Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki
80
BLOG

Zaregulować życie na śmierć. Klucz Czycza do rzeczywistości

Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki Kultura Obserwuj notkę 0

 

Syzyfowa to praca prawodawcy, któremu wydaje się, że jest w stanie opisać całą rzeczywistość, a kiedy ta wymyka się spod kontroli – dopisywać kolejne artykuły ustaw, zbierane potem w teksty ujednolicone, i co jakiś czas – kiedy głaz prawa kolejny raz stacza się po zboczu życia – znów aktualizowane.
To już nie tylko pycha rozumu urzędniczego, który przekonany jest o tym, że bez niego zwykły śmiertelnik nie poradzi sobie z życiem, to coś więcej: próba przejęcia kontroli nad samym życiem. Zamiast życia pełnego i jego niezbędnych atrybutów – wolności i jej sióstr: ryzyka i konsekwencji, mamy stać się niewolnikami, ale za to zabezpieczonymi przed przejawami życia, z natury rzeczy będącego niebezpiecznym.
Syzyfowa to praca, ale bardzo niemiła w skutkach nie tylko dla samego Syzyfa.
Literatura piękna
Przypomina ta praca pomysły niektórych pisarzy, którzy literaturę postawili ponad życiem, jakoby w niej można było zmieścić życie prawdziwsze od realnego. Ot, weźmy na przykład takiego Stanisława Czycza, który jednakowoż mnie fascynuje, co stanowi dla mnie czytelny znak przestrogi (o czym za chwilę). A jednak to wciąż jeden z niewielu gatunków chronionych, które uniknęły przetrzebienia dokonanego w głównej mierze praktycznymi rękami żony (ja trochę umywałem swoje), kiedy mała objętość mieszkania w połączeniu z realnością życia – pojawieniem się kolejnego dziecka – skłoniła nas do przeglądnięcia domowej biblioteczki. Mam do Czycza sentyment, chociaż akurat on właśnie należy do tych pisarzy, którzy podjęli się zadania przekraczającego siły człowieka – pisania swoistej wieży Babel.
Pisał był o literaturze pisarza z Krzeszowic Tomasz Burek, że „chce być (...) życiem samym, jego cząstką, jego szlochem, jego fantazją, furią, upojeniem, histerycznym bełkotem, przekleństwem na ścianie”[1]. Ale żeby spełnić postawione przed tego rodzaju literaturą wymaganie, „język w głównym nurcie jego twórczości będzie poddawany najwymyślniejszym torturom; osobliwie składnia – kwestionowana, zmuszana do akrobatycznych (bądź mistycznych zgoła) skoków w noc ciemną świadomości. Stąd również formy nieregularne tego tworu, oscylujące między nadmiarem, rozrzutnością, wielomównością, ekspansywnością, bezkształtem a posuniętą do granic niemoty ascetycznością i morderczą dyscypliną słowa”[2].
Życie przebogate w swej formie wymaga bogactwa formy literackiej, ta zaś, aby zmierzyć się z rzeczywistością, nie tylko że nie może nie zburzyć klasycznych reguł pisania, ale konsekwentnie stać się musi niezrozumiała; tym bardziej (konsekwentnie) nieczytelna i poszarpana, im dusza pisarza chciała objąć i opisać wszystko. Rzeczywistość wciąż jednak stanowi coś więcej niż jej literacki opis, chociaż pisarz stosuje coraz dramatyczniejsze zabiegi – od swoistej interpunkcji czy właściwie jej braku, po wielogłosowe wiersze, których głosy w niespełnionym zamiarze autora drukowane miały być różnymi kolorami. „Nie doceniany należycie pisarz”[3] nie mógł nie ponieść skutków budowania literackiej wieży Babel – kto sięgnął choćby po „Słowa do napisu na zegarze słonecznym” ten rozpoznał pewnie w poecie duży talent, zmarnowany jednak formą tak hermetyczną, że dla przeciętnego zjadacza literatury nijak niestrawną.
Nikt tak pięknie nie chwalił autora kultowego opowiadania „And”, jak zrobił to Tomasz Burek. Tenże krytyk literacki słusznie zauważa, że twórczość pisarza z Krzeszowic była „depozytariuszem pewnej określonej postawy ducha. (...) Otóż bowiem z niepowodzenia i niespełnienia, z porażki wyższych aspiracji, z przemożnego fiaska, z losu koślawego uczynił ten pisarz źródło swego natchnienia. I całe to osaczające zewsząd jego świadomość poczucie marnienia, nicestwienia wartości, a ściślej rzecz biorąc: obsesję wypalania się bezowocnie tęsknoty za nimi, przekształcił, z podziwu godną determinacją, w tworzywo artystycznej wizji, w główny, właściwie jedyny, temat pisanej latami autopowieści.”[4]. A jednak Burek zdaje się nie dostrzegać wszystkich owoców tej „określonej postawy ducha”. Nie łączy jej na przykład z depresją, na którą to straszną chorobę cierpiał Czycz.
Zapraszam na stronę "OPOKI", gdzie można przeczytać całość tekstu.


[1]        T. Burek, „Dzieło niczyje”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2001, s. 16.
[2]        Ibidem, s. 17.
[3]        Ibidem, s. 22.
[4]        Ibidem, s. 19.

Teolog, publicysta, autor wielu artykułów oraz dwudziestu książek; ostatnio wydał: Maryja. Dlaczego nie?

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura