Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki
29
BLOG

Co się działo przed kościołem?

Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki Kultura Obserwuj notkę 6
 

Coś się tam działo o tej wczesnej godzinie, wczesnej nie na tyle, żeby była to Msza, na którą można zdążyć przed pracą. Słychać było podniesione głosy - na pewno przy uchylonych drzwiach, za którymi panuje ten przyjemny mrok i gdzieś tam znajdująca się lampka koloru Jego krwi, ale czy głos dochodził aż do schodów wiodących w dół, w stronę ruchliwej ulicy?

Na których stał on, w pozycji niewygodnej, chociaż może nie tak bardzo niewygodnej jak te akrobatyczne przyklękania w powietrzu dokonywane przez niektórych mężczyzn w czasie niedzielnego przeistoczenia. Opierał się o poręcz balustrady tą częścią pleców, z której - jeśli wierzyć rzeźbom znajdującym się wewnątrz kościoła - puszystym aniołkom wyrastają skrzydła. Wyglądał, jakby patrzył w niebo, ale najprawdopodobniej spomiędzy liści kasztana łapał słońce na twarz.

Gdyby wypadało mu zdjąć koszulkę (plakat na drzwiach kościoła musiał przypominać wiernym o godnym ubiorze w jego środku, ale jak zachować się na zewnątrz?), może zechciałby opalić również swoje pulchne, choć nie tak piękne jak barokowych aniołów (a i bez skrzydeł przecież), plecy. Odwróciłby się wtedy tyłem do ulicy, a przodem do Ukrzyżowanego, niedawno poddanego renowacji (na szczęście sam krzyż pozostał bez zmian), i wyglądającego od tej pory jakby nie wisiał na mrozie przez całą zimę, ale korzystał w tym czasie z solarium (słońce należy usprawiedliwić, nie sięga krzyża).

Brązowy kolor skóry może i był jakimś pomysłem - zakładam, że nie był to błąd w kolorze doboru bejcy - na dotarcie do tych, których trupio blade, wyposzczone Ciało straszyło z haka krzyża, a jednak nie robił nie tylko pobożnego (jakby razem z realizmem haniebnej śmierci odebrano Mu majestat), ale praktycznie żadnego, wrażenia (pod krzyżem nie było ani tłumu gapiów, ani Matki i Umiłowanego), pozwalał za to na sporządzenie szybkiego wniosku, że są jednak jakieś granice inkulturacji w docieraniu z Dobrą Nowiną do tych, których żadna nowina zdaje się nie interesować. A jeszcze i to: pan opalający swą twarz był podobny do nieopalonego Chrystusa, może tylko wyglądał na bardziej puszystego.

Pan w milczeniu patrzył na plecy mężczyzny. Coś się działo we wnętrzu ich obu, ale ten powieszony na poręczy nie zdawał sobie z tego sprawy.

Teolog, publicysta, autor wielu artykułów oraz dwudziestu książek; ostatnio wydał: Maryja. Dlaczego nie?

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Kultura