Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki
165
BLOG

Uwaga! Trzeci rodzic

Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki Kultura Obserwuj notkę 0

 

We wszystkich tych przypadkach: ucieczce przed własnym rodzicami, walce przeciwko ich stylowi wychowania, nieumiejętności wypracowania własnego małżeńskiego stylu wychowania – wciąż rządzi niewidzialny trzeci rodzic.
Są tacy, którzy naiwną wiarę położyli w to, że uda im się wychowywać dzieci inaczej niż czynili to względem nich ich rodzice. Zwykle bolesne czeka zderzenie takiego tatusia czy mamusię, gdy okaże się, że powiela te same zachowania, a nawet błędy w relacji do własnych dzieci.
Znajdą się i tacy, którzy za wszelką cenę uciekać będą od bycia podobnymi do swoich rodziców. Zacisną zęby, zagryzą wargi, i nawet czas jakiś uda im się być na siłę innymi, ale potem, w sytuacji najmniej oczekiwanej, zareagują w sposób wyniesiony z domu, rozluźnioną szczęką powtórzą słowa, które wiele lat wcześniej sami usłyszeli.
Zresztą, czy można tak wiecznie żyć nie po swojemu, ale na przekór własnym rodzicom? Budowana na negacji tożsamość nie daje pewności siebie, i słusznie, bo stawiana jest nie na fundamencie, który przecież wyrwany został z korzeniami razem z decyzją budowania wszystkiego od początku (jakby tak się dało).
Będą w końcu i tacy, którzy nie lekceważąc uwarunkowania przez rodzinę pochodzenia, starać się będą – użyjmy języka psychologii, choć nie ona o wszystkim zadecyduje – przepracować zależność od rodziców. Bo tylko taki wysiłek, dodajmy jeszcze, że długotrwały, daje nadzieję na osiągnięcie swobody bycia rodzicem na swoją modłę.
Pomijając toksyczne zależności rodzinne wołające o pomstę do nieba czy przynajmniej o terapię rodzinną, w wielu przypadkach polegać będzie ten wysiłek na dokonaniu realistycznej oceny wychowania zaserwowanego nam przez rodziców. Zakłada ona możliwie obiektywny ogląd zarówno pozytywnego wkładu, jak i ograniczeń czy błędów wychowania naszych rodziców.
Być może jest to droga trudna, ale i charakteryzująca się prostotą, której brak tamtym postawom – czy to uciekania, czy tym bardziej walki przeciw możliwości powielania zachowań wyuczonych. Na końcu tej drogi, która pewnie nigdy się nie kończy, ale jednak przybliża do celu, jest dojrzalsza i swobodniej wybrana wizja własnego rodzaju wychowania.
Ma też i ten pożądany skutek przepracowanie uwarunkowań wyniesionych z domu, że pozwala nie tylko przyjąć ze spokojem to, co nie było właściwe w wychowaniu rodziców, ale razem z tym otwiera na wypracowanie wspólnie z małżonkiem małżeńskiego planu wychowawczego, który uwzględniałby odmienną wrażliwość wychowawczą obu rodziców.
Zdarza się bowiem często i u wielu, że większą wagę przywiązuje się do opinii wychowawczych nie własnego współmałżonka, ale innych osób, w tym przede wszystkim własnych rodziców. Bez względu, czy żyją – można bowiem radzić się wyniesionego z domu wyobrażenia dobrego tatusia czy mamusi. I nawet wtedy proces ten się odbywa, gdy dzieje się to na zasadzie nieprzepracowanego przeciwstawienia się metodom wychowawczym (lub ich brakowi) rodziców.
We wszystkich tych przypadkach: ucieczce przed własnym rodzicami, walce przeciwko ich stylowi wychowania, nieumiejętności wypracowania własnego małżeńskiego stylu wychowania – wciąż rządzi niewidzialny trzeci rodzic. We wszystkich przypadkach z wyjątkiem tego jednego, gdy świadomie podejmie się trud wychowania „na własną rękę”, z uwzględnieniem doświadczeń poprzedniego pokolenia.
Sławomir Zatwardnicki

Teolog, publicysta, autor wielu artykułów oraz dwudziestu książek; ostatnio wydał: Maryja. Dlaczego nie?

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura