Stajemy przed tajemnicą, dlatego nie wolno udzielać łatwych odpowiedzi na cisnące się pytania - różnego rodzaju. Zostawmy innym i na inny czas zadanie postawienia pytań politycznych, dziś my, chrześcijanie, zadajmy raczej pytania natury duchowej; zadajmy, ale niekoniecznie odpowiadajmy od razu na nie. Niech będą to znaki zapytania; znaki.
Jak odczytać ten znak?
Widzą ten znak wszyscy. Katyń po raz drugi, siedemdziesiąt lat później. Ten zapyta: "Dlaczego Bóg do tego dopuścił?", tamten -- jak Turnau w specjalnym wydaniu "Wyborczej" -- "Boże, co to znaczy?" i "Gdzie był Bóg?".
Oczywiście Bóg płacze razem z płaczącymi, jak kiedyś zapłakał na widok tragedii, która musiała spotkać Jerozolimę. A jednak tragedia nie mogła już jej ominąć. Czy trzeba (wolno) widzieć i w dzisiejszym dramacie skutek odrzucenia Pana?
W każdym razie Jezus nie pozwala nam tylko płakać, od razu i bez tłumaczenia (się, ale i ludzkich przyczyn katastrofy) wymaga zmiany postawy serca. Proszę sobie przypomnieć tę tragedię, która wydarzyła się w czasach Jezusa:
"W tym samym czasie przyszli niektórzy i donieśli Mu o Galilejczykach, których krew Piłat zmieszał z krwią ich ofiar. Jezus im odpowiedział: Czyż myślicie, że ci Galilejczycy byli większymi grzesznikami niż inni mieszkańcy Galilei, że to ucierpieli? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie. Albo myślicie, że owych osiemnastu, na których zwaliła się wieża w Siloam i zabiła ich, było większymi winowajcami niż inni mieszkańcy Jerozolimy? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie" (Łk 13,1-5).
Dziś pewnie Jezus zapytałby nas: "Czyż myślicie, że ci w samolocie byli większymi grzesznikami niż inni Polacy, że to ucierpieli? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie" (por. Łk 13,2n). Grzech nie jest sprawiedliwy i dotyka, kogo popadnie; jest też rzeczywistością społeczną - ja zgrzeszę, ale ucierpisz ty. Zgrzeszy Rosjanin, ucierpi Polak. Zgrzeszy Polak, a ucierpi niekoniecznie Rosjanin, może właśnie Polak.
Bo serce nienawrócone w tajemniczy, ale rzeczywisty sposób, wpływa na obecność zła w świecie. Tak więc zawsze nawrócenia potrzebujemy "my", a nie "oni" (np. ci w samolocie czy Rosjanie). Grzech, a właściwie szatan, który za grzechem stoi, nie zna litości. Jeśli odwlekasz nawrócenie, wystawiasz swoje i innych życie na ogromne ryzyko.
Jest jednak i w tej adaptacji Ewangelii do dzisiejszej katastrofy znak zapytania: czy przez to, że nie giną "jacyś" Polacy, ale elita, Bóg mówi coś więcej jeszcze niż w Łukaszowej Ewangelii?
Jakie duchy?
Jakie duchy kazały strzelać w Katyniu 70 lat temu?
Jakie duchy stoją za tym, że wciąż nie ma nawet przeprosin, nie mówiąc o pokucie?
Jakie bezczelne duchy powodują, że w tym samym miejscu po 70-iu latach wydarza się druga tragedia?
Jakie duchy powodują, że w sercach Polaków jest tyle nienawiści -- do siebie nawzajem, do Rosjan? (A ile było nienawiści i najgorszych złorzeczeń w stosunku do Lecha Kaczyńskiego?!).
Jakie duchy stoją za nieprzebaczeniem, a nawet nienawiścią do zbrodniarzy?
Pamięć czy nienawiść?
W swoim komentarzu Łukasz Warzecha pisze o stworzeniu przez Lecha Kaczyńskiego "spójnej polityki pamięci" i o tym, że jechał do Katynia taką politykę kontynuować.
Pojawiają się pytania: pamięć czy rozpamiętywanie? Nie o prezydenta tu pytam, ale o ludzi, o nas, o pokolenie starsze... Nie o politykę, a o serca Polaków. Przypomniało mi się świadectwo, które kiedyś czytałem - o tym, jak dochodzenie do prawdy zmieniło się w upodobanie do nienawiści. (Całość można przeczytać tutaj).
Autor świadectwa, prezes fundacji zajmującej się wyjaśnianiem trudnych i bolesnych faktów historycznych, tak podsumowuje swoje wcześniejsze rozpamiętywanie przeszłości: "Przyszedłem do Jezusa, prosząc Go, aby zabrał ode mnie całą tę nienawiść, która była bez przerwy podsycana i karmiona, prosząc, aby mnie oczyścił. Przebaczyłem tym ludziom, których nienawidziłem".
Histeria czy pokój?
O tragedii dowiedziałem się w czasie, w którym przebywałem wśród osób pobożnych. Zauważyłem różnego rodzaju reakcje, z których najciekawsze wydają mi się dwie: histeryczna i spokojna; ta emocjonalna właściwa raczej kobietom, druga dyktowana chrześcijańskim pokojem serca i chyba wspólna obu płciom.
Która postawa -- a może obie? -- jest właściwsza w takim momencie?
Pamięć przywołuje opowiadanie Ewangelii o tym, jak uczniowie nie dali wiary w to, że kobiety spotkały Zmartwychwstałego. Pewnie strasznie histeryzowały po Jego śmierci. A jednak nie odrzucił Pan tych ludzkich emocji i właśnie kobietom się ukazał najpierw; jakby właśnie ludzka rozpacz przeżyta do końca otworzyła je na prawdę powstania z martwych.
Czy to oznacza jednak, że radość ze Zmartwychwstania, w której przecież ze względu na okres liturgiczny uczestniczymy, powinna ustąpić smutkowi żałoby? A może da się jednocześnie boleć i w głębi bolącego serca radować? Przenikają się sprawy Boskie z ludzkimi...
Dwie religie?
Czy w końcu żałoba narodowa może okazać się ważniejsza od radości płynącej z wiary w Zmartwychwstałego? To trochę jakby patriotyzm okazał się religią. Skoro w piątek zapomnieliśmy o śmierci Pana i poście ze względu na oktawę wielkanocnej radości, teraz mielibyśmy pościć od tej radości ze względu na śmierć ludzi? (Z drugiej strony: gdy umiera ktoś znajomy, nie zarzucamy żalu ze względu na radość Zmartwychwstania?).
W takiej perspektywie "dwóch religii" sformułowanie "Polak-katolik", którego się czasem używa, nieprzypadkowo brzmi właśnie tak, a nie: "katolik-Polak". Ale czy tę patriotyczną religię, która, jak się okazuje, jeszcze nie zginęła, pomimo że jest ona tak wyśmiewana już przez wiele lat, można lekceważyć? Skoro jest tak silna, trzeba ją chyba przyjąć i tylko odpowiednio uhierarchizować, zamiast odrzucać?
Sławomir Zatwardnicki
Tekst ukazał się na stronie: www.gazetaswiecka.pl


Komentarze
Pokaż komentarze