coryllus coryllus
5381
BLOG

Ziemkiewicz spuszcza wodę

coryllus coryllus Polityka Obserwuj notkę 45

 Wiele wody upłynęło w Wiśle od czasu kiedy Józef Orzeł nazwał mnie politycznym szkodnikiem, który bez racji atakuje tak świetlane postacie obozu patriotycznego jak Rafał Aleksander Ziemkiewicz oraz Maciej Świrski. Przypomniało mi się to dzisiaj akurat i pomyślałem, że skoro ostatnimi czasy na naszym blogu panuje tak głęboka powaga, warto by było to troszkę zmienić. Chciałbym jednym słowem powrócić do szkodnictwa politycznego i jeszcze raz napisać coś o Rafale Ziemkiewiczu. Pretekst jest bo administracja umieściła na pudle jakiś beznadziejny kawałek podpisany przez niewiadomokogo, w którym ów niewiodomokto zastanawia się jaki ten Ziemkiewicz naprawdę jest i w co gra. Zanim przejdziemy do omówień szczegółowych chciałbym Wam przypomnieć pewną piosenkę. Oto dawnymi laty, gdzieś w okolicach stanu wojennego telewizja polska, ku uciesze gawiedzi, czyli nas, emitowała fragmenty różnych festiwali muzycznych. Fragmenty owe to były po prostu piosenki rozmaitych wykonawców. Jakoś tak zapadły mi w pamięć dwa szczególnie ponure utwory, które w owym czasie odbierałem inaczej, cieplej i bardziej otwarcie. W moim telewizorze na zmianę leciał Jacek Różański, który śpiewał najgorszy i najbardziej beznadziejny tekst jaki napisał Edward Stachura, ten o teatrze oraz Edyta Geppert, która wykonywała pieśń smutną, że aż strach, zatytułowaną „Jakie życie taka śmierć”. To było coś w sam raz na grudniowe wieczory roku 1981, 1982 i dalszych lat, coś co poprawiało ludziom nastrój jak jasna cholera. Tekst pieśni o życiu i śmierci ma pewną głębię, bo jest to relacja kobiety, która popełniła samobójstwo z miłości, skacząc z dachu wieżowca, a teraz opowiada swojej koleżance, przemawiając z zaświatów, (jak sądzę ukazując się jej we śnie), jak to tam na tym dachu było i o co chodziło naprawdę. Leci to mniej więcej tak: Różo, Różo świat jest nasz, zostaniemy wciąż młode, świat wiruje wokół nas, spójrz....I w tym miejscu jest coś o trwodze, którą trzeba pokonać, a jeśli się nie uda całkiem pokonać, to coś z nią w każdym razie zrobić. No, ale mimo fantastycznej dykcji pani Edyta Geppert śpiewała tę pieśń zawsze tak, że ludzie słyszeli co innego. Mianowicie to: Różo, Różo, świat jest nasz, zostaniemy wciąż młode, świat wiruje wokół nas, patrz spuściłam już wodę. I za nic nie można było tego zmienić. Ja i wielu ludzi wraz ze mną zapamiętaliśmy ten tekst właśnie tak.

I mamy teraz tego blogera, który zastanawia się kim naprawdę jest Ziemkiewicz. No to moja odpowiedź jest następująca: Rafał Aleksander Ziemkiewicz to taki autor, który stara się napisać zawsze coś poważnego, ale kiedy się za to zabiera za każdym razem wychodzi mu tekst o spuszczaniu wody. I to jest niestety nieuleczalne. To się nie zmieni, a ja poznaję to po uporze z jakim tygodniki prawicowe próbują podnieść sobie sprzedaż tym Ziemkiewiczem. Ostatnio przeczytałem na okładce jednego z nich, że Ziemkiewicz piętnuje rozwiązłość. To jest sympatyczna cecha, całe to piętnowanie rozwiązłości, ale kiedy się jest po rozwodzie i napisało się książkę taką jak „Ciało obce” to według mnie trzeba być nieco ostrożniejszym. No, ale może się czepiam. Nie o to zresztą chodzi.

Ostatnio Rafał Aleksander Ziemkiewicz ogłosił, że zabiera się za pisanie książki o Powstaniu Warszawskim. Będzie to ponoć taka książka, przy której dzieło Zychowicza okaże się jednym wielkim peanem na cześć dowódców Powstania. Ja się już nie mogę doczekać kiedy Ziemkiewicz to dzieło napisze, bo – obiecuję Wam to już dziś – kupię je i przeczytam, a potem zrobimy taką promocję panu Ziemkiewiczowi, że będzie gwizdało. Sprzedaż zaś skakać będzie jak kangur pomiędzy eukaliptusami. Zobaczycie. Byle tylko w dobrym zdrowiu doczekać tych szczęsnych czasów....

Na ostatnim spotkaniu z Grzegorzem Braunem w Błoniu padło z sali kilka pytań dotyczących Powstania Warszawskiego i ja nie mogłem się nie czepić książki Zychowicza, której Braun z niezrozumiałych powodów broni. Książka ta, jak wszystkie kolejne książki na ten temat z wyjątkiem nie napisanych jeszcze powieści eksperymentalnych, służy temu o czym tu dziś właśnie piszę – spuszczaniu wody. Chodzi o to, jak mawiał, mounsieur Kononowicz, żeby nie było niczego. I temu samemu celowi posłuży kolejna książka Ziemkiewicza. Temat został wywołany i teraz wszystkie okoliczne psy będą nań sikać, bo już wolno, już można i narzędzia promocyjne poprawiające sprzedaż zadekretowanych treści zostały wyostrzone jak trzeba. Pamiętam dokładnie lament jaki rozchodził się tu w salonie24 dwa lata temu, lament który dotyczył nienapisania przez nikogo powieści o Powstaniu Warszawskim. - Dlaczego, ach dlaczego – narzekał nasz kolega Rossmann – nie ma jeszcze wielkiej powieści o tych tragicznych wydarzeniach? Inni zaś mu wtórowali. Ja zaś napisałem wtedy coś takiego: dawajcie zaliczkę i za trzy miesiące będziecie mieli powieść o Powstaniu Warszawskim. No i po tym stwierdzeniu zaległa oczywiście cisza. Teraz zaś sny Rossmanna staną się wreszcie prawdą. Oto Ziemkiewicz dostał zaliczkę i szykuje się do ostatecznego spuszczenia wody po Powstaniu Warszawskim, a wydarzeniu owemu towarzyszyć będą fanfary. Sami się wkrótce przekonacie.

Dlaczego ja tutaj wspomniałem o powieściach eksperymentalnych? Mam poważny powód. Chodzi mianowicie o jakość książek i jakość publicystyki historycznej w Polsce. To jest jak wiecie nędza. Jeśli nie spuszczają wody to w najlepszym razie smarują wazeliną. O tym, by wyjść poza ustalone jeszcze w wiedeńskich tajnych kamerach schematy nie może być nawet mowy. Powstają biografie, których nie da się czytać i opracowanie nadające się w sam raz do tego, by przyłożyć je mocno do ściany, a następnie waląc w okładkę denkiem od butelki wypełnionej winem, czekać aż wyskoczy z niej korek. Tak robią wszyscy posiadacze grubych opracowań historycznych, którzy zapomnieli kupić korkociąg przed spotkaniem z ukochaną kobietą. Należy tylko uważać, żeby korek nie wyskoczył nam sam z siebie, bo wino się wyleje na podłogę, fakt ów zaś uruchomi w mózgu siedzącej na kanapie pani, całą serię tragicznych skojarzeń. Musimy być czujni i zauważyć ten moment, kiedy on się tam już, już prawie wysunął, ale jeszcze siedzi. Wtedy przestajemy stukać, chwytamy go mocno zębami i wyszarpujemy z szyjki. Mówię Wam, to zawsze skutkuje, nawet jeśli zbajerowana przez Was niewiasta ma jakieś wątpliwości co do szczerości Waszych intencji, albo po prostu tak zwanych ogólnych możliwości, po takim występie wpadnie w najszczerszy entuzjazm, a serce jej otworzy się na oścież.

No, ale wracajmy do tych powieści eksperymentalnych. W takiej na przykład Szwecji zainteresowanie historią, tak pisarzy jak i czytelników, jest o wiele żywsze i bardziej autentyczne. Może przez to, że ich uniwersytety ulegały jakimś innym, nie niemieckim wpływom, sam nie wiem. W każdym razie co jakiś czas wybucha tam prawdziwa dyskusja na temat szans i możliwości rozwoju Szwecji w rzeczywistości alternatywnej, czyli w takiej, w której utrzymała się unia z Polską. Jeden z najbardziej znanych, nie chcę powiedzieć najwybitniejszych bo wcale tego pewien nie jestem, pisarzy szwedzkich, Lars Gustafsson napisał powieść eksperymentalną pod tytułem „Sigismund”. Rzecz dotyczy Zygmunta III Wazy, tego z kolumny przed zamkiem w Warszawie. Ponoć Gustafsson zastanawia się w tej książce co by było, gdyby Zygmunt jednak pokonał Karola Sudermańskiego. Ja tej powieści nie znam, ale poprosiłem dwie osoby dobrze mówiące po szwedzku, żeby ją dla mnie przeczytały i streściły. Kłopot w tym, że jedyna dostępna w sieci recenzja tej książki miażdży ją i niszczy. Myślę, że celowo. Jej autor pisze, że „Sigismund” to ciąg osobistych, dość kuriozalnych przemyśleń autora, które zamieniają się momentami w dziwaczne projekcje. Jest tam ponoć rozdział opowiadający o tym, że do Ziemi zbliża się międzygalaktyczna eskadra kosmitów, którą steruje ze swojego sarkofagu na Wawelu Zygmunt III Waza. Dajecie wiarę? Można napisać taką książkę w Szwecji! I do tego nadal być uznanym i ważnym pisarzem. Naprawdę już nie mogę się doczekać kiedy Ziemkiewicz napisze tę swoją książkę o Powstaniu, a on jej przecież jeszcze nie zaczął....To dopiero będzie chlupot, jakby tysiąc spłuczek naraz...

 

Niebawem na stronie www.coryllus.pl podejmiemy pewien dość istotny eksperyment. Znajdzie się tam obraz pewnej malarki. Obraz ten będzie można kupić. Nie jest to dzieło tanie, ale ponieważ ja bardzo chcę by do naszego sklepu i naszej, co tu gadać, bandy, dołączały inne grupy, podejmuję takie właśnie eksperymenty. Nawet jeśli nic z nich nie wyjdzie, będziemy bogatsi o ważne doświadczenia. Obraz jest utrzymany w tonacji jak najbardziej patriotycznej, przedstawia bowiem Wisłę w porze przedwiosennej, na początku kwietnia. Według mnie jest fantastyczny, podobnie jak inne pejzaże autorki, Agnieszki Słodkowskiej. Miałem co prawda nadzieję, że zdecyduje się ona wstawić do naszego sklepu, któryś z obrazów przedstawiających Japonię, ale na początek chyba lepiej, że jest to Polska. Mamy grudzień, a u nas Wisła w kwietniu. Już niebawem. Zapraszam.

Przypominam także, że mamy jutro spotkanie z Toyahem w Katowicach. Związkowa 20, u franciszkanów, godzina 17.00. Książki zaś dostępne są w sklepie FOTO MAG przy metrze Stokłosy, w księgarni Tarabuk przy Browarnej 6 – obydwie w Warszawie, oraz w księgarni „Latarnik” przy Łódzkiej 8 w Częstochowie.  

coryllus
O mnie coryllus

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (45)

Inne tematy w dziale Polityka