Nie może dziś kaznodzieja wypowiedzieć żadnego słowa, które nie byłoby poprzedzone postem i modlitwą. Dotyka bowiem największej Tajemnicy Boga, opowiedzieć ma o największym wydarzeniu w historii świata; tego nie wolno zepsuć! Potrzeba na kolanach pytać Boga, jak opowiedzieć o tej miłości Boga, którą – antropomorfizując – ma On w swoim sercu, a która wyraziła się własnie w taki sposób.
Z drugiej strony temat homilii jest duchowo wdzięczny – bo z gruntu kerygmatyczny – i dlatego trzeba tę okazję wykorzystać, tak aby słuchacze w sposób osobisty przyjęli lub odnowili fundamenty swojej wiary. Można oprzeć się na czytaniach – prorok Izajasz z pełnym przekonaniem wyznaje grzech każdego człowieka i Jego odwrócenie się od Boga, i w takiej ciemności pokazuje na światło zbawienia, którym jest Sługa Jahwe. Potrzeba dać słuchaczom konkretne wskazówki, jak „przybliżyć się do tronu łaski”, to znaczy jak „aktywować” we własnym życiu to zbawienie, które otrzymują oni dzięki Jezusowi. Ale wcześniej niech ujrzą swój grzech i popatrzą „na Tego, którego przebili”.
Konieczne wydaje się zaświadczenie przez kaznodzieję o skuteczności Chrystusowej ofiary w jego życiu. Nie jest bowiem tak, że dzięki niej otrzymujemy tylko życie wieczne, bo przecież już teraz dźwiga On nasze boleści i nieprawości, a „w Jego ranach jest nasze zdrowie”. Jak realizuje się to w życiu hic et nunc przepowiadającego? Jak może to wyglądać w życiu wiernych uczestniczących w liturgii?
Autor „Listu do Hebrajczyków” przedstawia Syna Bożego jako współczującego naszym słabościom i „doświadczonego we wszystkim na nasze podobieństwo, z wyjątkiem grzechu”. To dobry punkt wyjścia, żeby Jezusa sprowadzić z chmur do konkretnego życia wierzących – aby odkryli Jego bliskość w ich konkretnym życiu. On stał się człowiekiem, i jako jeden z nas umarł.
Wydaje mi się, że nie trzeba powtarzać za Ewangelią opisu fizycznych cierpień Jezusa (i tak drastyczności Gibsonowej „Pasji” nie dorównają słowa), warto natomiast pokazać, co w duchu przeżywał Ukrzyżowany; jak wołał do Ojca, który Go opuścił, i jak wydawałoby się, że Ten Go nie wysłuchał.
Tekst ukazał się w marcowo-kwietniowym numerze „Biblioteki Kaznodziejskiej” i będzie dostępnytutaj.



Komentarze
Pokaż komentarze