399 obserwujących
2903 notki
12318k odsłon
  2693   0

O walce politycznej, sposobach jej opisywania i prowadzenia


 

PiS w czasie przedwyborczym bazuje na strukturach pożyczonych. Po pierwsze od Radia Maryja, po drugie od redaktora Sakiewicza. Póki co dzięki tym strukturom udaje się PiS utrzymać twardy elektorat, ale nie udaje się wygrać wyborów, co jest przecież celem głównym. Musimy się teraz wszyscy poważnie zastanowić, czy korzystanie z tych struktur sieciowych, przy jednoczesnym zaniedbaniu innych, obcych, oraz własnych, jest przypadkowe czy nie. Moim zdaniem nie jest przypadkowe, bo – jak już kiedyś pisałem – moja wiara w organiczny idiotyzm jest słaba, zaś wiara w złą wolę bliźniego oraz ponure plany tegoż, mocna i solidnie umotywowana. Tak więc zastanawiajcie się, a ja będę pisał dalej.


 

Nie ma silnej partii bez silnych struktur sieciowych. Jeśli ktoś myśli inaczej – błądzi. Wróćmy jeszcze na chwilę do budżetów. Problem budżetów wiąże się najściślej z osobistymi aspiracjami członków partii, wszystkich partii, nie tylko PiS. Ludzie wstępują do partii politycznych dla pieniędzy. Nie ma co tego ukrywać. To nie są okopy Św. Trójcy, tylko skok na kasę. Wszystkie partie polityczne obiecują swoim członkom, jawnie lub nie, sukces finansowy i władzę. Jedyną partią, która tego nie robi jest PiS. Jest to w dodatku zapisane tej partii na plus i tłumaczone w ten sposób, że dzięki takiemu postawieniu sprawy, w PiS jest więcej ludzi ideowych, a mniej karierowiczów. Jest to jawne szyderstwo z wyborcy. PiS musi obiecać ludziom sukces, także finansowy, bo inaczej nie wygra. Po prostu to się nie może udać. Powyżej opisane sprofilowanie PiS jako partii ideowych durniów pomaga tylko przeciwnikom PiS i czyni jej zwolenników, sympatyków i członków istotami bezbronnymi. Nie jest bowiem prawdą, że w PiS jest więcej ludzi ideowych. W PiS są po prostu mniejsze budżety do podziału i starcza jedynie dla tych najważniejszych, tych którzy udają prawie wyświęconych księży. I dla nikogo więcej. Przez ową szczupłość budżetów, przez lęk, że nie starczy, PiS stoi w miejscu i nie rozwija struktur, nie myśli o abordażu innych, bogatych jednostek, po prostu trwa, w nadziei, że jakoś to będzie. Jarosław Kaczyński powiedział na zjeździe w Piotrkowie, że PiS trzeba zmieniać od dołu, nie licząc się z lokalnymi działaczami i chyba rzeczywiście trzeba to robić. Trzeba przejąć tę organizację. Jedno jest pewne – oni nie zaczną strzelać, co przy przejmowaniu takiego choćby Związku Literatów Polskich nie jest już takie oczywiste.


 

Kolejnym sposobem prowadzenia walki politycznej jest aranżowanie zdarzeń i czerpanie z nich korzyści. Nie będziemy tego omawiać, bo omawiałem to w czasie ostatniego tygodnia wielokrotnie, wszyscy czytali. Chodzi mi Smoleńsk i jego rozegranie przed wyborami.


 

Kolejnym, które omówię szerzej jest coś co nazwałem odwracaniem wektorów. Można to także nazwać wkręcaniem przeciwnika, prowokacją lub podobnie, ale nie oddaje to istoty zjawiska, która jest tajemnicza. Podam dwa przykłady. Pierwszy będzie dotyczył wydarzeń dość odległych w czasie i przestrzeni, a obydwa dotyczyć będą sportu. Najpierw jednak dygresja; żeby dowiedzieć się na czym polegała poważna polityczna walka, dobrze jest czasem poczytać sobie o wypadkach, jakie zachodziły w XVI i XVII w Japonii. Tak więc wyruszamy do Japonii. Mój ulubiony japoński bohater, znany wszystkim, niezwyciężony samuraj Miyamoto Musashi, odbył wiele pojedynków i żadnego nie przegrał. Jeden z tych pojedynków miał miejsce w dużym kompleksie świątynnym, wśród budynków, drzew, sadzawek i bram. Rzecz działa się w dodatku w nocy. Nasz bohater, pan Musashi, wiedząc, że przyjdzie mu walczyć z dwustoma chyba przeciwnikami, przybył do świątyni wcześniej i przygotował się do walki w sposób następujący; zakupiwszy odpowiednią ilość długich i krótkich mieczy, ukrył je następnie na terenie świątyni, w miejscach o których wiedział tylko on sam. Następnie ukrył się na drzewie i poczekał aż zapadnie zmrok, a jego wrogowie zgromadzą się w jednym, dobrze oświetlonym miejscu. Kiedy już do tego doszło, pan Musashi ujawnił się zeskakując z drzewa i krzycząc okropnie. Następnie poraził swoją sztuką kilku wrogów i zaczął przed resztą uciekać. Biegł oczywiście śladem poukrywanych przez siebie mieczy, przy każdym postoju zostawiając spory stos nieboszczyków. Mimo tragicznego obrotu sprawy wrogowie pana Musashi nie zrezygnowali z pościgu, nawet im to nie postało w głowie. Byli bowiem oszukani przez samych siebie, wydawało im się, że muszą zwyciężyć. Tymczasem zwyciężył pan Musashi. Dlaczego? Otóż nie dlatego wcale, że miał te miecze i szybko biegał, nie dlatego nawet, że był mistrzem, bo jak powiada przysłowie – gdzie ludzi kupa i Herkules dupa. Pan Musashi zwyciężył ponieważ odwrócił wektor zasad rządzących nocnym biegiem na orientację. Można się spierać czy uczynił to celowo czy przypadkiem mu to wyszło. Fakt pozostaje faktem – to było najważniejsze i zdecydowało o sukcesie bezwzględnym. W normalnym biegu na orientację wygrywa ten kto szybciej i sprawniej pokonuje przeszkody. W biegu, który zorganizował Miyamoto Musashi było na odwrót, ale jego przeciwnicy nic o tym nie wiedzieli.

Lubię to! Skomentuj80 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale