coryllus coryllus
4707
BLOG

Zdjęcie z profesorem Miodkiem i klątwa neopogan

coryllus coryllus Polityka Obserwuj notkę 41

 Targi we Wrocławiu należą do trzech, w mojej ocenie, najlepszych imprez targowych w kraju. Jeśli chodzi o rynek książki rzecz jasna. Lepiej sprzedaje się tylko w Warszawie w Arkadach Kubickiego, bo tam jest długi targ. Mam na myśli targi wiosenne – wydawców katolickich i jesienne - książki historycznej. We Wrocławiu nie ma długiego targu, ale i tak było nieźle. Ci, którzy mieli miejsca na galerii radzili sobie lepiej niż dobrze i ja za rok postaram się również o takie miejsce. Dworcowa galeria, bo targi odbywały się na dworcu głównym, nie była jedynym miejscem przeznaczonym do sprzedaży. Były jeszcze takie dziwne pomieszczenia, ponoć po biurach, w których umieszczono wystawców. To nie był najgorszy pomysł, ale najlepszy też nie. Ludzie trochę się gubili, ale przynajmniej nie kręcili się w kółko jak na stadionie w Warszawie czy w katowickim Spodku.

Pierwszy dzień targów był po prostu rewelacyjny, lepszy niż w Warszawie, potem przyszedł huragan i drugiego dnia nie było prawie nikogo. Coś tam udało się sprzedać, ale wynik porównywalny był z najgorszymi dniami w czasie targów krakowskich. Potem było trochę lepiej, a w niedzielę, ostatniego dnia, na stoisku obok pojawił się profesor Jan Miodek i podpisywał swoje książki. Było trochę ciasno, bo mieliśmy – ja i jego wydawca – najmniejsze stoiska, musieliśmy się więc jakoś ścisnąć. Miałem trochę szczęścia ponieważ wydawca z lewej strony nie pojawił się w ogóle, za co niniejszym chciałem mu serdecznie podziękować. Dostawiliśmy sobie stoliki i siedzieliśmy – Miodek i ja. W pewnym momencie podszedł do mnie jakiś pan i zapatrzył się na książki leżące na stoliku. Zacząłem mu o nich opowiadać, a on rzekł na to mniej więcej coś takiego – chyba się pan domyśla, że bardziej interesuje mnie profesor Miodek? Na co ja – w ogóle się nie domyślam kto może pana bardziej interesować, bo do mnie ustawia się taka sama kolejka jak do profesora Miodka, a momentami nawet większa. Nie odpowiedział i przeszedł do stolika obok, zawracać głowę Miodkowi, był bowiem jego dawnym studentem, pracującym obecnie w biznesie.

Odsunąłem się trochę, żeby dać ludziom chcącym dostać się do Miodka jakąś szansę i wtedy odezwał się do mnie pan ze stoiska, na którym leżały książki z rysunkami Mleczki, a także dzieła Elwiry Watały. Wiecie, te o zboczeńcach i carycach. Pan ów powiedział, że bardzo mu przeszkadza iż moje krzesełko wystaje nieco za granicę stoiska, przeszkadza mu również kawałek mojej marynarki, który także tę granicę przekroczył. Pan ów – tak powiedział – zapłacił za to stoisko i nie życzy sobie, bym ograniczał jego klientom dostęp do książek na ladzie. Postanowiłem mu więc pomóc i póki moje stoisko zajmował Miodek, informowałem każdego podchodzącego człowieka, by nie zasłaniał panu od Elwiry Watały należących do niego książek, bo on zapłacił za miejsce. W pewnym momencie pan nie wytrzymał i zapytał po co to robię. Powiedział wręcz: proszę pana, to nie tak....Przypomniałem mu więc jego własne słowa i zamilkł. Pomagałem mu więc nadal, a potem usiadłem sobie koło Jana Miodka, ale nie miałem odwagi z nim gadać, bo a nuż zajrzałby do którejś z moich książek i znalazł tam jakieś błędy. Na sam koniec pan, który wydaje jego książki pokazał mu „Dom z mchu i paproci” i on zapragnął tę książkę mieć. Podarował mi więc swoją książkę, z dedykacją oczywiście, a ja mu dałem tę o domu. Później sfotografowano nas razem, całych w uśmiechach. Mam nadzieję, że zdjęcie to pojawi się w sieci z jakąś adnotacją w stylu: kolega Grzegorza Brauna fotografuje się z Janem Miodkiem. Byłoby miło.

Z ciekawszych rzeczy, o których dowiedziałem się w czasie ostatnich dni, warto wspomnieć klątwę, którą środowiska neopogańskie rzuciły na Sławomira Zajączkowskiego, autora scenariusza do komiksu zatytułowanego „Romowe”. No więc mamy w sprzedaży wyklęty komiks. Szkoda tylko, że neopoganie rzucają te swoje klątwy gdzieś w ustronnych miejscach, tak że nikt nie ma szansy się o tym dowiedzieć. Zaapelowałem nawet do nich w tym dziwnym telewizorze co go prowadzi Kacper Gizbo, żeby następną klątwę dotyczącą naszych produktów umieścili w sieci, najlepiej z jakimiś ciekawymi grafikami, a może też wzbogaconą o jakąś neopogańską pieśń. Jak się postarają mają szansę zarobić parę złotych w naszej firmie. Uprzedzam, że za popelinę nie płacimy.

Do domu wróciłem po 24.00. Jechało się fatalnie, deszcz i wiatr, do tego dziwne oznakowanie miasta Kalisza, w którym należy się kierować na Bydgoszcz, żeby dojechać do autostrady w Koninie.

Na dziś to tyle. Zabieram się za realizację wysyłki. Wszystkie numery kwartalnika „Tatry” jakie miałem już się sprzedały, muszę dzwonić po nową dostawę. Co za świat. Przypominam, że święta blisko, a poczta ma swoje ograniczenia. Tak więc jeśli ktoś chce otrzymać prezent w terminie powinien sfinalizować zamówienie na dniach. Przesyłki wysłane po 15 grudnia mogą nie dotrzeć na czas.

Zapraszam na stronę www.coryllus.pl, do sklepu FOTO MAG, a także do księgarni „Tarabuk” w Warszawie przy Browarnej 6 i do księgarni „Latarnik” w Częstochowie przy Łódzkiej 8.  

coryllus
O mnie coryllus

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (41)

Inne tematy w dziale Polityka