Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki
37
BLOG

Pobożne chomikowanie (cz.1/2)

Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki Kultura Obserwuj notkę 0

Czy wrodzoną skłonnością do gromadzenia motywowany, czy powodowany tym specyficznym typem oszczędności wyuczonej w czasach, kiedy na sklepowych półkach świeciły pustki i butelki octu, fakt, że wszystkie smakołyki gromadziłem w blaszanej puszce. Siostra- przeciwnie, zjadała wszystko od razu, a ja potem, kiedy prosiła, żebym ją poczęstował puszkowymi skarbami, delektowałem się namiastką władzy. Nazywała mnie chomikiem, a mojej potrzebie przechowywania w puszce nadaliśmy, konsekwentnie, nazwę: chomikowanie.  

Podobne chomikowanie widzę u pewnych pobożnych osób. Gromadzą one duchowe łakocie i, zanim je jeszcze zdążą przejeść, już sięgają po następne. (Musi istnieć w ich duchowym organizmie jakaś puszka, w której zakopują wszystkie zdobyte skarby). Nigdy się nie dzielą Dobrą Nowiną, prawdopodobnie nawet nie przyszło im do głowy, że mogliby. Zresztą, jak mają dzielić się Ewangelią, która nie działa w ich codziennym życiu? Za to wykazują wielką gorliwość w zarzucaniu innych praktykowanymi przez siebie formami pobożności i religijnymi nowinkami (im bardziej sensacyjnymi, tym chętniej się ku nim skłaniają). Jest w takim duchowym chomikowaniu coś obrzydliwego: ani sami nie cieszą się tym, co otrzymali, ani inni nie mogą skorzystać z ich skłonności do gromadzenia. 

Ta fascynacja duchowymi sprawami stanowi specyficzny typ pobożności. Jest ta pobożność ucieczką od świata codziennego, traktowanego jako profanum, do tego, co wydaje się być sacrum; jednocześnie jest ucieczką od siebie samego i spraw, za które jest się odpowiedzialnym, a więc w jakimś sensie jest też ucieczką od Boga, który zawsze spotyka człowieka „tu i teraz”, a nie „tam i kiedy będę bardzo pobożny”. Osobnik o pobożności tego typu nieustannie „ubogaca się” duchowo, zalicza kolejne nabożeństwa i wynajduje coraz to skuteczniejsze modlitwy, które nijak nie działają. Stopniowo albo traci kontakt z rzeczywistością, albo świadomie gardzi tym światem i ludźmi (im są mu bliżsi, tym gorliwiej od nich stroni), do których posłał go przecież Bóg. W konsekwencji osoby o takiej chomiczej pobożności okazują tylko „pozór pobożności, ale wyrzekły się jej mocy”, i słusznie powiada Pismo, że to właśnie od nich trzeba „stronić”[1]. 

Czy można samemu zostać zbawionym, kiedy nie interesuje się zbawieniem innych? „Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii!”[2]- wykrzykuje apostoł Paweł, a papież Benedykt XVI w swojej encyklice „Spe salvi” zadaje retoryczne pytanie: „Czy nadzieja chrześcijańska jest indywidualistyczna?”[3]. Taka indywidualistyczna postawa grozi nie tylko pojedynczym duszom, ale także całym wspólnotom. Szczególnie, jeżeli wśród ich członków znajdują się właśnie takie osoby, co to lubią kolekcjonować wszelkie duchowe przeżycia i religijną wiedzę. Wtedy wspólnota służy im do zaspokajania ich potrzeby gromadzenia, a nie szukania i wypełniania woli Boga. Jak zamierzają z tym całym zgromadzonym bogactwem pobożności przecisnąć się przez ucho igielne[4], skoro do Królestwa Bożego dostają się tylko ci ubodzy duchem[5]?- oto jest pytanie! I jak wytłumaczą się z niewypełnienia przykazania miłości bliźniego, w tym tak konkretnego przejawu tej miłości, który został wyrażony rozkazem Jezusa: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!”?[6]. Chrzescijanie zostali powołani, aby powierzony im skarb zanieść do ludzi, a nie pozostawiać go ukrytym[7]. „Sobór Watykański II odpowiada jasno: Kościół «z Bożego nakazu ma obowiązek iść na cały świat i głosić Ewangelię wszelkiemu stworzeniu». A w innym miejscu stwierdza, że cały Kościół jest misyjny i że «dzieło ewangelizacji jest podstawowym zadaniem Ludu Bożego»”[8]. 

Kiedy czytam Stare Przymierze, zdumiewa mnie wspólnotowe myślenie starotestamentowych autorów. Tam nie ma: „ja”, za to zawsze jest „my”; ktoś jest członkiem narodu wybranego, i dlatego jest odpowiedzialny nie tylko za siebie, ale i za cały naród; a z drugiej strony, nie tylko jego prywatna wierność Bogu jest ważna, ale także postawa braci, z którymi tworzy wspólnotę. (Nawet prorocy, którzy piętnują grzechy ludu Bożego, utożsamiają się z tym ludem[9]). Kościół przejął oczywiście takie wspólnotowe myślenie (już od czasów Ojców Kościoła „zbawienie zawsze było rozumiane jako rzeczywistość wspólnotowa”[10]), a jednak praktyka ludu Bożego daleka jest nie tyle nawet ideału, co przyjęcia do wiadomości tego prostego faktu, że zbawiani jesteśmy nie pojedynczo, a we wspólnocie wierzących. (To zresztą jest chyba znak czasów: ludzie niechętnie trwają we wpólnotach- od małżeńskiej aż po kościelne).  


[1]          Por. 2Tm 3,5.
[2]           1Kor 9,16.
[3]          Encyklika „Spe salvi” Ojca Świętego Benedykta XVI, tytuł jednego z rozdziałów. (Wszystkie cytaty  z encykliki „Spe salvi” podano za stroną: www.vatican.va).
[4]          Por. Łk 18,25.
[5]          Por. Mt 5,3: „Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie”. Potrzebę ubóstwa duchowego podkreślają również mistycy- zob. na przykład: Św. Jan od Krzyża, „Noc ciemna”, Księga druga, Rozdział 9: „Potrzeba również, aby dusza została wprowadzona w ogołocenie i ubóstwo duchowe i by została oczyszczona z wszelkiej podpory, pociechy i pojmowań naturalnych, tak co do rzeczy niebieskich jak i ziemskich. (...) I dopiero po tym oczyszczeniu, wyzbywszy się starego człowieka i osiągnąwszy za pośrednictwem tej nocy prawdziwe ubóstwo duchowe, wchodzi dusza w owo nowe i błogosławione życie, czyli w stan zjednoczenia z Bogiem.” (cytat za stroną www.karmel.pl).
[6]          Mk 16,15.
[7]          Por. Paweł VI, adhort. apost. „Evangelii nuntiandii”, 15: „W Kościele został złożony depozyt Dobrej Nowiny, celem głoszenia jej ludziom. Obietnice Nowego Przymierza, spełnione w Jezusie Chrystusie, nauka Pana i Apostołów, Słowo życia, źródło łaski i dobroci Bożej, droga zbawienia: to wszystko zostało powierzone Kościołowi. Tych dóbr, zawartych w Ewangelii, a zatem i w ewangelizacji, strzeże on jako żywy i drogocenny depozyt, nie po to, aby on pozostał w ukryciu, ale żeby zanosić go do ludzi”. (Wszystkie cytaty z adhortacji „Evangelii nuntiandii” podano za stroną: www.nonpossumus.pl/encykliki).
[8]          „Evangelii nuntiandii”, 59.
[9]          Por. np. Jer 3,25: „Leżeć musimy w hańbie i wstyd nas okrywa, bo zgrzeszyliśmy wobec Pana, Boga naszego, my i przodkowie nasi, począwszy od młodości aż do dziś; nie słuchaliśmy głosu Pana, Boga naszego.” lub Dn 9,5: „Zgrzeszyliśmy, zbłądziliśmy, popełniliśmy nieprawość i zbuntowaliśmy się, odstąpiliśmy od Twoich przykazań.”.
[10]        „Spe salvi”, 14.

Teolog, publicysta, autor wielu artykułów oraz dwudziestu książek; ostatnio wydał: Maryja. Dlaczego nie?

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura