Jeśli ryzykowna miłość ojca ma przynieść owoc wygranej, trzeba aby matka pozwoliła mu na dokonywanie tej wychowawczej operacji na żywym organizmie dziecka, jakiej dokonać może tylko on.
Miłość ojcowska „na dystans”
Jeśli fizyczny związek między matką a dzieckiem w okresie ciąży uznać za obraz tej relacji, która będzie łączyła ich już potem przez całe życie, konsekwentnie można przyjąć, że brak tego błogosławionego doświadczenia w życiu ojca stanowi wyraz innego stosunku między nim a dzieckiem na planie psychologicznym czy może nawet duchowym. Jest poza zasięgiem ojca tak wielka intensywność i całkowitość związku z dzieckiem, jaka pojawia się w przypadku macierzyństwa.
Nie należy jednak wyciągać tyleż pochopnego, co nietrafnego wniosku, jakoby ten emocjonalny dystans między tatą a potomstwem był jakimś błędem. Owszem trzeba ojcu pracować nad byciem tatą, skoro nie przychodzi mu to tak naturalnie jak mamie, nie należy jednak oczekiwać, że stanie się on „drugą mamą”. Warto czy nawet trzeba zdać sobie sprawę obojgu rodzicom z faktu różnicy między obdarowaniem mężczyzny i kobiety, który objawić się musi odmiennie przeżywanym doświadczeniem rodzicielstwa.
Jest ojciec mniej zdolny do spontanicznego kontaktu z dzieckiem, do intuicyjnego rozumienia świata dziecięcego. I jeśli wykaże się gotowością do zajmowania się problemami dzieci, na pewno nie będą go one angażowały tak mocno emocjonalnie jak matkę. Nie straci zimnej krwi, będzie umiał wyjść poza dziecięce potrzeby. To zresztą stanowić może przyczynę nieporozumień między małżonkami – dla żony wydawać się będzie postawa męża niezrozumiała, nienaturalna i bezlitosna. Wszak ona zrobiłaby dla pociech wszystko – gotowa przeżyć życiowe problemy w zastępstwie swoich dzieci.
Długodystansowa miłość ojca
Kiedy matka płacze razem z płaczącymi dziećmi, ojciec pamięta, że sam płacz nie świadczy jeszcze, że płaczący jest bez winy. Każdy mężczyzna uległ choć raz w swoim życiu płaczowi kobiety czy dziecka; i wie już, że takie uleganie nierzadko przyprawiło go o poczucie winy. To dlatego teraz stara się oprzeć pokusie emocji i wznosząc się ponad wrażliwość emocjonalną nie pozwala sobie, a także dzieciom, stracić obiektywnego punktu widzenia. Nie jest więc mężczyzna bez serca, ale góruje w jego postępowaniu rozsądek. Miłość ojca to nie tyle „miłość na dystans”, co „miłość długodystansowa”, dobrze przygotowująca dzieci do przyszłego życia.
Nie ochrania ojciec dziecka za wszelką cenę przed doznaniem czy to trudu, czy cierpienia życiowego, ale pomaga przeżyć przykrą sytuację. Nie pozwala dziecku trwać w ułudzie czy negowaniu rzeczywistości, ale uczy je prawdy o sobie i świecie. Jeśli daje poczucie bezpieczeństwa, to w inny sposób niż matka. Nie stara się być tarczą między dzieckiem a rzeczywistością, ale prowadzi potomka na wojnę o przetrwanie – tak rodzi się inny rodzaj bezpieczeństwa, dziecko otrzymuje komunikat: pomimo tego, że nie jest łatwo, mogę dać sobie radę.
Jeśli mama kręci się po orbicie uczuć dziecka, ojciec w centrum uwagi stawia kategorie prawdy i fałszu oraz wartości, w które wierzy. Nie tyle interesuje go poprawianie samopoczucia dziecku czy minimalizowanie przykrości przez niego doznawanych, ile odpowiedź na pytanie, która z wychowawczych interwencji jest właściwa, a którą należy odrzucić jako błędną. Nie zawaha się więc ojciec przed konfrontowaniem dziecka z zasadami moralnymi nawet wtedy, gdy wymagać to będzie od wychowanka cierpienia czy poświęcenia.
Piękny owoc ryzykownej miłości?
Mniejszy stopień zaangażowania emocjonalnego ze strony ojca, mimo iż niezastąpiony jeśli dobrze go wykorzystać, niesie w sobie pewne zagrożenia. Ryzyko w przypadku tacierzyństwa polegać będzie na tym, że łatwo przyjdzie ojcu ulegać tendencji do ucieczki od wychowawczego zaangażowania, a trudno będzie mu poświęcić swoje sprawy osobiste czy zawodowe dla rodziny i dzieci – w każdym razie nie będzie to dla niego tak naturalne jak dla żony, zawsze pozostanie wyborem opartym nie tyle o uczucia, co o wolę.
Zbyt szybko będzie też chciał machnąć ręką na rozwijanie emocjonalnej relacji z dziećmi, tym bardziej że w tej dziedzinie nigdy nie osiągnie takich sukcesów jak kobieta, a przecież dla kochającego sportowe zmagania mężczyzny liczy się tylko wygrana. Dobrze byłoby jednak, aby dla dobra rodziny potrafił się uczyć od żony również tej emocjonalnej więzi z latoroślami, tak żeby jego model wychowania nie ograniczył się do bezlitosnego konfrontowania dziecka z rzeczywistością.
Z kolei jeśli ryzykowna miłość ojca ma przynieść owoc wygranej, trzeba aby matka pozwoliła mu na dokonywanie tej wychowawczej operacji na żywym organizmie dziecka, jakiej dokonać może tylko on. Niech mężczyzna wolny od ulegania emocjonalnemu rozmyślaniu się dziecka czy szantażowi emocjonalnemu żony, uczy dziecko życia. Tak aby zaakceptowało ono rzeczywistość i zobaczyło jej trudne piękno.
Sławomir Zatwardnicki
Źródło: Serwis rodzinny OPOKI



Komentarze
Pokaż komentarze