Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki
64
BLOG

Pobożne chomikowanie (cz.2/2)

Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki Kultura Obserwuj notkę 4

Z jednej strony takie myślenie w kategoriach tylko własnego duchowego zysku szkodzi tym wszystkim, którzy zdają się zamykać w klasztorach prywatnego zbawiania się, a z drugiej strony świat odczytuje ukryte w takim postępowaniu przesłanie braku zainteresowania i miłości ze strony chrześcijan. „W jaki sposób mogła powstać myśl, że Jezusowe przesłanie jest ściśle indywidualistyczne i skierowane tylko do jednostki? Jak doszło do tego, że «zbawienie duszy» jest interpretowane jako ucieczka przed odpowiedzialnością za to, co wspólne, a w konsekwencji program chrześcijański jest uważany za egoistyczne poszukiwanie zbawienia, które odmawia służenia innym?”[1]- pyta Ojciec Święty. 

Te pytania postawione synom Kościoła wzywać mają do rachunku ich chrześcijańskiego sumienia, a w konsekwencji do nawrócenia, bo tak chyba w duchu wiary odczytać należy stwierdzenie: „Trzeba, aby z samokrytyką czasów nowożytnych łączyła się samokrytyka nowożytnego chrześcijaństwa”[2]. Bo w jakimś sensie przez swoją ucieczkę od świata chrześcijanie pozostawili ten świat samemu sobie. Nic więc dziwnego, że ludzie tego świata szukali nadziei poza Chrystusem i sami próbowali urzeczywistnić- np. przez rewolucje- Królestwo Boże na ziemi, co miało katastrofalne konsekwencje. 

Musi być w takim niezdrowym zainteresowaniu tylko własnym zbawieniem coś znacznie głębszego niż grzech egoizmu czy łakomstwa duchowego. Być może taki typ pobożności wynika po prostu z nieznajomości Boga, który jest miłością[3]? Bo przecież relacja z Chrystusem jest „relacją z Tym, który samego siebie oddał na okup za nas wszystkich” (por. 1 Tm 2, 6). Trwanie w komunii z Chrystusem włącza nas w Jego «bycie dla wszystkich», które odtąd staje się naszym sposobem bycia. On zobowiązuje nas wobec innych, ale tylko w komunii z Nim jest możliwe, abyśmy prawdziwie byli dla innych, dla ogółu.”[4]. Temu, kto poznał Pana i Jego miłość, inni ludzie nie pozostaną obojętni.  

Odczytuję w rozważaniach Benedykta XVI wezwanie właśnie do tego, aby nie zamykać swojego serca przed bliźnimi. Jeżeli ktoś poważnie traktuje swoją relacją z Bogiem- poznaje Go w modlitwie i doświadcza w swoim życiu- będzie stawał się do Niego podobny. A ponieważ serce Boga ogarnia wszystkich ludzi, dlatego również serca tych, którzy zostali uczynieni na Jego podobieństwo[5] i powołani do tego, aby stawali się na wzór Syna Bożego[6], będą starały się objąć miłością nie tylko samych siebie. Kręgi miłości rozchodzić się mają stopniowo od serca wierzącego na zewnątrz, najpierw ku innym wierzącym, aby w końcu sięgnąć aż do pogan. 

Na początku miłość dotrze tylko i przede wszystkim do najbliższych (tych, którzy zostali nam powierzeni), ale stamtąd powinna rozejść się dalej. Chrześcijanin jest powołany do tego, aby mieć „na oku nie tylko swoje własne sprawy, ale też i drugich!”[7], stąd ważne jest, aby swojego powołania nie próbował ograniczyć tylko i wyłącznie do życia rodzinnego, ale chciał podjąć się życia w szerszej wspólnocie chrześcijan. Jeżeli rodziny ograniczą swoją miłość tylko do samych siebie, zaczną przypominać raczej sekty niż „Kościoły domowe”[8]. Miłość Boża rozlana w sercach przez Ducha Świętego[9] i doświadczana w kręgu najbliższych powinna stać się motywacją do wyjścia na zewnątrz i dzielenia się swoją wiarą z innymi[10]. Z kolei właśnie życie w chrześcijańskiej wspólnocie sprawić może, że świat znów, jak kiedyś, będzie mógł zawołać zdziwiony: „Jak oni się miłują”[11]. Dobrze, żeby chrześcijanie potrafili wziąć wzajemnie za siebie odpowiedzialność i tworzyli wspólnoty oparte na wzajemnej trosce i miłości. 

Ale i to nie wystarczy, Pan jest znów o krok dalej i Jego uczniowie muszą pójść za Nim: „Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski.”[12]. Taka doskonałość oznacza, że chrześcijanin powinien po pierwsze angażować się w sprawy tego świata, a nie pozostawiać ich w rękach pogan, a po drugie wyjść ku tym, którzy jeszcze nie przyjęli Dobrej Nowiny, i ogłosić im ją[13], bo: „Jakże mieli uwierzyć w Tego, którego nie słyszeli? Jakże mieli usłyszeć, gdy im nikt nie głosił? (...) Przeto wiara rodzi się z tego, co się słyszy, tym zaś, co się słyszy, jest słowo Chrystusa.”[14]. Oto dowód na prawdziwą pobożność: „Ten wreszcie, kto przyjął Ewangelię, z kolei ewangelizuje innych. To jest dowodem prawdy, to jest probierzem ewangelizacji: Bo nie można pojąć, żeby ktoś przyjął słowo i poświęcił się Królestwu, o równocześnie nie stał się jego świadkiem i głosicielem”[15].  

Pewnego dnia mój chomik dostał ode mnie cukierka (z blaszanej puszki?) typu „toffi”, i zachomikował go sobie w swoich chomiczych torbach policzkowych. Cukierek jednak przylepił mu się od wewnątrz, i z trudem zdołał mój chomik wyzwolić się od tej niepotrzebnej słodyczy- wywracając na lewą stronę wnętrze swojej chomiczej torby. To uratowało mu życie. Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha!
[1]          „Spe salvi”, 16.[2]           „Spe salvi”, 22.[3]           Por. 1J 4,16.[4]           „Spe salvi”, 28.[5]           Por. Rdz 1,26-27.[6]           Por. Rz 8,29.[7]          Flp 2,4.[8]          Por. „Katechizm Kościoła Katolickiego”, 1656: „W dzisiejszym świecie, który często jest nieprzychylny, a nawet wrogi wierze, rodziny chrześcijańskie mają ogromne znaczenie jako ogniska żywej i promieniującej wiary. Dlatego też Sobór Watykański II, nawiązując do tradycji, nazywa rodzinę «Kościołem domowym» (Ecclesia domestica)”. (Cytat za stroną: www.katechizm.opoka.org.pl). Zob. również: Sobór Watykański II, konst. „Lumen gentium”, 11; Jan Paweł II, adhort. apost. „Familiaris consortio”, 21.[9]          Por. Rz 5,5.[10]         Por. „Evangelii nuntiandii”, 71: „W zasięgu apostolatu właściwego świeckim koniecznie trzeba dostrzec udział rodziny. Słusznie nazywa się ją pięknym mianem „Kościoła domowego”, co uznał sam Sobór Watykański II. Oznacza to, że w każdej rodzinie chrześcijańskiej należy odkryć różne postacie i rysy Kościoła powszechnego. Poza tym rodzinę, podobnie jak Kościół, należy uważać za pole, na które przynosi się Ewangelię i z którego ona się rozkrzewia”. [11]         Zob. Tertulian, „Apologetyk”, 39: „«Zobaczcie»- powiadają- «jak oni się miłują»; gdy tymczasem oni nienawidzą się; «i jak gotowi są umrzeć jeden za drugiego»; podczas gdy sami gotowi są raczej zabić się nawzajem.” (tłum. własne na podstawie tekstów oryginalnych i tłumaczeń dostępnych na stronie: www.tertullian.org).[12]         Mt 5,46-48.[13]         Por. „Evangelii nuntiandii”, 15: „Przede wszystkim zaś Kościół powinien ustawicznie prowadzić Jego własną misję i Jego dzieło ewangelizacji. Wspólnota chrześcijan nigdy nie zamyka się sama w sobie; jej życie wewnętrzne — życie modlitwy, słuchanie słowa i nauki Apostołów, wykonywanie miłości braterskiej, łamanie chleba — osiąga swą pełną moc tylko wtedy, kiedy staje się świadectwem, wzbudza podziw, rodzi nawrócenie, staje się przepowiadaniem i obwieszczaniem Ewangelii. I tak cały Kościół podejmuje misję ewangelizacji, a działanie każdego z osobna bardzo pomaga wszystkim.”.[14]         Rz 10,14.17.[15]         „Evangelii nuntiandii”, 24.

Teolog, publicysta, autor wielu artykułów oraz dwudziestu książek; ostatnio wydał: Maryja. Dlaczego nie?

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Kultura