399 obserwujących
2903 notki
12295k odsłon
  6916   0

Juju czyli wyrwane zęby demaskatorów

 Czytałem kiedyś bardzo prawdziwy reportaż o Nigerii. Prawdziwy ponieważ czarno na białym napisane tam było co reguluje stosunki między ludźmi i jaki czynnik decyduje o kształcie społecznych i plemiennych hierarchii. Jest to mianowicie juju. Kiedy jeden Nigeryjczyk zajedzie drogę samochodem drugiemu Nigeryjczykowi, obaj chwytają za pałki i noże, które zwykle leżą na siedzeniu pasażera i wyskakują z samochodów, żeby omówić kwestię zapłaty za szkody, ubezpieczenia i takie tam różne. I kiedy już wyskoczą, wtedy okazuje się, który ma jakie juju. No i ten co ma słabsze juju, chowa narzędzia, wyciąga papiery i czy jak tam oni te sprawy załatwiają i jest dobrze.

Jeśli komuś się zdaje, że juju funkcjonuje tylko w Nigerii, to tkwi on niestety w błędzie. Juju jest wszędzie, ale tylko Nigeryjczycy nazywają je tak jak trzeba, cała zaś reszta udaje, że juju nie ma. To jest najwyższe piętro hipokryzji proszę Państwa. W systemach takich jak komunizm, demokracja liberalna i inne podobne oszustwa, juju zostało ukryte. Ono jest, ale do konfrontacji na juju dochodzi jedynie na najwyższych piętrach korporacji, banków, w najciemniejszych kazamatach więzień oraz w gabinetach najważniejszych wojskowych. Tam jest normalnie, jak w Nigerii, czyli juju działa. Cala reszta wychowywana jest w przekonaniu, całkowicie idiotycznym, że juju nie ma, a w związku z tym musi być coś co je zastępuje. Niektórzy wierzą, że jest to prawo. Ja też miewam takie złudzenia, ale są one coraz bardziej mgliste i właśnie powoli przygotowuję się do rozwiązania pewnej finansowej kwestii za pomocą juju. Mój dłużnik ani się tego spodziewa, będzie więc niezła zabawa, bo juju zawsze działa, o czym najbardziej wtajemniczeni z was na pewno wiedzą.

Ludzie przekonani, że juju nie ma muszą przegrać. Niestety. U nas zaś jest ich szczególnie dużo, a do tego jeszcze przez cały komunizm i ostatnie dwadzieścia lat różni magicy od cybernetyki mieszali w swoich kotłach i retortach przygotowując zaklęcia i sposoby na zniwelowanie siły juju całych grup społecznych i pojedynczych ludzi. Zastawili także mnóstwo pułapek na naiwnych, którzy wierzą, że są inne sposoby zyskania przewagi niż juju. Otóż nie ma ich. Ludzie jednak wierzą w różne kłamstwa. Najsilniej zaś wierzą w porozumienie i lojalność wynikająca z układów zawartych na gębę. No, weźcie się zastanówcie co by było gdyby ci Nigeryjczycy z samochodów zamiast uczciwie wierzyć w juju zaczęli się ze sobą dogadywać na gębę? Toż vendetta ciągnęłaby się przez całe pokolenia i przelano by hektolitry krwi.

Rozmawiałem wczoraj ze znajomym o Januszu Kurtyce. Znajomy mój, który był stałym bywalcem imprez organizowanych przez IPN przestał tam przychodzić, bo obecny kształt IPN nie podoba mu się wcale podobnie jak jego zarząd i polityka. Zwrócono mu jednak uwagę, że ludzi, którzy dziś rządzą IPN pojawili się tam z mianowania Janusza Kurtyki. Od razu powiem, że ja nie mam pojęcia jak było relacjonuję tylko to co mi wczoraj powiedziano. No i tu właśnie dochodzimy do rzeczy najważniejszej. Znajomy mój twierdzi, że Kurtyka, musiał realizować jakieś porozumienia zakulisowe, czyli zachował się zupełnie nie po nigeryjsku. Ktoś może powiedzieć, że nie, że dobrze się zachował, bo być może było tak, że PiS przejął IPN w wyniku jakichś zakulisowych układów i Janusz Kurtyka miał ograniczone możliwości realizowania swojej polityki. To znaczy robił to co uważaliśmy za dobre, ale pewne zobowiązania musiał także realizować. I tu dochodzimy do sedna. Proszę państwa, ale sedno to ujawniło się przed nami niestety dopiero po 10 kwietnia roku 2010. Formuła tego sedna brzmi: juju zawsze działa. Kurtyka, Lech Kaczyński i inni uważali zaś, że nie, że juju jest nieważne, a ważne są porozumienia. Podkreślam – nie wiem jak było – słyszałem takie sugestie. Moja teza jest odwrotna do tego czym kierowali się w życiu Janusz Kurtyka i Lech Kaczyński i brzmi: juju jest najważniejsze na świecie, jeśli nie masz juju giniesz.

Pociecha w tym jest taka, że każdy ma juju ale nie każdy zdaje sobie z tego sprawę. Do właściwego eksploatowania własnego juju potrzebna jest odwaga oraz wiara w siebie. Często okazuje się, i to na oczach licznie zgromadzonych bliźnich, że człowiek, za którego nie dalibyśmy 5 groszy ma takie juju, że klękajcie narody. I to jest właśnie najlepsze w juju. Nigdy do końca nie wiadomo jakie ono jest.

Powyższy zaś przykład uczy nas czegoś ważnego i daje się ująć w zgrabną formułę: jeśli masz władzę nie oznacza to automatycznie, że twojej juju staje się mocniejsze. Może być odwrotnie. Dlatego właśnie musisz uważać i nigdy nie zapominać o swoim juju.

Komunistyczni czarownicy i ich następcy wymyślili jeszcze inne pułapki na ludzi, którzy nie wierzą w juju lub wierzą za słabo. Przekonali ich mianowicie, że jeśli coś się ujawni, jakąś głęboko dotąd skrywaną prawdę to ona automatycznie zmienia świat. To jest jedna z najsprytniejszych pułapek. Od dawna już widzimy, że można sobie różne osoby demaskować w nieskończoność i niczego to nie zmienia. Można przyłapywać czarowników na niekonsekwencjach i kłamstwach i nie ma to znaczenia najmniejszego, a wręcz przeciwnie czyni naszą sytuację jeszcze bardziej kłopotliwą i poprzez te demaskacje przekonujemy się, że to co nas otacza, ma konsystencję ruchomych piasków. Zapadamy się coraz głębiej. Ktoś ostatnio pisał coś o akcji Hiacynt zainicjowanej przez Kiszczaka. Tego samego, którego Michnik nazwał człowiekiem honoru. I co – zapytał inny mój znajomy – gdzie jest teraz Michnik, ten piewca tolerancji? Kiszczak prześladował pedałów, a oni nabrali wody w usta – Wyborcza znaczy – i udają, że wszystko jest w porządku. Wierzy ponadto mój znajomy, że zmasowana akcja informacyjna wymierzona w tę podłość jaką była akcja Hiacynt mogłaby przyczynić się do osłabienia Gazowni. Nic z tego miły Kubo. To nie ma żadnego znaczenia. Możemy sobie demaskować ludzi honoru czy kogo tam chcecie w nieskończoność. Nie zmieni to niczego, a jeszcze pogorszy naszą sytuację, bo wszyscy przecież wiedzą jak jest i z której strony wieje wiatr. Ustawienie się więc w sposób stosowny do kierunku wiania nie jest aż takie trudne. I tylko będą się śmiać z naszej słabości. Zwycięstwo zaś nie polega na tym by mnożyć demaskacje, ale na tym by mieć lepsze juju. Tylko to się liczy.

Lubię to! Skomentuj82 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale