Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki
314
BLOG

Pan Absurdu wg Michaela Novaka

Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki Kultura Obserwuj notkę 7

 

Jest ryzykowne próbować z tej bogatej w treść książki (M. Novak, Boga nikt nie widzi. Noc ciemna ateistów i wierzących, Kraków 2010) wyciągać kawałek myśli Novaka. Ale spróbujmy podjąć to ryzyko i zająć się tyleż interesującym co zaskakującym przekonaniem autora Boga nikt nie widzi, jakie formułuje on w ferworze pełnej szacunku, ale i ognia, dyskusji z ateistami (a właściwie nie tylko z nimi, bo i wierzący wezwany zostaje tą książką do przemyślenia swojej, często intelektualnie miałkiej, wiary). Chodzi mi o Pana Absurdu, które to określenie przejęte przez Novaka z tytułu książki The Lord of the Absurd o. Raymonda J. Nogara OP, stało się dla niego nie tylko olśnieniem (jak sam pisze), ale również argumentem polemicznym (dopowiada niżej podpisany). Czy i dla czytelnika to tajemnicze i w pierwszej chwili oburzające imię Boga okaże się płodne intelektualnie i budujące duchowo?
 
Na pewno nie Zegarmistrz
 
Zanim jednak Novak dojdzie do teologii absurdu, potrzeba będzie – wespół z ateistami, dlaczego nie? – rozprawić się z metaforą Boga-Zegarmistrza. Owszem jest zasadne pytanie o inteligencję, która stać musi za „mechanizmem” świata funkcjonującym według określonych praw, jednak pomimo tego, że w świecie występują regularności, których działanie można by porównywać do mechanizmu zegarka, „jest wiele zdarzeń i powiązań, które nie działają według tych praw, ale raczej za sprawą przypadku, schematów prawdopodobieństwa, czystej losowości” (s.299).
Antyreligijny Christopher Hitchens będzie mógł obśmiewać wiarę chrześcijan w Boga projektanta, który tak kiepski stworzył projekt świata pod jednym tylko warunkiem – że rzeczywiście myślą ludzi religijni o „Stwórcy jako o prostodusznym Geometrze, Rationalist Extraordinaire, Bogu od tabliczki mnożenia, bezbłędnym Zegarmistrzu, takim trochę Cacy-Cacy, kosmicznym Harcerzyku” (s.103). A Novak nie pozwoli swoim braciom w wierze tak myśleć, nawet jeśli do tej pory uciekali oni przed poważniejszą refleksją. Odrzuca obraz Boga Racjonalisty, Utopisty czy Perfekcjonisty: „przyjmijmy, że Bóg nie jest Racjonalistą, Logikiem, Geometrą liniowym niebios”, a nasz świat „to najbardziej niedoskonały ze światów zaprojektowanych przez tego Projektanta” (s.103).
Tak, zarówno człowiek w całej swojej „kanciastości, niekształtności, niedoskonałościach”, jak i cały świat stworzenia „rozdarty jest przez absurdy i sprzeczności, wymieranie gatunków i rojne, skotłowane pomieszanie przypadkowości i ślepego trafu” (s.74). Nie jest nasz Bóg ani Rzemieślnikiem, ani Projektantem, i nic dziwnego, że ulegają pokusie odrzucenia Boga ci, którym próbuje się dowodzić Jego istnienia na podstawie argumentu z projektu, podczas gdy projekt jawi się jako wadliwy.
Chrześcijanin musi podać niewierzącemu adwersarzowi rękę: jest w tym świecie obecne zło: tragedie, niesprawiedliwości itd. Nie da się tego ukryć, i na nic zdają się niewierzącemu zbyt jałowe intelektualnie tłumaczenia wierzących; jeśli w ogóle może liczyć na jakieś eksploracje problemu – najczęściej (to zarzut cenionej przez Novaka ateistki – Heather Mac Donald) religijna retoryka skupia się na przypisywaniu Bogu wszystkiego, co dobre, i milczeniu wtedy, gdy pojawia się tragedia czy cierpienie.
 
Przypadkowość a wolność
 
Czy to oznacza w takim razie, że świat byłby pozbawiony sensu? Amerykański myśliciel odpowiada przecząco. Nie jest Bóg Geometrą, „stworzył świat schematów prawdopodobieństwa i redundancji, marnacji i obfitości, ciężkich urazów i trudu” (s.103), ale przecież można przyjąć, że Bóg kocha statystyczne schematy uporządkowania nie mniej niż klasyczną logikę. Nauka wydaje się potwierdzać istnienie sensu w świecie, skoro umożliwia ona formułowanie praw opisujących ten świat. Gdyby sensu był pozbawiony, sama nauka traciłaby rację bytu.
Przypomina więc ten świat jakiś kosmiczny kryminał, u podstaw którego tkwi założenie, że każdy szczegół ma znaczenie i wytłumaczenie, które należy odkryć. Nie jest to zadanie łatwe, bo Autor kryminału nie lubi oczywistości i we wszystko wpisuje tajemnice, pozostawiając jedynie tropy do rozwiązania zagadki. „Kogo pociągałby Bóg, gdyby nie pozostawiał wskazówek, nie sugerował tropów? A potem na nowo ich nie ukrywał? Musimy się napracować. Wysilić umysł. Tropić ukrytego Boga” (s.282). Nawet nauka, która mówi o losowych zdarzeniach, próbuje odkrywać projekt za nimi stojący, szuka głębszych praw wyjaśniających odstępstwa od wcześniej formułowanych reguł; prawa te istnieją na każdym poziomie, a im on głębszy, tym większe zdziwienie naukowców.
Podobnie cała rzeczywistość ludzkiego życia, która sprawia nieodparte wrażenie chaotycznej, może być przecież najpiękniejszym gobelinem, tyle że przez człowieka oglądanym od tyłu. Nie ma różnicy między wierzącym a niewierzącym – każdy musi poddać się tej przypadkowości, która istnieje w świecie. Tylko że „niewierzący poddaje się przypadkowości, a wierzący – nieprzeniknionej woli Stwórcy” (s.175). Co ciekawe, teolog odczytuje biblijny obraz raju jako metaforę świata, który mógłby być stworzony przez Boga, jednak Ten „pozwolił, by ludzka historia była historią słabości, zdrady, zła z wolnego wyboru wielu ludzi oraz ciężkiej próby dla ludzi dobrych, których zło także kusi” (s.140).
Czy byłaby w ogóle możliwa wolność w świecie pozbawionym przypadkowości? Novak cytuje w swojej książce fizyka Stephena Barra: „być odpowiedzialnym agensem to znaczy być w stanie narzucić własny porządek zdarzeniom. To wymaga istnienia pewnego pozornego«nieporządku» w sytuacjach zjawiających się przed nami...” (s.175). Świat bez zdarzeń losowych byłby światem schematycznym, światem idealnego porządku, ale byłby to świat bez ludzkiej wolności! „Otwarty, przyjazny wolności porządek świata wymaga szalonych przypadkowości, jednych ironicznych, innych tragicznych” (s.141). Z kolei wybierając dla człowieka wolność, a nie stwarzając go jako robota, musiał Stwórca pogodzić się z faktem nieuchronnych konsekwencji ludzkiej wolności. Nie można więc oczekiwać od takiego Boga „odgrywania deus ex machina, wybawiającego wszystkich ze skutków złych decyzji” (s.174).
 
Pan Absurdu
 
„Przesłodzona wiara, na jaką niektórzy ateiści natrafiają u chrześcijan, jest płytką, sentymentalną i upiększoną jej wersją” (s.138). Zdają się tacy wierzący nie zauważać absurdów tego świata, a przecież już refleksja Żydów nad cierpieniami żydowskiego narodu doprowadziła ich do odrzucenia obrazu Boga-czarusia. A wcześniej Bóg filozofów greckich zezwolił na przypadkowość i wolność w obdarzonych świadomością bytach pochodzących od Niego. Proponuje więc Novak teologię absurdu. A jeśli wierzący dopuszczą (a prędzej czy później to zrobią) do siebie „nieludzkość” Boga, nie znajdą pocieszenia w swojej wierze – będą się zmagać z godzeniem obrazu dobrego Boga z tym, co ich doświadcza. Umrą wyzuci z pocieszenia, ale – nie z trudnej wiary. Łatwiej jest ateistom, którzy „już na starcie uważają (…), że życie jest irracjonalne, bezsensowne, bez serca” (s.215).
Amerykański teolog zwraca uwagę na absurdalność i sprzeczności rozrywające stworzony świat, pomieszanie przypadkowości i ślepego trafu, zadziwiający wybór małego zacofanego narodu i równie zadziwiające jego, pełne tragizmu, dzieje. Jeszcze bardziej absurdalna wydaje się misja Syna Bożego prowadzona wśród prostych i ubogich, zakończona śmiercią na krzyżu, który jest „ucieleśnionym symbolem sprzeczności i absurdu” (s.74). Z ludzkiej perspektywy jest Bóg niesprawiedliwy (zresztą sam się taki przedstawia w ewangelicznych przypowieściach), „nie ukrywa, że jest Bogiem, który w oczach ludzi działa w sposób okrutny, niesprawiedliwy i udręczający” (s.136), o czym opowiada historia Hioba. Chrześcijanie nie mają prawa dziwić się krzyżom, które przyjdzie im znosić – jeśli Bóg nie odjął swojemu Synowi takiego dramatu. Z kolei ateiści nic nowego nie mówią, kiedy z miną odkrywcy oznajmiają, że Bóg jest okrutny – „Boskie autoportrety w Biblii często niosą ostrzeżenie, że tak będzie się wydawać nawet tym, którzy Go znają i kochają” (s.137).
A jednak – polemizuje Novak ze wspomnianą wcześniej ateistką Heather Mac Donald – wyeliminowanie Boga nie czyni świata mniej absurdalnym. Przeciwnie, „hipoteza” chrześcijańskiego Boga stanowi doskonale pasujący klucz do drzwi świata, na którym rozgrywa się dramat ludzkiej historii. Chrześcijaństwo – twierdzi autor Boga nikt nie widzi – ma odwagę sugerować, że kluczem do projektu faktycznie zamierzonego przez Artystę jest krzyż, na którym ukrzyżowano Jezusa – męża sprawiedliwego, niewinnego, który musiał okrutnie cierpieć (…). Krzyż jest kluczem, który pasuje do wszechświata wielu ewentualności, wypadków, cierpień, zła i smutku i otwiera drzwi zrozumienia” (s.237).
Nie jest łatwo pojąć, jak to możliwe, że wszystko, co się nam przydarza, służy naszemu dobru. A przecież ci, którzy Go kochają, choćby ich zabił, będą Mu ufać (por. Hi 13,15). Nie jest obecność tragedii w tym świecie dowodem, że świat ten nie może być dobry. „Nie jest igraszką naszych pragnień” (s.137) Bóg, jest za to obecny we wszystkim, co nas spotyka. Nie rozpieszcza, ale każe dorosnąć. Pozwala się zmagać ze sobą, ale ostatecznie tylko w Nim człowiek odnajduje spokój – mimo tego, że warunki zewnętrznego absurdu się nie zmieniają. Można mówić o Jego Opatrzności, trzeba tę Opatrzność widzieć – ateiści „mieli nosa” – zarówno w tym, co dobre, jak i w tym, co złe. Można odnaleźć Bożą wole we wszystkim, choć inaczej w rzeczach dobrych, a inaczej w złych.
Jedni snują marzenia o innym Bogu, drudzy bluźnią, że Ten pozostawia wiele do życzenia, ostatecznie jednak nie wolno kroić Boga do ludzkich rozmiarów, „nie da się zrobić nic prócz pogodzenia się z faktami. Co się stało, stało się. Co się zdarzyło, zdarzyło się” (s.180). Bóg jest, jaki jest – taki, a nie inny, suwerenny, a nie sługa ludzkiej woli; Bóg jest Bogiem, a nie naszym bożkiem. Twarda jest ta mowa, i wielu uczniów czy to ateistycznych mistrzów, czy Mistrza Chrystusa, może się gorszyć. „Prawie każdy czasami czuje potrzebę, by wykrzyczeć na cały głos:«To nie jest fair!». Jak Hiob. Nie ma nic złego w protestowaniu. Nic złego w mierzeniu się z Bogiem. Są też inni, którzy po prostu mówią:«Bądź wola Twoja». I znajdują w tym spokój, a także siłę” (s.144).
Tak więc gdy ateiści „chcą pokazać, że jeśli jest jakiś Projektant, to jest On niekompetentny; czy może dokładniej: chcą pokazać, że jest zbyt dużo dowodów na brak jakiegokolwiek projektu”, apologeta kreśli obraz Boga Absurdu. Wiara w tego „Pana Absurdu tak doskonale zgadza się z ludzkim doświadczeniem i z odkryciami nauki (teorią«chaosu» i całą resztą), że pozwala umysłowi ze spokojem przyjąć zarówno«przypadkowość» i«brak ukierunkowania», jak i świetlistą zrozumiałość w strukturze świata” (s.238). Tyle Novak; co na to czytelnik?
 
Artysta
 
O jeszcze jeden szczegół trzeba namalowany wyżej obraz Boga uzupełnić. Nazywa Novak Boga Artystą, nie Projektantem; Boskim Autorem „wszelkiego dobra (jakkolwiek paradoksalnego, ambiwalentnego, przemieszanego ze złem) (…), który stwarza żywe przedmioty pełne zapierającego dech piękna” (s.299), Boskim Opowiadaczem „wypełnionych przygodami, nieprzewidywalnych, niepewnych, sterowanych przypadkiem, nierzadko zaskakujących i pełnych suspensu opowieści ludzkiego życia” (s.299). Jest to genialny Artysta, którego opowieść obejmuje wielość historii i morałów, pouczających również o absurdzie istnienia ludzkiego.
Nie jest Stwórca niepoprawnym optymistą, „nie sprawił, byśmy mierzyli się ze światem sensownym, w sposób racjonalny, spokojnie i beznamiętnie jak nowojorski bankier po wyśmienitym lunchu w klubie, usadowiony wygodnie w ulubionym fotelu w bibliotece, gdzie nadal wolno zapalić aromatyczne cygaro, gdy oddaje się lekturze porannej prasy. Nie: zamiast tego wojna, wygnanie, tortury, niesprawiedliwość. Padół łez. Dolina śmierci” (s.75). Ten kreślony wspaniałym piórem opis świata wskazuje na gatunek literacki dzieła pisanego przez Artystę. Nie jest to moralitet, a dramat godny największego Mistrza, to ironiczno-tragiczna, ale – twierdzi Novak – mimo wszystko komedia.
Tak jak chaotyczność i absurdalność świata czytanego jako projekt pozwalała kierować pretensje do Projektanta, tak nie powinno się mieć żalu do Artysty: „Przypadek niekoniecznie jest dowodem nieistnienia inteligencji, ale wskazuje na bardziej wyrafinowaną jej formę – inteligencję Artysty” (s.322). Jest Stwórca nie tylko Bogiem naukowców, ale i artystów: inteligencja i talenty jednych i drugich pochodzą od Niego, a On sam przewyższa wszystkie ludzkie umysły.
 
***
Jest książka Novaka tyleż pasjonującą lekturą, co intelektualnym wyzwaniem. Dla ateistów i wątpiących stanowi cenny przyczynek do dyskusji, tym bardziej że autor prowadzi spór konsekwentnie, pomimo miejscami ciętego (ale zawsze dowcipnego) języka, z niekłamanym szacunkiem do adwersarzy. Nie szczędzi wyzwań samych chrześcijanom, skłaniając ich swoimi śmiałymi poglądami do krytycznego namysłu nad wiarą. Raz sformułowane określenie Boga – Pan Absurdu – nie pozwoli już o sobie zapomnieć. Według znanego myśliciela imię to dobrze opisuje istniejącą rzeczywistość: człowieka i świat w Jego relacji z Bogiem. Czy czytelnik podzieli zdanie autora książki?
Może zrodzić się w odbiorcy wątpliwość, czy niezbyt łatwo wykluczył Novak ideę grzechu ludzkiego czy istnienie złych duchów w opisie rzeczywistości. Ale to pytanie można by odwrócić: czy wolno w ogóle teologii fundamentalnej, a w jej nurcie sytuować trzeba Boga nikt nie widzi, odwoływać się do Objawienia? Z drugiej strony, sam Novak wplata w treści również nici religijne, jak choćby Krzyż – klucz do absurdalnej rzeczywistości. Kolejne pytanie: czy jest rzeczywiście krzyż kluczem, który dopiero otwiera drzwi do zrozumienia świata absurdu, czy też jednak Novak najpierw uniesprzecznia swój wizerunek Boga w oparciu o rozum, a dopiero potem próbuje dowieźć niesprzeczności Objawienia z faktami, czy też czegoś nawet więcej: że Bóg chrześcijański nie tylko nie kłoci się z przedstawioną wizją świata, co raczej ukazuje ją jako mistrzowskie dzieło Artysty.
Będzie pewnie książka Boga nikt nie widzi dla jednych trudną mową, a dla innych Dobrą Nowiną, jeśli zaufają Panowi Absurdu, zdając się niejako na Jego absurdalną Opatrzność. Ale: dlaczego absurdalną? Czy i Jezus nie zapowiadał, że sens rzeczywistości kryje się znacznie głębiej, niż mogłoby się wydawać, czy nie ostrzegał, żeby bać się tego, co zabija duszę, a nie ciało? I tak można by zaryzykować tezę, że rzeczywiście wnioskom praktycznym, do jakich dochodzi teologia fundamentalna w wykonaniu Novaka, niedaleko jest od namysłu teologii duchowości, która również proponuje zawierzenie Bogu we wszystkim tym, co wydaje się być absurdalne.
Można Boga Absurdu usprawiedliwiać, godzi się Boga Artystę podziwiać, czy jednak da się Go kochać? Trzeba tu miłości trudnej, ale prawdziwej, zwróconej ku realnie istniejącemu Drugiemu, a nie Jego obrazom-bożkom. Na pewno łatwiej wierzącemu miłować Boga, o którym się wie, że nie On, a grzech ludzki stał się przyczyną zła obecnego w świecie. O geniuszu Artysty świadczy to, że potrafił On stworzyć arcydzieło z takiego a nie innego materiału, w takich a nie innych warunkach.
Sławomir Zatwardnicki
Tekst ukazał się w
Przeglądzie Powszechnym
nr 5(1077) z maja 2011 r.

Teolog, publicysta, autor wielu artykułów oraz dwudziestu książek; ostatnio wydał: Maryja. Dlaczego nie?

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Kultura