Blog
gabriel maciejewski baśń jak n
coryllus
coryllus "dla sławy, dla zysku czasem"
409 obserwujących 2903 notki 12131995 odsłon
coryllus, 13 sierpnia 2010 r.

Czy Ziemkiewicz ma grzyba w głowie?

Z wielkim zapałem oglądałem niegdyś serial zatytułowany „Z archiwum X”, szczególnie lubiłem odcinek opowiadający o tym, jak Scully i Mulder znaleźli się na jakiejś tajemniczej górze, we wnętrzu której rósł olbrzymi strzępiasty grzyb. Roślina była inteligentna i radziła sobie w życiu w ten sposób, że jej zarodniki powodowały intensywne halucynacje dostając się do organizmu istot żywych. Wydawało się ludziom, że są gdzieś w Nowym Jorku i idą na lunch do Chińczyków, a tymczasem wędrowali we wnętrzu góry prowadzeni wprost do miejsca, gdzie odbywało się trawienie zdobyczy. Scully i Muldera także to spotkało, już siedzieli owinięci ohydnymi plechami i czekali na strawienie, ale coś tam się wydarzyło, Mulder pogmerał w kieszeniach, nacisnął jakiś guzik i wyszli z tego. Uroda filmu polegała na tym, że widz nie miał pojęcia czy to co widzi jest rzeczywistością czy projekcją wytworzoną przez zarodniki w mózgach agentów. Producent bowiem opowiadał całą historię w retrospekcji i wtrącał także jakieś kawałki od siebie. Znakomity odcinek, polecam.

 
Przeczytałem dzisiejszy felieton Ziemkiewicza w Rzepie, który tak wychwalał bloger Chlip (całkowicie zmanipulowany przez zdrowy rozsądek)  i doszedłem do wniosku, że pan Rafał także musiał się nawdychać jakichś zarodników. Wskazują na to bowiem myśli, które zawarł w dzisiejszym felietonie.
 
Pewnie wszyscy już wiedzą o kim jest ten tekst – o Jarosławie Kaczyńskim. Zacznę od tego, że według Ziemkiewicz popełnił prezes Kaczyński po wyborach „prawie samobójstwo”. Bezradność tej diagnozy jest mocno rozczarowująca, bo jest to chyba – dziwne, że Ziemkiewicz tego nie wie – piąte albo szóste „prawie samobójstwo” w wykonaniu Jarosława Kaczyńskiego. Może to jedynie oznaczać, że prezes jest w świetnej formie, bo każdy inny na jego miejscu po takiej ilości „prawie samobójstw” politycznych nie podniósłby się już na pewno, albo zamienił w zombie i straszył po nocach.
 
Troską Rafała Ziemkiewicza jest skuteczność Kaczyńskiego jako lidera opozycji. Kaczyński, bowiem, nie zachowuje się jak polityczny bokser i miast parować ciosy i stosować jakąś mądrą technikę albo się nadstawia do bicia albo płacze, że ktoś uderzył go w twarz. Ja nie mam tutaj siły by skomentować to ostatnie twierdzenie, ale myślę, że porównanie katastrofy smoleńskiej do bicia po twarzy (bo przecież chodzi o to co Kaczyński mówi w sprawie tej katastrofy, czyż nie?)  jest ze strony pana Rafała po prostu brakiem delikatności. Zaskakujące jest jednak co innego. Mianowicie to w jaki sposób Ziemkiewicz postrzega boks, a w konsekwencji jego zdolność do konstruowania precyzyjnych metafor i zdolność do sensownego pisania w ogóle. Spieszę donieść, że boks to takie sport, w którym dwóch facetów tłucze się po mordach. Jest przy tym trochę skakania i biegania w kółko, ale chodzi jedynie o to, by obić pysk przeciwnikowi. Zdarzyło mi się raz czy dwa widzieć pana Ziemkiewicza w rzeczywistości i ja tę jego nieumiejętność zrozumienia istoty boksu pojmuję, ale nie wiem dlaczego – nie wiedząc o co chodzi – posługuje się on tym sportem jako metaforą.
 
Kaczyński jest słabym fighterem – to chce powiedzieć Ziemkiewicz. A dlaczego? Po nie przestrzega politycznych rytuałów – takie zdania pada w tekście. No, żesz! Musi pan popracować nad koordynacją i pracą nóg szanowny panie Rafale i radzę choć raz w życiu obejrzeć jeden mecz bokserski.
 
Polityczne rytuały i wizerunek – te dwa sformułowania powracają niczym mantra we wszystkich prawie tekstach dotyczących Kaczyńskiego. Nie potrafi się on zachować politycznie, bo w 2007 roku nie pogratulował zwycięzcy – pisze Ziemkiewicz. Ale w 2010 pogratulował miły panie! A Komorowski? Czy Komorowski podziękował przegranym? Czy on przestrzega rytuałów? A może on nie musi, bo wygrał wybory? I to właśnie chce nam przekazać pan Rafał w swym przydługim i pełnym chybionych metafor felietonie? Może chodzi właśnie o to, by zwycięzca mógł nie przestrzegać rytuałów , a przegrani byli rozliczani ze swoich postępków skrupulatnie i szczegółowo?
 
Pisze też Ziemkiewicz o wizerunku Jarosława Kaczyńskiego. Pisze to nie rozumiejąc, że prezes Jarosław odkąd świat światem nie zajmuje się tworzeniem swojego wizerunku, bo robią to za niego inni. Doświadczenie z podziękowaniem dla Rosjan pewnie tylko go utwierdziło w słuszności tych działań. Obojętnie co zrobi i tak zostanie to zinterpretowane na jego niekorzyść. Pisze Ziemkiewicz, że Kaczyński zwala winę za swój nieciekawy wizerunek na nieprzychylne media, a to nieprawda, bo on sam też jest temu winien. Po co kłamał, że się zmienił, jak teraz powraca do starej śpiewki i wznieca niesnaski? Sugerowałbym w tym miejscu jakąś bokserską metaforę, może dotyczącą techniki, może wycofania się do narożnika, a może zwarcia. Polityka bowiem jest w istocie trochę podobna do meczu bokserskiego, tyle że do prawdziwego, a nie takiego, jak to sobie wyobraził Rafał Ziemkiewicz.
 
Nie rozumiem za bardzo co miałby zrobić prezes po przegranych wyborach? Pogratulował zwycięzcy, wycofał się na kilka dni i wrócił. Podjął wyzwanie. Mówi o Smoleńsku, no bo o czym ma mówić? Podwyższenia podatków Polacy jeszcze nie odczuli w kieszeniach, więc byłoby to gadanie do ściany. Kaczyński interesuje się wyjaśnieniem śmierci swojego brata i to jest chyba normalne. Wydaje się nawet, że rozumie to także Ziemkiewicz, ale tylko przez chwile, bo zaraz czar pryska.
 
Ziemkiewiczowi nie podoba się, że Kaczyński postrzega politykę w kategoriach powinności moralnych a nie politycznej technologii. Za to ostatnie stwierdzenie powinien Ziemkiewicz otrzymać jakąś nagrodę od naczelnego i wielkie prawa od nas. Polityczna technologia przeciwstawiona powinnościom moralnym ze wskazaniem na tę pierwszą jako właściwy model zachowań. Coś pięknego i niedrogo, jak się mawiało dawnymi laty na bazarze Różyckiego. Był już kiedyś taki jeden, który o kuchni poetyckiej pisał i niewiele się z tego jego pisania zachowało. Powinności moralne muszą ustąpić technologii, a to z tego względu, że technologia kojarzy się Ziemkiewiczowi ze skutecznością. Tusk jest dobrym technologiem, jak wnoszę, Komorowski pewnie też. Fakt -  Ziemkiewicz przyznaje, że Tusk nie rządzi, bo okoliczności są takie, że nie musi - i nie kłóci się to wcale z jego technologicznymi wywodami. Wszak technolog Tusk potrafił się zachować po wyborach w 2007 a moralista Kaczyński nie.
 
Według Ziemkiewicz Kaczyński czeka na cud. Cudem bowiem były zawsze jego powroty do władzy. Według profesora Strońskiego cudem było zwycięstwo nad bolszewikami w 1920, a Ziemkiewicz przecież upodobaniem podnosi swoją endeckość, może to jest powodem że używa tych samych sformułowań. 8 milionów ludzi popierających Kaczyńskiego w wyborach to cud, w 2005 roku także mieliśmy do czynienia z cudem. Rząd Olszewskiego także był cudem, bo tylko cuda mogą ratować takich ludzi. Teraz zaś powrót do władzy może się według Ziemkiewicza dokonać dopiero po jakiejś apokalipsie, a na tę – pisze nasz felietonista się nie zanosi. Ja nie wiem, gdzie był Ziemkiewicz 10 kwietnia i co to znaczy według niego „apokalipsa”, może także oglądał serial „Z archiwum X” i stamtąd nabrał przekonania, że wszystko mniejsze niż meteoryt wielkości Teksasu zbliżający się do Ziemi apokalipsą nie jest. Jaka jeszcze może nas spotkać apokalipsa panie Ziemkiewicz i czym według pana była Katastrofa Smoleńska? Wypadkiem na wycieczce krajoznawczej?
 
Jest jeszcze kwestia wojny polsko-polskiej. Ja nie wiem ile trzeba mieć złej woli w sobie lub ile zarodników tajemniczego grzyba, bo nie wykluczam ciągle tej możliwości, żeby wmawiać Kaczyńskiemu rozpętanie jakiejś wojny polsko-polskiej. Wojna polsko-polska jest szanowny panie figurą stosowaną do obłaskawiania tak zwanych centrowców, lub –jak ich sobie pozwolę nazwać – niedzielnych kierowców politycznych, którzy wczoraj dowiedzieli się, że spadł jakiś samolot, a przedwczoraj, że prezydentem nie jest Kwaśniewski tylko ten drugi, też na K. Muszą oni czym prędzej zabrać głos i wypowiedzieć się głośno popierając zgodę, szczęście, pokój i grzybobranie. Niczemu innemu owa rzekoma wojna nie służy. Bo jeśli byłoby inaczej musielibyśmy uznać, że Janusz Palikot to przebrany w perukę i brzydki garnitur gołąbek pokoju. Szkoda, że pan tego nie rozumie.

ZAinteresowanych moją książką "Pitaval prowincjonalny" zapraszam na stronę www.coryllus.pl

Opublikowano: 13.08.2010 12:09.
Autor: coryllus
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Komiks

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Ostatnie komentarze

  • No a programy antyplagiatowe?
  • Dziękuję, pochrzaniło mi się...
  • Niezłe. Kisch siedział przez całą wojnę w Australii, potem przyjechał do Pragi. Po co on im...

Tematy w dziale