Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki
63
BLOG

Felieton zdjęty przez cenzurę

Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki Kultura Obserwuj notkę 11

„Znowu cenzura?" - zakrzyknie zdumiony salonoblogowicz, a w jego głowie, w zależności od sympatii politycznych (czy może raczej: wyznania partyjnego) pojawi się od razu teoria, wedle której mój felieton otrzymał taki właśnie, a nie inny tytuł. Śpieszę więc wyjaśnić, że nie o taki rodzaj cenzury chodzi, jaki pomyślał się czytającemu te słowa.

Przedstawiam Państwu felieton, który chciałem, aby ukazał się w „Biuletynie Miłośników Dobrej Książki", ale się nie ukaże- decyzją redaktora naczelnego. W tekście wyjaśniam powody, dla których dalsze moje felietonowanie w biuletynie ksiegarni „Tolle et lege" stało się niemożliwe, a tych, którzy ulegali perwersyjnej masochistycznej czynności czytania moich felietonów tam się ukazujących, tekstem tym chciałem pożegnać.

Wpuszczając felieton do Salonu24 nadałem mu inny tytuł nie tyle dlatego, aby decyzję Pawła Pomianka porównywać do cenzorskich nożyc, co z tego prostego powodu, że grzechem felietonisty byłoby nie nawiązać w ten sposób do książki Kisiela, którego - o czym przekonają się Państwo już za chwilę - bezczelnie w swoim felietonie cytuję.

 

Z cyklu: Łaski zwyczajne (10)*

  

Testament na dobry koniec

(pożegnalny felieton jubileuszowy)

Sławomir Zatwardnicki

 

„Dlaczego nie lubimy drażnić filcu?"

Krzysztof Janicki, „Książka z papieru"

 

Słyszy się czasem, jak się mówi, że czas biegnie dzisiaj szybko. W takim razie proponuję Państwu mały jubileusz. To mój dziesiąty felieton w „Biuletynie"- liczba przecież okrągła, a choć może nie największa, proszę mieć mnie za usprawiedliwionego i wybaczyć jubileuszowe przechwałki. Wszak- jako się rzekło (trzeba uważać, co się mówi)- czas biegnie dziś inaczej, szybciej; spieszę się więc i świętuję, póki jeszcze można.

Jubileusz mały- raptem dziesięć miesięcy mojej znajomości z Czytelnikami (i to znajomości osobliwej - ja poznany już na wylot, a Koteczki (sformułowanie S.Kisielewskiego) ani miaukną komentarzem na moje zwierzenia), a przecież o czymże się nie pisało w tym czasie! Dla każdego coś miłego, albo: dla każdego coś prowokacyjnego; zależy od Koteczka, czy lubi być głaskany pod włos czy tylko z włosem (dla tych ostatnich tytuł cyklu felietenów: „Łaski zwyczajne" należałoby zmienić na: „Łaski kontrowersyjne"). Czegoż nie było w moich felietonach!

I mówiące ślimaki (dla pobożnych przyrodników), i zachęta do kontemplacji autobusowej (dla wierzących podróżujących środkami transportu miejskiego), i propozycja modlitw niekoedukacyjnych (szczególnie dla mężczyzn), i Tajemnice: wcielenia (dla świętujących bez szopki) i rodzenia (dla osób o mocnych nerwach); nie omijał niżej podpisany nawet tematów trudnych, skutkiem czego zdał relację z psychomanipulacji „Domowego Kościoła Zjednoczeniowego Świętych Dni Poporodowych", najpierw w sekcie tej zamknąwszy się razem z Żoną i córką; dostało się nawet psychologom, a pouczało chrześcijan-niebiznesmenów. I- co prawda nie wypada się chwalić, ale jubileusz zobowiązuje- jako jedyny autor „Biuletynu", jubilat odważył się poruszyć temat Chrystusa zakurzonego na półce.

Oddawanie się lekturze treści internetowych komentarzy, które jest wyrazem mojej skłonności do drażnienia nie tylko innych, ale i samego siebie, potwierdziło moje przypuszczenia, że o pozytywny komentarz znacznie trudniej niż o internetowe bluzgi (tym samym internet potwierdza staroświeckie biblijne teorie na temat ludzkiej skłonności do grzechu). Raz tylko (wyjątek potwierdza regułę) zdarzyło się więcej komentarzy łagodnych i krzepiących na forach internetowych, a było to po śmierci Jana Pawła II. Jasne jest jednak, że taki szczególny czas zdarza się dość rzadko, a właściwiej rzecz ujmując zdarzył się raz jeden. Dziś już po tworze medialnym nazwanym „pokoleniem JPII" nie ma ani śladu (przynajmniej w mediach, ale ponieważ te mają zdolność do tworzenia rzeczywistości, a nie opisywania jej, to może nieobecność pokolenia JPII świadczy jednak o tym, że gdzieś- gdzie?- istnieje owo pokolenie naprawdę?), a komentarze wróciły do swojego poprzedniego poziomu (okolice dna).

Z tego spostrzeżenia wyciągnąłem wnioski, jeżeli nawet nie prawdziwe, to wygodne dla siebie: skoro żaden Koteczek się nie zamiauknął, a o negatywny komentarz łatwiej niż o pozytywny, znaczy to, że Koteczki się nie obraziły i mogę spokojnie dalej kontynuować głaskanie ich pod włos. Rozumowanie moje miało jednak tę słabą stronę, że nie wzięło pod uwagę pomruków niezadowolenia, które to dźwięki jęły dochodzić z redakcji, i które w końcu dotarły do uszu niżej podpisanego (trzeba uważać, co się pisze). Czas biegnie od tej pory niemiłosiernie szybko, trzeba się spieszyć i świętować, póki można; póki jeszcze się tu pisze, ostatni raz, a potem rozstać się pora, pa, pa, „to ostatnia niedziela, więcej się nie spotkamy". Wisi bowiem w powietrzu oczekiwanie, żebym głaskał z włosem- oczekiwanie, którego spełnić nie dam rady; wisi więc nad szyją mego pióra wyrok, który przyjmuję i którego wyglądam po sokratejsku, chociaż Kriton Pomianek namawia mnie do zmiany postawy. A to już niemożliwe, bo cofnąć się już nie sposób: czy to ze względu na moją upartą potrzebę kontrowersji, czy też rzeczywiście dlatego, że sam Bóg udziela łask kontrowersyjnych (proszę uważnie przeczytać Pismo Święte, zanim Państwo odpowiecie)?

Państwo rozumieją mnie, prawda? Za jakiś czas, kiedy „Biuletyn" każdy w Polsce będzie już znał, a znakomita większość będzie go nawet prenumerowała, i kiedy „Tolle et lege" numerem jeden w rankingach internetowych księgarni się stanie (nastąpi gwałtowny wzrost czytelnictwa zwany „efektem Królaka"), więc kiedy już tak będzie, to ktoś pewnie spisze historię „Biuletynu" sięgając do numerów archiwalnych (może jakaś praca dyplomowa?) i przeczyta z nich, jak od numeru jedenastego „Łask zwyczajnych" felietonista nagle stracił na wyrazistości, stał się mdły i nieciekawy. Co odpowiedziałbym mu wtedy na pytanie: „dlaczego?", nie muszę się zastanawiać, bo pytania tego nie zada, ponieważ jedenastego felietonu nie przeczyta w ogóle, bo go- zwyczajnie czy kontrowersyjnie, oto jest zagadka- nie będzie.

Za to w dziesiątym znajdzie: (i) mój mały jubileusz (o tym już wystarczy), (ii) pożegnanie z Wami, Czytelnicy (nie zatrzymuję się w tym miejscu, żeby nie zapłakać w rękaw Waszych oczu) oraz (iii) credo zapożyczone od mistrza felietonu („Hola, hola!"- zakrzyknie oburzony Czytelnik- „czy to nie przesada porównywać się do mistrza?". A ja mu na to: „A niech mistrz sam się broni przede mną- swoimi tekstami."), który tak pisał w swoim jubileuszowym (na piętnastolecie pisania, ale to były inne czasy, w których- jak to w komunie- czas wlókł się miłosiernie i nie trzeba było się spieszyć z jubileuszami) tekście: „posługując się różnorodnością, bądź jednoraki, posługując się wielością, bądź jednolity. A nade wszystko: bądź prosty! Bądź plakatem, jednoznacznie wołającym plakatem, nie symfonią, poematem czy powieścią." (Stefan Kisielewski, felieton pt. „Piętnastolecie", cyt. za: „100 razy głową w ściany" ).

Jako że rozpocząłem moją znajomość z Czytelnikami od przedstawienia się w „Testamencie na dobry początek" („Biuletyn" nr 9(10) z września 2oo7), zakończyć wypadało „Testamentem na dobry koniec", który niniejszym Państwu pozostawiam.  W zamyśle ma on być klamrą (jak zwał tak zwał- klamra czy może raczej nawias, w który należy wziąć niżej podpisanego?) spinającą moje felietony pisane do „Biuletynu Miłośników Dobrej Książki". Czytelnikom i redaktorom pozostawiam w mym testamencie właśnie to oto credo: bądźcie plakatem, bo nie tylko czasy tego potrzebują, ale i Wy sami, i ci, którzy Was będą czytać (nawet, jeżeli nie piszecie). „Czego i sobie życzę" (dopisek dla młodszych Czytelników: zakończyłem znów Kisielem).

 

Sławomir Zatwardnicki

 

PS. Oksanka, na której urodzenie oczekiwaliśmy w moim pierwszym felietonie, skończyła już 18 miesięcy! Zdumieć się może Czytelnik, jak to być może. „Zgadnij Koteczku" (cytat z wiadomo kogo). Na odpowiedzi czekam pod adresem: http://www.confessiones.salon24.pl/

 

 


*             Czytaj: Łaski kontrowersyjne (1)

 

 

Teolog, publicysta, autor wielu artykułów oraz dwudziestu książek; ostatnio wydał: Maryja. Dlaczego nie?

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (11)

Inne tematy w dziale Kultura