Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki
79
BLOG

Paliwoda vs. Sadurski. O dyskusjach pozornych w Salonie

Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki Kultura Obserwuj notkę 15
 

Nie wierzę w to, że jakakolwiek dyskusja w Salonie24 ma miejsce. To tylko pozory. I nawet nie dlatego, że większość piszących wrzuca swoje posty tylko po to, żeby się wygadać (co zresztą ich nie zaspokoi, skoro- o czym dalej- nikt ich nie wysłucha), a internet w ich przypadku pełni tylko i wyłącznie rolę wygodnej do dzielenia się swoim wnętrzem kozetki, kozetki taniej, ale nieskutecznej w rozwiązywaniu problemów psychologicznych, z których najpierwszym jest internet addiction. Zauważyliście Państwo te komentarze blogowiczów, które albo w sposób jawny są tylko i wyłącznie zaproszeniem na blog komentatora, albo zawierają ukryte zaproszenie, wręczane najczęściej w formie zdawkowego komentarza postu, którego komentator nawet nie czytał?

Dyskusja w Salonie24 jest pozorna przede wszystkim dlatego, że tak naprawdę nie o prawdę w niej chodzi, a tylko o wyrażanie własnych dogmatów. Nieważne, że dogmaty to fałszywe, ważne, że „moje" i trzeba ich bronić do ostatniego kliknięcia krwi. Pół biedy, jeżeli chodzi tu tylko o polityczne wybory (chociaż i to stanowi już problem, jeżeli ktoś wizję rzeczywistości sprowadza tylko do świata politycznej gry interesów). Cała bieda w sytuacji, kiedy salonowicze wypowiadają się na tematy przekraczające granice polityki, a dotyczące sfery wiary; bieda z nędzą, jeżeli do tego sami uważają się jeszcze za niewierzących, i z tej pozycji próbują nawracać na swoje niedowiarstwo.

Najbardziej medialnym przykładem salonowej pozornej dyskusji jest oczywiście niedoszły pojedynek Paliwoda-Sadurski. Na razie mamy do czynienia z jednej strony z odgrażaniem się, a z drugiej z wyśmiewaniem tego odgrażania (Państwo kojarzą, o co i kogo chodzi), które przypomina napinanie się bokserów na konferencjach prasowych przed walką (przepraszam za to porównanie zarówno WS, o którym nie wiem, czy na boks bez obrzydzenia może patrzeć, jak i PP, który jak Kambei Shimada, w takich przedsięwzięciach pewnie nie uczestniczyłby). Ale jeżeli nawet dojdzie do walki na argumenty, nie myślą chyba Państwo, że skończy się ona przez nokaut?

Salonowe dyskusje nigdy nie kończą się nokautem. O wynikach nie zdecyduje też wskazanie sędziów, bo zbyt dużo ich wśród salonowiczów, i statystycznie rzecz biorąc dzielą się oni w swoich werdyktach po połowie. I w końcu sami bokserzy słowa i idei- czy jest możliwe, żeby któryś z nich przyznał się do porażki? Rzucając biały ręcznik musiałby zanegować wszystkie swoje wcześniejsze wybory i zburzyć do gołej ziemi latami narosłe idee, podlewane lekturami czytanymi przez całe dotychczasowe życie. Nadzieja na to, że ktoś przekreśli całe swoje życie jest złudna jak- nie przymierzając- oczekiwanie od byłego współpracownika SB, że dobrowolnie nazwie publicznie swoje donosicielstwo. (Państwo wybaczą, ale ja, jako człowiek wierzący, nie zamykam oczu na rzeczywistość grzechu, który jak nic poza nim doskonale tłumaczy, dlaczego taka sytuacja ma niezmiernie rzadko miejsce).

A może własnie to zburzenie do gołej ziemi byłoby dobrym rozwiązaniem? Do gołej ziemi. Bo tak naprawdę tam, w niej, wszystko się zaczyna. Od rodzaju ziarna, które zostało posiane, wszystko inne zależy, bo z niego wyrasta. Chodzi o pierwszy wybór, którego następne- włączając w to nawet tematykę książek, które się czyta, i na których opiera swoją wiedzę i wypracowuje własne poglądy- są logiczną konsekwencją. Dotarcie do ziarna stanowiłoby warunek konieczny wszelkiego porozumienia, byłoby ono jednak możliwe tylko i wyłącznie wtedy, jeżeli ziarno byłoby tego samego rodzaju. W przeciwnym razie dokopanie się do niego miałoby inną zaletę- taką, że pozwalałoby zrozumieć niemożność spotkania się z dyskutantem, a tym samym ułatwiłoby decyzję rezygnacji z wejścia na ring Salonu. Nie jest to zaleta mała; ja na przykład ilekroć myślę o Gołocie, tylekroć przypomina mi się tekst piosenki „Stefan" legendarnego zespołu „Bielizna" (pamiętają Państwo?), i mam wrażenie, że Andrzej byłby szczęśliwszy, gdyby ktoś nie pokierował jego kroków na bokserski ring.

A skoro mowa o kopaniu w ziemi... Pozwolą Państwo, że od Panów PP i WS przejdę głębiej, do refleksji ważniejszej, opartej na pewnym słowie, wypowiedzianym prawie 2000 lat temu; wszak obaj Panowie przeminą (i nawet nieważne jest, czy stanie się to tak szybko jak ostateczny upadek Unii Europejskiej (pozdrowienia dla Pana PP!)), a słowo Pana zachowa swoją aktualność do końca świata:

„Królestwo niebieskie podobne jest do człowieka, który posiał dobre nasienie na swej roli. Lecz gdy ludzie spali, przyszedł jego nieprzyjaciel, nasiał chwastu między pszenicę i odszedł. A gdy zboże wyrosło i wypuściło kłosy, wtedy pojawił się i chwast. Słudzy gospodarza przyszli i zapytali go: „Panie, czy nie posiałeś dobrego nasienia na swej roli? Skąd więc wziął się na niej chwast?" Odpowiedział im: „Nieprzyjazny człowiek to sprawił". Rzekli mu słudzy: „Chcesz więc, żebyśmy poszli i zebrali go?" A on im odrzekł: „Nie, byście zbierając chwast nie wyrwali razem z nim i pszenicy. Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa; a w czasie żniwa powiem żeńcom: Zbierzcie najpierw chwast i powiążcie go w snopki na spalenie; pszenicę zaś zwieźcie do mego spichlerza". (Mt 13,24-30)

Salon24- Niezależne forum publicystów, chcąc nie chcąc, uczestniczy w tej biblijnej rzeczywistości. I nie chodzi tu o to, żeby wskazywać po nazwiskach czy nickach, kto jest tym chwastem, a kto pszenicą (podkreślam, że od Panów WS i PP odeszliśmy już na dobre, pojawią się oni jeszcze tylko w końcówce tekstu) zasianą na roli; ważne, żeby zobaczyć, że role wydają się już podzielone czy raczej wybrane. Dlatego nikt nikogo już nie przekona. Nawet jeżeli ktoś jeszcze próbuje się bronić, nie ma mocy, żeby zaatakować skutecznie, z kolei ten, kto atakuje, spotka się z obroną nie do zdobycia.

To, że Salon dzieli się głównie pod względem politycznym, jest złudzeniem. Pod poziomem partyjnych etykiet dokonał się znacznie ważniejszy podział. Rozróżnienie między pszenicą a chwastem nijak się ma do deklarowanych jawnie czy skrycie preferencji partyjnych, ale już sam fakt, że cała rzeczywistość opisywana jest w kategoriach politycznych, świadczy o rodzaju ziarna, z którego opis ten wyrasta. Dlatego i polityczni komentatorzy już wybrali, nawet jeżeli nie zdają sobie z tego sprawy.

Nie oni jednak są dla mnie najciekawsi; interesują mnie przede wszystkim ci, którzy dotykają najbardziej fascynującej dziedziny: duchowości. A tacy w Salonie24 są. I wiedzą wszystko. Z arogancją porównywalną jedynie do pewności Jezusa wypowiadają swoje sądy. Ale- podkreślam- nie o prawdę im chodzi. Arcyciekawi uczeni w niekanonicznych pismach, wcale nie wyjątkowi heretycy, powielający antychrzescijańskie objawienia, na które wielokrotnie i najczęściej już wieki temu padła chrześcijańska odpowiedź. Można poszukać, wystarczy sprawdzić. Ale to już jest kwestia woli.

Bo właśnie tam, na poziomie woli, dokonuje się każdy wybór. I kiedy czytam wpisy salonowiczów, mam wrażenie, że wybór ten został już przez większość z nich dokonany. Role zostały wybrane. Pozycje zajęte. Rozróżnienie między pszenicą a chwastem jest coraz łatwiejsze i można go dokonać bez możliwości pomyłki. Wybór chwast-pszenica dokonuje się niezależnie od tego, czy ktoś zdaje sobie sprawę z tego, że uczestniczy w biblijnej historii wzrostu pszenicy i chwastu. Dowodzi tego przykład żołnierzy, którzy pod krzyżem rzucali losy o szaty Ukrzyżowanego, nie zdając sobie sprawy z tego, że dosłownie wypełniają słowa Psalmu przepowiadające zdarzenie, w którym zagrają swoje role:

Żołnierze zaś, gdy ukrzyżowali Jezusa, wzięli Jego szaty i podzielili na cztery części, dla każdego żołnierza po części; wzięli także tunikę. Tunika zaś nie była szyta, ale cała tkana od góry do dołu. Mówili więc między sobą: «Nie rozdzierajmy jej, ale rzućmy o nią losy, do kogo ma należeć». Tak miały się wypełnić słowa Pisma: Podzielili między siebie szaty, a los rzucili o moją suknię. To właśnie uczynili żołnierze. (J 19,23-24; por. Ps 22,19)

Ale, ale- skoro wybór przez większość blogowiczów został już dokonany, to czy w ogóle warto jeszcze pisać w Salonie24? Tak, bo przecież są jeszcze jacyś niezdecydowani. Kiedy czyta się blogi lub komentarze tej Reszty, nie da się jeszcze rozpoznać podobieństwa ani do pszenicy, ani do chwastu. I to w ich stronę warto kierować swoją rozmowę. Pozostałych już nic nie przekona ani nie poruszy; są już albo pszenicą, albo chwastem.

Na koniec wracam do pozornego pojedynku dyskutantów wymienionych w tytule. Przepraszam wszystkich czytelników, a szczególnie Panów WS i PP, że posłużyłem się ich czerwonymi (Panie Pawle, proszę bez skojarzeń!) nazwiskami. Przyznaję szczerze: zrobiłem to wyłącznie dlatego, żeby mój blogowy wpis mógł dłużej powisieć na S24 i dotrzeć do większej ilości osób. Ale skoro już wróciłem do Panów, proszę o odpowiedź: Panowie Pawle i Wojciechu, wybraliście bycie pszenicą czy chwastem? Pozwalam sobie na tę internetową poufałość, ponieważ wcale nie jestem przekonany co do tego, czy rzeczywiście wyrośliście Panowie z ziaren różnego rodzaju?

Teolog, publicysta, autor wielu artykułów oraz dwudziestu książek; ostatnio wydał: Maryja. Dlaczego nie?

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (15)

Inne tematy w dziale Kultura