Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki
210
BLOG

Krzyżyk emocją kreślony

Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki Polityka Obserwuj notkę 1

 

Jest wybór Prezydenta jak gdyby wciąganiem flagi na maszt; od tego, co umieszczono na tej fladze zależy znacznie więcej niż wynika z politycznych kalkulacji. Wybór Prezydenta to publiczna deklaracja tego, co uważa się za ważne. Dlatego boli, gdy wywiesza się flagę, na której umieszczono godła i wizerunki współczesne w takiej ilości, że aż zdają się płowieć sprawdzone barwy.



 

Media rozdają karty

Zadziwiające, że są jeszcze tacy, którzy jeszcze śmią wątpić, że media rządzą, a nie informują; a właściwie nie tyle rządzą, co manipulują, bo politykę swoją ukrywają w gabinetach deklarowanej obiektywności. Kto naiwny – myślał, że to się zmieni po 10 kwietnia 2010 roku. Owszem, nie trzeba było większej bystrości, żeby zrozumieć, w jakim wirtualnym świecie żyliśmy przed katastrofą pod Smoleńskiem, skoro z dnia na dzień zaserwowano inny obraz rzeczywistości i okazało się, że istnieją inne niż karykatury zdjęcia ś.p. Lecha Kaczyńskiego. Ale nie trzeba też było pozostawać naiwnym, że media nie wrócą do sprawdzonych praktyk propogandowych. Wystarczyło tylko rzucić okiem na uprawianą – od ogłoszenia startu Jarosława w wyborach – przez „Gazetę Wyborczą” politykę antykaczyńską (więcej o polityce „Gazety” w świetnym tekście Piotra Gursztyna z „Rzeczpospolitej”).

Nie można było się odwołać do śmieci brata. A przecież to ze względu na jego śmierć nastąpiły wcześniejsze wybory! Nie można było odwołać się wprost do tego, co nastąpiło po jego śmierci, choć cóż dziwnego i strasznego byłoby w jasnej deklaracji, że chce się kontynuować dzieło zmarłego? Jedyne w tym kontekście odwołanie do tragicznych wydarzeń, na jakie mógł zdecydować się Kaczyński, znalazło się na ostatniej, czwartej stronie ulotki reklamowej, którą niektórzy z nas znaleźli w skrzynce pocztowej: „Szanowni Państwo! Najważniejsza jest Polska. Zawsze pragnąłem, aby była silna i niepodległa, uczciwa i nowoczesna. Taką Polskę chciałbym budować razem z Wami jako Prezydent Rzeczypospolitej. Będę to czynić w poczuciu odpowiedzialności i pokory, jakiej uczą nas niedawne doświadczenia”. Dobrze, że nie został ukamienowany fleszami, gdy odwiedził był grób brata.

Ostatnie patriotyczne rekolekcje

Patriotyczne rekolekcje po podsmoleńskiej tragedii – jakie przyniosły owoce? Owszem spora część Polaków przeżyła patriotyczne nawrócenie, a jednak wybrała osobę, co do której mniej można było mieć pewności, że poważnie traktuje dobro Polski; podobnie jak w przypadku zaplecza politycznego, które za nim stoi. Jasne, że nie chodzi tu o prosty czarno-biały obraz: że jeden z kandydatów to patriota, a drugi nie. A jednak gdyby w skali patriotyzmu zmierzyć zarówno deklaracje, jak i idącą za nimi praksję, trzeba byłoby wskazać jednego z nich.

Postawiłbym w tym kontekście śmiałą tezę, że skoro patriotyczne przebudzenie ze snu Polaków, jakkolwiek wielkie, tak wielkie, że bez wątpienia dodało skrzydeł Kaczyńskiemu przynajmniej ze dwa razy większych, niż te, którymi mógłby pochwalić się przed tragedią, nie na tyle okazało się jednak duże, żeby wartości patriotyczne stanowić mogły o zwycięstwie. Więcej nawet – nie na tyle duże, żeby można było na stałe wprowadzić je w polityczny dyskurs. Z drżeniem trzeba by patrzeć w przyszłość Polski, jeżeli Polacy wciąż wstydzą się swojej polskości. A jeśli wstydzą się po tym wstrząsie, który przypomniał im o tym, czego wstydzić się im kazano pod groźbą „chłosty śmiechu” czy politycznego zabójstwa w mediach – doprawdy, trudno sobie wyobrazić, żeby coś mogło ten stać zmienić.

Dowodem na to, że Polacy chyba całkiem już zagubili instynkt narodowy jest choćby ten fakt, że trzeba było odczekać całą kampanię, aby dopiero po niej można było powiedzieć na głos – co zrobił Jarosław Kaczyński, a za nim PIS – o konieczności wyjaśnienia przyczyn tragedii. Nie można było zrobić tego wcześniej, bo grzebało to szansę na zwycięstwo; podział Polaków dokonany przez media i partię miłości oraz nowego Prezydenta, który zgodą buduje, jest tak głęboki, że temat, który może stanowić papierek lakmusowy zdrowej troski o Polskę, nie mógł zostać podjęty! Pytam: jaka przyszłość czeka Polskę?

Co z sumieniem mniej elastycznym?

Dodajmy do tego obrazu deklaracje – a często raczej ich unikanie – kandydatów w sprawie wyznawanego przez nich światopoglądu: kwestie aborcji i eutanazji, in vitro, parytetów i ustawy o przeciwdziałaniu przemocy. Poważnie traktujący swoją wiarę wyborca niemały miał zgryz przy tym, aby głosować na któregokolwiek z kandydatów II tury.

Ale znów, jeśli zdecydował się z zaciśniętymi zębami zagłosować, co wcale nie było takie oczywiste, bo wiązało się z oddaniem głosu na kandydata, który nie gwarantował wcale tak poważnego traktowania chrześcijańskich wartości, jakiego domagało się chrześcijańskie sumienie wyborcy, więc jeśli już naciągnął ten wyborca maksymalnie swoje sumienie, to raczej skreślił krzyżyk przy nazwisku Kaczyńskiego niż Komorowskiego. A jednak wygrał ten ostatni. Pokazuje to niedobry kierunek, w którym pójdzie – śladem Europy – Polska; chrześcijaństwo zamknie się razem z Markiem Jurkiem w politycznych katakumbach?

Pamiętać trzeba o różnych rodzajach sumienia, wśród których są i sumienia mniej naciągliwe. Przypuszczam, że mniej elastyczne sumienie woli zrezygnować z udziału w wyborach niż walczyć z wyrzutami sumienia. Bo trzeba było głosującemu odrzucić czarno-biały świat wartości i zdecydować się na odcienie szarości – a nie każdy jest do tego zdolny. Gdyby na jakiejś skali oczekiwanej przez nas postawy przedstawić powiedzmy chrześcijański światopogląd kandydata, okazałoby się na przykład, że: Kandydat X w tej kwestii spełnia 90% moich oczekiwań, a 10% nie spełnia. I wtedy da się na takiego głosować. Ale co, jeśli kandydat ten wydaje się poważnie traktować wartości chrześcijańskie powiedzmy tylko w 51%, a w 49% nie spełnia oczekiwań wyborcy? Czy i wtedy jego sumienie zdolne będzie zagłosować na niego?

Czy dziś, aby wygrać jakiekolwiek wybory, nie można już mówić głośno tego, co obiektywnie dobre, ani nawet tego, co się myśli? A przecież mówiono nam, że demokracja na tym właśnie polega, aby z pluralizmu opinii wyborca dokonać mógł wyboru zgodnego z jego sumieniem. Okazuje się jednak, że nie ma pluralizmu opinii, jest ukrywanie poglądów; aby zostać wybranym, należy jak najmniejszej liczbie osób podpaść. I oczywiście zastosować jak największą ilość sztuczek pijarowskich i erystycznych chwytów działających na wyborcę.

Dochodzimy więc do sytuacji, że wybierać musimy nie spośród kandydatów o zbliżonych wartościach do tych przez nas wyznawanych, ale spośród tych, którzy mniej nam nie odpowiadają. Nic dziwnego, że nie wszyscy chcą zagrać rolę wyborcy w takiej tragikomedii. A może dla nieelastycznych sumień pozostaje już tylko praca z dala od polityki? Taka praca u podstaw, praca nad wartościami – z nadzieją, że kiedyś zaprocentuje przemianą społeczeństwa i promocją kandydata, który do tych wartości się odwoła i nie przegra? Pytanie, które jednak takie sumienie musiałoby sobie zadać, brzmi: czy całkowite odpuszczenie polityki nie oznacza ostatecznej przegranej?

Wywieszanie flagi

Nie zgadzam się z tymi, co to wyczytując w Konstytucji nienajwiększą polityczną rolę Prezydenta, oczekiwali, aby kandydat do tego urzędu zabierał głos tylko w tych kwestiach, które rzeczywiście mają mu podlegać. O nie, zdrowy rozsądek, a może jakiś atawizm przeszłości, w której to władzy należał się jeszcze należny jej szacunek, podpowiada, że Prezydent to coś znacznie więcej niż właściwe mu kompetencje.

Jest wybór Prezydenta jak gdyby wciąganiem flagi na maszt; od tego, co umieszczono na tej fladze zależy znacznie więcej niż wynika z politycznych kalkulacji. Wybór Prezydenta to publiczna deklaracja tego, co uważa się za ważne. Dlatego boli, gdy wywiesza się flagę, na której umieszczono godła i wizerunki współczesne w takiej ilości, że aż zdają się płowieć sprawdzone barwy.

Dlatego boli, gdy wywiesza się flagę, na której umieszczono godła i wizerunki współczesne w takiej ilości, że aż zdają się zanikać tradycyjne barwy.



 

Sławomir Zatwardnicki

 

Teolog, publicysta, autor wielu artykułów oraz dwudziestu książek; ostatnio wydał: Maryja. Dlaczego nie?

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka