysiąc sześćset stronami samego tekstu, rozplanowana do przeczytania w ciągu roku, okazuje się nie tak niestrawna, bo aby „zjeść ten zwój, który ma się przed sobą" (por. Ez 3,1), wystarczy spożywać niecałe cztery i pół strony dziennie.

Przełom 2007 /2008 uważam za udany. Dziękczynienie, planowanie, a potem jeszcze tańce na parkiecie powstałym po przesunięciu stolika ze świecą- te elementy, zaplanowane na sylwestrowy wieczór, udało się zrealizować. O pozostałych wydarzeniach nie można mi pisać, ponieważ „małżeństwo jest związkiem głęboko intymnym, tak że niewiele spraw dziejących się między małżonkami powinno wychodzić na pozamałżeńskie zewnątrz" (Sławomir Zatwardnicki, „Dziękczynienie. Planowanie. Wszyscy jesteśmy biznesmenami, ale nie wszyscy wierzącymi", cyt. za: „Biuletyn Miłośników Dobrej Książki", nr 02 (15)- luty 2008). Chrześcijańskie planowanie ma to do siebie, że zawsze jest otwarte na elementy niezaplanowane, które dla wierzącego przygotował Pan. To taki paradoks: uczeń Chrystusa z jednej strony powołany jest do planowania, a z drugiej do otwartości na porzucenie wszystkich planów, kiedy Pan zaproponuje mu coś innego (czyt. lepszego). Między pracoholizmem realizacji własnych planów a lenistwem liczenia tylko na Bożą ingerencję prowadzi wąska ścieżka, którą warto pójść: „Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują" (Mt 7,14).

 

Tekst ukazał się w lutowym „Biuletynie Miłośników Dobrej Książki" księgarni internetowej „Tolle et lege". „Biuletyn" można zaprenumerować darmowo pod adresem: http://www.biuletyn.tolle.pl/

Teolog, publicysta, autor wielu artykułów oraz dwudziestu książek; ostatnio wydał: Maryja. Dlaczego nie?

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Kultura