Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki
58
BLOG

Droga mężczyzny do "małej drogi"

Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki Kultura Obserwuj notkę 1
 

Z mężczyznami trzeba postępować delikatnie. W sprawach wiary łatwo ich spłoszyć. Taka na przykład Mała Tereska przestraszy największego mężczyznę, kiedy ktoś przedstawi mu ją w ten popularny sposób, w jaki zazwyczaj się ją przedstawia. (Zamiast pozwolić jej samej mówić). I niżej podpisany unikał z nią spotkania, bo bał się jej, a właściwie tego, co od niej- jak mu się wydawało- miał usłyszeć.

 

D.Murrow, autor książki „Mężczyźni nienawidzą chodzić do kościoła" (W drodze, Poznań 2007), przypomina, że chrześcijaństwo nie jest lekiem przeciwbólowym, ale walką na śmierć i życie. Ponieważ mężczyzna jest powołany do walki i poświęcania się, a nawet złożenia swojego życia w ofierze, nie odpowiada jego naturze znajdowanie Boga w rzeczach małych, codziennych. „Większość mężczyzn w Kościele uważa, że Bóg postawił ich na tej ziemi, aby byli grzecznymi chłopcami" - ubolewa J. Eldredge, autor bestsellera „Dzikie serce. Tęsknoty męskiej duszy" (W drodze, Poznań 2003) - i dlatego doświadczają duchowej frustracji; z kolei ci niegrzeczni pozostają poza Kościołem.

Jeżeli jest prawdą to, co piszą wspomniani mężczyźni, łatwo sobie wyobrazić, co dzieje się z sercem mężczyzny, kiedy słyszy, że miałby się zajmować tylko tymi „małymi sprawami", jak pranie, zmywanie naczyń czy wyrzucanie kosza pełnego śmieci i pampersów. Oczywiście może on wykonywać tego rodzaju zajęcia, ale  nie przychodzi mu to tak łatwo jak kobiecie, i dlatego potrzebuje odpowiedniej wizji, dla której miałby to robić. Zauważmy, że prawie nigdy nie widuje się mężczyzny pracującego na poczcie, za to kobieta miarowo bijąca pieczątki nikogo nie dziwi. Co mogłoby sprawić, że mężczyzna siedziałby przez większą część dnia za szklanym okienkiem?

Wydaje mi się, że tylko świadomość tego, że jest na wojnie. Bo tylko w tym specyficznym czasie wykonuje się nie te czynności, które sprawiają przyjemność, ale te, których wymaga potrzeba chwili (w przypadku walki duchowej będzie to raczej potrzeba wieczności, a nie chwili). Taka perspektywa pozwala dostrzec w każdej czynności „małą drogę" do zwycięstwa w walce duchowej. Nie każdy ryzykuje życie w bezpośredniej walce, wojsko potrzebuje również zaplecza logistycznego, w którego oddziałach umiera się w inny, z pozoru „mały", sposób. Wracając do obrazu poczty (załóżmy, że w czasie wojny działa sprawniej niż strajkuje w warunkach pokoju): tylko w czasie wojny nie dziwiłby widok mężczyzny bijącego pieczątki miarowo jak serie karabinu wystrzeliwane przez tych, którzy walczą na froncie.

Dobrze jest mężczyźnie pamiętać, że bierze się udział w walce nie przeciw krwi i ciału, lecz „przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw pierwiastkom duchowym zła na wyżynach niebieskich" (por. Ef 6,12). Niech nie zmylą żołnierza zmysły, niech pamięta on, że wróg jest ukryty i dlatego można go przeoczyć. W nadprzyrodzonym świecie przez cały czas coś się dzieje, nie ma tu odpoczynku. Szukanie przyjemności, jakkolwiek dobrym jest zajęciem w warunkach pokoju, na tej ziemi, które jest polem walki, zawsze będzie ucieczką od rzeczywistości. Poligonem żołnierza jest nie tylko cały świat, ale również jego własne ciało; z tego poligonu złożył sprawozdanie Paweł (stopień: apostoł): „Ja przeto biegnę nie jakby na oślep; walczę nie tak, jakbym zadawał ciosy w próżnię, lecz poskramiam moje ciało i biorę je w niewolę" (por. 1Kor 9,26-27a).

Dzięki takiemu przeżywaniu codzienności - w walce pod dowództwem Pana - mężczyzna wkroczy na drogę doskonałego wypełniania obowiązków, na której spotka Teresę z Lisieux. Płochliwy w sprawach wiary, tym razem będzie mógł bez uprzedzeń poznać znalezioną przez nią „małą drogę, bardzo prostą i bardzo krótką, małą drogę zupełnie nową" (Św. Teresa od Dzieciątka Jezus, „Dzieje duszy", rozdział X). Paradoksalnie więc właśnie udział w wojnie pozwolić może mężczyźnie zrozumieć duchowość tej, która do tej pory kojarzyła mu się co najwyżej z różami, ale na pewno nie z bronią. Ale zanim zadziwi się tym, jak wiele ich łączy, najpierw musi jeszcze zdumieć się męstwem tego walecznego serca, które w roku 1895, na dwa lata przed ostatnią walką, napisało taką oto modlitwę:

„Panie, «Boże zastępów», który powiedziałeś w Twej świętej Ewangelii: nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz, uzbrój mnie do walki; pałam żądzą walczenia o Twoją chwałę, ale błagam Cię, umocnij moją odwagę. Wtedy będę mogła wołać ze świętym królem Dawidem: Ty sam jesteś moją tarczą; Ty sam, Panie, zaprawiasz moje ręce do walki.
O mój Umiłowany! Wiem, do jakiej walki mnie przeznaczasz. Nie na polach bitwy mam walczyć. Jestem więźniem Twej Miłości. Dobrowolnie spoiłam więzy, które mnie z Tobą łączą, a dzielą na zawsze od świata, który Ty potępiłeś. Mieczem moim miłość! Wyrzucę nim obcego z królestwa, Ciebie obwołam Królem dusz, które opierają się przed poddaniem się Twojej boskiej potędze." (fragment „Modlitwy na uproszenie odwagi w walce").

Tak w przypadku żołnierzy, jak i świętych, wspomina się datę ich śmierci. W przypadku tych pierwszych data śmierci podkreśla bohaterski udział w walce, w której zginęli; wspomnienie śmierci tych drugich Kościół uznaje za datę ich narodzin dla nieba. Teresa od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza narodziła się dla nieba w wieku 24 lat, 30 września 1897 roku, po bohaterskiej walce. Najważniejsze z pośmiertnie przyznanych Teresie Martin odznaczeń: papież Pius XI kanonizuje ją w 1925 r. i ogłasza Patronką Misji Katolickich; w 1997 r. Jan Paweł II ogłasza ją Doktorem Kościoła Powszechnego.

 

Sławomir Zatwardnicki

Teolog, publicysta, autor wielu artykułów oraz dwudziestu książek; ostatnio wydał: Maryja. Dlaczego nie?

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Kultura