Jestem świadom, że we mnie, to jest w moim ciele, nie mieszka altruizm; bo łatwo przychodzi mi chcieć tego, co dobre dla innych, ale wykonać – nie. Nie działam bezinteresownie, tak jak chcę, ale szukam zysku, którego nie powinienem szukać. Jeżeli zaś czynię to, czego nie chcę, już nie ja to czynię, ale egoizm, który we mnie mieszka. Nieszczęsny ja człowiek! Któż mnie wyzwoli z miłości własnej, która wiedzie ku śmierci?
Ta parafraza pawłowego wyznania[1] niejednemu może wydać się znajoma. Z jednej strony wiedza o tym, że powinniśmy żyć dla innych, nie daje nam spokoju (zwanego powszechnie acz niesłusznie: „świętym spokojem”), z drugiej strony – wciąż żyjemy sami dla siebie. Robimy interesy z innymi osobami, ba! – robimy z samym Bogiem nawet, ale zaraz oskarża nas samosąd, że trzeba bliźnich, a tym bardziej Boga, miłować bezinteresownie. Ale czy na pewno trzeba? Skąd to wiemy? Warto się nad tym zastanowić, zanim potępimy samych siebie. Bo ta potoczna wiedza, którą mamy, nie musi odpowiadać prawdzie. Potrzebujemy weryfikacji, a takowej najlepiej dokonać może Ten, który „jest obrazem Boga niewidzialnego”[2]. Zobaczmyż przeto, co na temat poszukiwania zysku w naszym życiu (przede wszystkim duchowym, bo tam najczęściej pojawiają się wyrzuty sumienia) On sam może nam powiedzieć.
Autor fascynującej książki „Nauczanie Rabbiego Jeshuy” rozprawia się z powszechnym mitem, jakoby Pan oczekiwał od swoich wyznawców bezinteresownego działania, które wymagałoby zanegowania ich osobistych pragnień. „Rabbi ujmuje pragnienie człowieka od wewnątrz i zamiast je potępiać, naprostowuje je i ustawia prawidłowo”[3]. Według Tresmontanta „...Nie chodzi tu o absolutne «désintéressement», które byłoby nieludzkie. Chodzi o pouczenie, gdzie znajduje się dobrze rozumiany interes”[4]. W nauczaniu Rabbiego nie ma żadnej ciasności, żadnego – jak to plastycznie ujął francuski teolog i filozof – „skurczenia”. Nawet pragnienie wielkości (szczególnie widoczne u mężczyzn), które tak łatwo chcielibyśmy wymazać z naszych serc (szczególnie częste u kobiet), pochodzi przecież od Stwórcy, który – jak zauważa w swojej książce dyrektor organizacji „Kościół dla mężczyzn”[5] – nie wahał się obiecywać wielkości i sławy starotestamentowym patriarchom. To dlatego Jezus na ludzkie pragnienia wielkości swoich uczniów nie odpowiedział naganą, lecz ukierunkowaniem tego pragnienia – przez pokazanie, na czym polega prawdziwa wielkość (por. Mk 10,35-45).
W takim świetle należy odczytywać wszystkie polecenia, które Mistrz dawał swoim uczniom – nawet tak radykalne, jak to: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je.”[6]. Nie ma tu nieludzkiego wymagania wyparcia się pragnienia życia, nie ma tym bardziej niebożego upodobania w śmierci; jest za to realizm wynikający ze znajomości ludzkiej natury, która została skażona przez grzech i dlatego nie zmierza do tego, co daje jej życie i szczęście, jest tutaj również prosty rachunek zysków i strat: „Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę?”[7].
Już na podstawie tych słów Pana można więc skorygować potoczne a błędne mniemanie, że w odniesieniu do Boga powinniśmy być bezinteresowni. Przemiana myślenia doprowadzić ma nas do uznania, że to pragnienie szczęścia, które odczuwamy w głębi naszej istoty, „po pierwsze primo” pochodzi od samego Stwórcy, a „po drugie primo” On sam chce je zaspokoić. Naturalne pragnienie szczęścia „ma Boskie pochodzenie; Bóg wszczepił je w serce człowieka, by przyciągnąć je do siebie, ponieważ tylko On może je zaspokoić”[8]. Nie należy więc bać się nagrody w życiu duchowym, skoro Bóg sam jej udziela; i to tak hojnie!
Zapraszam na stronę "OPOKI", gdzie można przeczytać całość tekstu.
[2] Por. Kol 1,15a. Ten i wszystkie inne cytaty biblijne podaję za: „Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu” („Biblia Tysiąclecia”), wydanie piąte, Wydawnictwo Pallotinum, Poznań 2000.
[3] C. Tresmontant, „NAUCZANIE RABBIEGO JESHUY”, Wydawnictwo AA – Fronda, Kraków – Warszawa 2008, s. 89.
[8] „Katechizm Kościoła Katolickiego”, Wydawnictwo Pallotinum, Poznań 1994, punkt 1718 (wszystkie cytaty z „Katechizmu” podaję za stroną: http://www.katechizm.opoka.org.pl).



Komentarze
Pokaż komentarze (1)