403 obserwujących
2903 notki
12174k odsłony
1379 odsłon

Czy Ziemkiewicz ma grzyba w głowie?

Wykop Skomentuj41

Z wielkim zapałem oglądałem niegdyś serial zatytułowany „Z archiwum X”, szczególnie lubiłem odcinek opowiadający o tym, jak Scully i Mulder znaleźli się na jakiejś tajemniczej górze, we wnętrzu której rósł olbrzymi strzępiasty grzyb. Roślina była inteligentna i radziła sobie w życiu w ten sposób, że jej zarodniki powodowały intensywne halucynacje dostając się do organizmu istot żywych. Wydawało się ludziom, że są gdzieś w Nowym Jorku i idą na lunch do Chińczyków, a tymczasem wędrowali we wnętrzu góry prowadzeni wprost do miejsca, gdzie odbywało się trawienie zdobyczy. Scully i Muldera także to spotkało, już siedzieli owinięci ohydnymi plechami i czekali na strawienie, ale coś tam się wydarzyło, Mulder pogmerał w kieszeniach, nacisnął jakiś guzik i wyszli z tego. Uroda filmu polegała na tym, że widz nie miał pojęcia czy to co widzi jest rzeczywistością czy projekcją wytworzoną przez zarodniki w mózgach agentów. Producent bowiem opowiadał całą historię w retrospekcji i wtrącał także jakieś kawałki od siebie. Znakomity odcinek, polecam.

 
Przeczytałem dzisiejszy felieton Ziemkiewicza w Rzepie, który tak wychwalał bloger Chlip (całkowicie zmanipulowany przez zdrowy rozsądek)  i doszedłem do wniosku, że pan Rafał także musiał się nawdychać jakichś zarodników. Wskazują na to bowiem myśli, które zawarł w dzisiejszym felietonie.
 
Pewnie wszyscy już wiedzą o kim jest ten tekst – o Jarosławie Kaczyńskim. Zacznę od tego, że według Ziemkiewicz popełnił prezes Kaczyński po wyborach „prawie samobójstwo”. Bezradność tej diagnozy jest mocno rozczarowująca, bo jest to chyba – dziwne, że Ziemkiewicz tego nie wie – piąte albo szóste „prawie samobójstwo” w wykonaniu Jarosława Kaczyńskiego. Może to jedynie oznaczać, że prezes jest w świetnej formie, bo każdy inny na jego miejscu po takiej ilości „prawie samobójstw” politycznych nie podniósłby się już na pewno, albo zamienił w zombie i straszył po nocach.
 
Troską Rafała Ziemkiewicza jest skuteczność Kaczyńskiego jako lidera opozycji. Kaczyński, bowiem, nie zachowuje się jak polityczny bokser i miast parować ciosy i stosować jakąś mądrą technikę albo się nadstawia do bicia albo płacze, że ktoś uderzył go w twarz. Ja nie mam tutaj siły by skomentować to ostatnie twierdzenie, ale myślę, że porównanie katastrofy smoleńskiej do bicia po twarzy (bo przecież chodzi o to co Kaczyński mówi w sprawie tej katastrofy, czyż nie?)  jest ze strony pana Rafała po prostu brakiem delikatności. Zaskakujące jest jednak co innego. Mianowicie to w jaki sposób Ziemkiewicz postrzega boks, a w konsekwencji jego zdolność do konstruowania precyzyjnych metafor i zdolność do sensownego pisania w ogóle. Spieszę donieść, że boks to takie sport, w którym dwóch facetów tłucze się po mordach. Jest przy tym trochę skakania i biegania w kółko, ale chodzi jedynie o to, by obić pysk przeciwnikowi. Zdarzyło mi się raz czy dwa widzieć pana Ziemkiewicza w rzeczywistości i ja tę jego nieumiejętność zrozumienia istoty boksu pojmuję, ale nie wiem dlaczego – nie wiedząc o co chodzi – posługuje się on tym sportem jako metaforą.
 
Kaczyński jest słabym fighterem – to chce powiedzieć Ziemkiewicz. A dlaczego? Po nie przestrzega politycznych rytuałów – takie zdania pada w tekście. No, żesz! Musi pan popracować nad koordynacją i pracą nóg szanowny panie Rafale i radzę choć raz w życiu obejrzeć jeden mecz bokserski.
 
Polityczne rytuały i wizerunek – te dwa sformułowania powracają niczym mantra we wszystkich prawie tekstach dotyczących Kaczyńskiego. Nie potrafi się on zachować politycznie, bo w 2007 roku nie pogratulował zwycięzcy – pisze Ziemkiewicz. Ale w 2010 pogratulował miły panie! A Komorowski? Czy Komorowski podziękował przegranym? Czy on przestrzega rytuałów? A może on nie musi, bo wygrał wybory? I to właśnie chce nam przekazać pan Rafał w swym przydługim i pełnym chybionych metafor felietonie? Może chodzi właśnie o to, by zwycięzca mógł nie przestrzegać rytuałów , a przegrani byli rozliczani ze swoich postępków skrupulatnie i szczegółowo?
 
Pisze też Ziemkiewicz o wizerunku Jarosława Kaczyńskiego. Pisze to nie rozumiejąc, że prezes Jarosław odkąd świat światem nie zajmuje się tworzeniem swojego wizerunku, bo robią to za niego inni. Doświadczenie z podziękowaniem dla Rosjan pewnie tylko go utwierdziło w słuszności tych działań. Obojętnie co zrobi i tak zostanie to zinterpretowane na jego niekorzyść. Pisze Ziemkiewicz, że Kaczyński zwala winę za swój nieciekawy wizerunek na nieprzychylne media, a to nieprawda, bo on sam też jest temu winien. Po co kłamał, że się zmienił, jak teraz powraca do starej śpiewki i wznieca niesnaski? Sugerowałbym w tym miejscu jakąś bokserską metaforę, może dotyczącą techniki, może wycofania się do narożnika, a może zwarcia. Polityka bowiem jest w istocie trochę podobna do meczu bokserskiego, tyle że do prawdziwego, a nie takiego, jak to sobie wyobraził Rafał Ziemkiewicz.
 
Nie rozumiem za bardzo co miałby zrobić prezes po przegranych wyborach? Pogratulował zwycięzcy, wycofał się na kilka dni i wrócił. Podjął wyzwanie. Mówi o Smoleńsku, no bo o czym ma mówić? Podwyższenia podatków Polacy jeszcze nie odczuli w kieszeniach, więc byłoby to gadanie do ściany. Kaczyński interesuje się wyjaśnieniem śmierci swojego brata i to jest chyba normalne. Wydaje się nawet, że rozumie to także Ziemkiewicz, ale tylko przez chwile, bo zaraz czar pryska.
 
Ziemkiewiczowi nie podoba się, że Kaczyński postrzega politykę w kategoriach powinności moralnych a nie politycznej technologii. Za to ostatnie stwierdzenie powinien Ziemkiewicz otrzymać jakąś nagrodę od naczelnego i wielkie prawa od nas. Polityczna technologia przeciwstawiona powinnościom moralnym ze wskazaniem na tę pierwszą jako właściwy model zachowań. Coś pięknego i niedrogo, jak się mawiało dawnymi laty na bazarze Różyckiego. Był już kiedyś taki jeden, który o kuchni poetyckiej pisał i niewiele się z tego jego pisania zachowało. Powinności moralne muszą ustąpić technologii, a to z tego względu, że technologia kojarzy się Ziemkiewiczowi ze skutecznością. Tusk jest dobrym technologiem, jak wnoszę, Komorowski pewnie też. Fakt -  Ziemkiewicz przyznaje, że Tusk nie rządzi, bo okoliczności są takie, że nie musi - i nie kłóci się to wcale z jego technologicznymi wywodami. Wszak technolog Tusk potrafił się zachować po wyborach w 2007 a moralista Kaczyński nie.
 
Według Ziemkiewicz Kaczyński czeka na cud. Cudem bowiem były zawsze jego powroty do władzy. Według profesora Strońskiego cudem było zwycięstwo nad bolszewikami w 1920, a Ziemkiewicz przecież upodobaniem podnosi swoją endeckość, może to jest powodem że używa tych samych sformułowań. 8 milionów ludzi popierających Kaczyńskiego w wyborach to cud, w 2005 roku także mieliśmy do czynienia z cudem. Rząd Olszewskiego także był cudem, bo tylko cuda mogą ratować takich ludzi. Teraz zaś powrót do władzy może się według Ziemkiewicza dokonać dopiero po jakiejś apokalipsie, a na tę – pisze nasz felietonista się nie zanosi. Ja nie wiem, gdzie był Ziemkiewicz 10 kwietnia i co to znaczy według niego „apokalipsa”, może także oglądał serial „Z archiwum X” i stamtąd nabrał przekonania, że wszystko mniejsze niż meteoryt wielkości Teksasu zbliżający się do Ziemi apokalipsą nie jest. Jaka jeszcze może nas spotkać apokalipsa panie Ziemkiewicz i czym według pana była Katastrofa Smoleńska? Wypadkiem na wycieczce krajoznawczej?
 
Jest jeszcze kwestia wojny polsko-polskiej. Ja nie wiem ile trzeba mieć złej woli w sobie lub ile zarodników tajemniczego grzyba, bo nie wykluczam ciągle tej możliwości, żeby wmawiać Kaczyńskiemu rozpętanie jakiejś wojny polsko-polskiej. Wojna polsko-polska jest szanowny panie figurą stosowaną do obłaskawiania tak zwanych centrowców, lub –jak ich sobie pozwolę nazwać – niedzielnych kierowców politycznych, którzy wczoraj dowiedzieli się, że spadł jakiś samolot, a przedwczoraj, że prezydentem nie jest Kwaśniewski tylko ten drugi, też na K. Muszą oni czym prędzej zabrać głos i wypowiedzieć się głośno popierając zgodę, szczęście, pokój i grzybobranie. Niczemu innemu owa rzekoma wojna nie służy. Bo jeśli byłoby inaczej musielibyśmy uznać, że Janusz Palikot to przebrany w perukę i brzydki garnitur gołąbek pokoju. Szkoda, że pan tego nie rozumie.

ZAinteresowanych moją książką "Pitaval prowincjonalny" zapraszam na stronę www.coryllus.pl

Wykop Skomentuj41
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale