Heca na 14 fujarek! To lepsze niż Wojewódzki, chociaż podobne w stylu do niewybrednych dowcipów tego, który po ostatnich zmianach w ramówce TV na billboardowych reklamach wypowiada medialnie niezadowolone: „Spadamy na wtorek”. Reklamodawcy zachwalają: „Na ulice pięknych polskich miast wchodzi właśnie nasza nowa kampania Virginity. (...) Jest oryginalna, wysmakowana artystycznie, piękna i niesie ze sobą pewne przesłanie- takie mianowicie że cnota jest sexy i pobudza kreatywnie, a dziewictwo to bardzo pożądany skarb- tak samo jak nasze ciuchy” (cyt. za: www.house.pl).
Reklamożercy przyciągnięci rzucającymi się w oczy plakatami dobrego artystycznego warsztatu, zajrzą pewnie również na ciekawie pomyślaną stroną internetową „Virginity”; tam przekonają się, że skojarzenia religijne wywołane hasłem reklamowym na billboardach- „Strzeż mnie Ojcze”- były jak najbardziej zamierzone. Państwo miastowi pewnie zauważyli te billboardy: Ładna kobieta, ale pokazana jakby nałogowo ćpała „opium dla mas”, odmawia różaniec. Jest młoda (na łóżku leży jej pluszowy miś, jeszcze nie całkiem porzucony, a już niewystarczający), ale doświadcza już chyba pokus tego świata, a ponieważ jest zindoktrynowana religijnie, ma prawo jeszcze nie wiedzieć, że ma „prawo mocno się kochać i pozostać dziewicą!” (ten i następne cytaty, dla których nie podano źródła, pochodzą ze strony www.virginity.pl). Zaprawdę, tylko prawda „Virginity” mogłaby wyzwolić ją z jej zahamowań.
W drugiej billboardowej wersji młody ufryzowany mężczyzna też doświadcza podobnych pokus. Jak trochę pożyje i zajrzy na stronę tych, co to chcą coś zrobić „dla kreatywnego seksu bez tracenia cnoty”, zmieni swoją mentalność i może nawet zaangażuje się nad zmianą społecznej mentalności. Bo o taką zmianę- przy okazji, ale jednak- chodzi, czego nie ukrywają pomysłodawcy całego przedsięwzięcia. Stąd akcja reklamowa i projekt „ustawy promującej radosny seks bez tracenia cnoty!” („Sejm wzięty – inicjatywa Virginity przyjęta – zostanie złożona na ręce Pana marszałka – tak przynajmniej zapewniła nas Pani w okienku Biura Podawczego Kancelarii Sejmu”).
A w tekście trzyartykułowej ustawiczki takie- przepraszam za słowo- jaja, że hej! „Rząd RP ufunduje stypendia w wysokości 1000 złotych miesięcznie za każdy miesiąc pozostawania w cnocie dla osób które ukończyły 17 rok życia, aż do momentu osiągnięcia przez nie pełnoletniości” (wiadomo, że w tym czasie wytrzymać w cnocie najtrudniej), albo: „Osoby które wytrwają w dziewictwie co najmniej 20 lat, otrzymują od państwa «emeryturę czystości»” – świadczenie w nagrodę za dziewictwo w wysokości jednej średniej krajowej miesięcznie” (starszym łatwiej nie ulec pokusie).
Dla tych, którym trudno wytrwać w postanowieniu mają pomysłodawcy akcji dobrą nowinę- są sposoby, żeby nie stracić cnoty (rozumianej nie w sensie teologicznym, a fizycznym, ma się rozumieć); „Virginity” z pomocą równie dowcipnych i zatroskanych o naszą cnotę internautów podaje ich nawet 69 (czy ta symboliczna liczba nawiązuje do rewolucji obyczajowej pokolenia 68, ale idącej o krok dalej?). Wśród „69 sposobów na zachowanie dziewictwa” są między innymi i takie: „Nie oglądaj filmów porno tylko chodź do kościoła odmawiać różaniec”, „Pisz wiersze i recytuj je wśród znajomych. Wystrzegaj się erotyków, które mogą obudzić w tobie pokusę” oraz „Na stacji benzynowej staraj się nie patrzeć na półki z prezerwatywami”. Ta ostatnia rada nawiązuje, jak sądzę, do wypowiedzi Tomasza Terlikowskiego zamieszczonej w jednym z jego blogowych wpisów: „Czasem bywam na stacjach benzynowych, gdzie nie sposób nie zapłacić za benzynę bez rzucających się w oczy opakowań prezerwatyw z wyeksponowanymi paniami” („Kilka pytań do Magdaleny Środy”, post z dn. 2007-12-29, dostępny na blogu „Rzepy” oraz w Salonie24).
Forum dla internautów serwisu „Virginity” podzielono na dwie kolumny- przeciw i za dziewictwem: „To be virginity or not to be?”. To takie dwie szufladki- „normalni” i „reszta”. Proponuję następujące zadanie dla Czytelników: Proszę odczytać ukryte przesłanie pozostawione w każdej z tych szuflad. W jednej z nich znajduje się takie oto motto życiowe: „Fajnie jest nie być dziewicą ani prawiczkiem, bo życie staje się pasmem nieustających przyjemności a każde spotkanie z płcią przeciwną to cudowne napięcie seksualne, które może zakończyć się nowym, niezwykłym doświadczeniem i być początkiem wielkie przygody. Zgadzasz się ze mną?”, a w drugiej inne- może mniej ekscytujące, ale za to niepowodujące wyrzutów sumienia: „Fajnie jest być dziewicą lub prawiczkiem, bo Twoja cierpliwość i wstrzemięźliwość budzi szacunek i podziw kolegów i koleżanek, bo przyciągasz wartościowych partnerów, bo nie masz ciężkiego grzechu i nie musisz wstydzić się przed księdzem podczas spowiedzi. Co o tym sądzisz?”. Na takie pozory neutralności- sprawdziłem!- niektórzy internauci dają się nabrać i zabierają głos! (I o to chodzi- im głośniej, tym lepiej!).
Zresztą, to nie koniec pozornej neutralności, której celem jest wywołanie jak największego zamieszania wokół tematu kampanii reklamowej. Na stronie „Virginity” podano linki odsyłające do artykułów dotyczących tematyki dziewictwa pisanych z różnych pozycji światopoglądowych. Nie tyle powiększa to przestrzeń debaty na temat cnoty, co umożliwia murowaną zabawę, którą gwarantuje wybuchowe połączenie serwisu, który, jak sam się chwali, „tropi absurdy, przesądy, szarlatanerię, uprzedzenia, kłamstwa, fobie i głupotę” (www.racjonalista.pl), a tak naprawdę zawiera teksty pozwalające autorom na wyładowanie ich antychrześcijańskich fobii, ze stroną katolickiego pisma „Miłujcie się” (www.milujciesie.org.pl) propagującego „Ruch Czystych Serc”.
„Nie sposób dalej milczeć o zjawisku renesansu cnoty w generation now! Duchowi spadkobiercy JPII trzymają rączki przy sobie lub siebie za rączki – za to ich języki są czasem wolne jak Duch, który przecież «wieje kędy chce»”- może nie bardzo zrozumiale (za wysokie progi dla mojego intelektu), ale na pewno swoją aktywnością nie milczą organizatorzy tej mało cnotliwej akcji. Są billboardy, konkursy (można otrzymać tytuł: „Dziewica lub prawiczek miesiąca”), strona internetowa, a przede wszystkim jest pewny zysk, bo to o niego, nie o cnotę, w gruncie rzeczy w tym wszystkim chodzi! W Polsce taka kampania wydaje się być genialnym pomysłem firmy „Artman” S.A., która to firma zajmuje się projektowaniem i dystrybucją ubrań. Państwo może już znają, a jeżeli nie- najwyższa pora poznać: chodzi o młodzieżową markę „House”.
No cóż, prawdziwa cnota krytyk się nie boi... Parafrazując Pawłowy „Hymn o miłości” cnotę można zareklamować tak oto: „Prawdziwa cnota nigdy nie ustaje, nie jest jak billboardy, które się skończą, albo jak język reklamy, który zniknie...” (por 1Kor 13,8). O cnotę się nie boję, ale o dusze organizatorów całego przedsięwzięcia- owszem. Ojcze, strzeż ich, bo wiedzą, co czynią.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)