Nie wiem jak to się dzieje, że Toyah uważa Krzysztofa Wołodźkę za dobrego autora, ale fakt ów musimy przyjąć do wiadomości. Tak właśnie jest. On twierdzi, że Wołodźko ładnie pisze. Ja sobie to przypomniałem dziś rano kiedy zobaczyłem tekst Krzysztofa Wołodźki na samej górze pudła i zrobiłem coś czego nie robię już prawie nigdy – przeczytałem go. Jak się domyślacie moje najczarniejsze obawy i najgorsze przypuszczenia znalazły natychmiastowe potwierdzenie. Wołodźko nie dość, że pisze słabo i pretensjonalnie to jeszcze sili się na jakieś środowiskowe polemiki, które później, niepostrzeżenie dla Wołodźki, ale dość wyraźnie dla czytelnika, zamieniają się w reklamę kolejnej książki o szlachetnym Żydzie z lewicowym rodowodem.
Ja nie mogę powiedzieć, że mam tego dosyć, bo sam sobie jestem winien, mogłem nie czytać. No, ale coś mnie podkusiło, bo przypomniał mi się ten Toyah i Wołodźko nadał swojej pracy taki tytuł, że pomyślałem sobie – a niech tam...zobaczę co tam czerwoni myślą o „naszych”.
Jak wiecie uważam socjalizm za piramidalne oszustwo zbudowane na budżetach londyńskich banków, którego celem było najpierw zniszczenie francuskiego rolnictwa i francuskiej tradycji rycerskiej, a potem kiedy Francja osłabła na tyle, że stała się tylko żałosnym popychadłem, socjalizm został przerobiony na młotek, którym rozbijano przemysł niemiecki. W końcowej fazie swego istnienia stał się socjalizm miotaczem napalmu, za pomocą którego spalono Rosję, co umożliwiło oczywiście odzyskanie przez Polskę niepodległości na 20 lat, ale skutkowało także spekulacjami rynkowymi na niewyobrażalną skalę, przy okazji zaś zagładą milionów ludzi. My jednak nie będziemy się tu dziś zajmować ludobójstwem, bo to zbyt łatwe, a nawet rzec można pretensjonalne w dzisiejszych czasach. Skupimy się na sposobie w jaki Krzysztof Wołodźko, rozumie socjalizm.
Zaczyna Wołodźko od tego, że jego koledzy socjaliści rezygnują z polskości na rzecz nie wiadomo czego, bo polskość kojarzy im się z szowinizmem. Otóż miły panie Wołodźko, oni rezygnują z tej polskości z całkiem innego powodu i Pan go w swoim tekście odkrył, ale zaraz, z niezrozumiałych przyczyn zakrył. No to ja teraz podnoszę tę kołdrę jeszcze raz i pokazuję co tam jest pod spodem. Proszę oto cytat:
Dziś widać wyraźnie, że projekt tożsamościowej „ucieczki do przodu” po prostu się nie udał, że dał lewicy miejsce gdzieś na marginesie społecznego odbioru, a funkcję respiratora podtrzymującego lewicowe inicjatywy przy życiu pełnią często grantodawcy i zagraniczne fundacje akredytowane przy socjaldemokratycznych partiach.
Otóż, nie jest wcale tak jak sugeruje nam Krzysztof Wołodźko, że socjalizm żyje dziś dzięki grantom i to jest jakaś sytuacja wyjątkowa. Socjalizm Kochani zawsze żył dzięki grantom, bo taka jest jego natura, a kiedy grantów brakowało towarzysze socjaliści brali nagany w garść i szli rabować pociągi i banki bo tak im się podobało i czynności te uważali za słuszne, głosili bowiem wszem i wobec, że społeczeństwa winny być bardziej egalitarne. Nic się nie zmieniło, a niechęć do polskości wynika wprost z faktu, że teraz granty przyznawane są także narodowcom, którzy w mojej ocenie od socjalistów nie różnią się prawie niczym. Tym jedynie, że chcą inne flagi zrywać z masztów. To jest emanacja tych samych budżetów.
Pisze nam jeszcze Krzysztof Wołodźko, że pokoleniu, do którego i ja należę, czyli temu po czterdziestce (ludzie, jak ten czas leci) obrzydzono polskość na studiach. Ja nie wiem gdzie i jakie studia kończył Wołodźko, ale interesuje mnie natura owego obrzydzania. Przez co im tę polskość obrzydzono? Bo jeśli Wołodźko chce powiedzieć, że przez jej nachalną obecność wszędzie to ja niniejszym protestuję, bo wszystko można było powiedzieć o studiowaniu w latach dziewięćdziesiątych tylko nie to, że miało ono coś wspólnego z kultami patriotyczno-narodowymi. A nawet gdyby miało to co? Nikt nikomu nie kazał w niczym uczestniczyć. Jeśli zaś ktoś się czegoś lub kogoś brzydził to raczej ze względów towarzysko środowiskowych niż ideowych. No, ale niech tam będzie, dwadzieścia lat temu lewicowi publicyści, których Wołodźko z nazwiska nie wymienia mieli absmacka z powodu polskości i to im zostało do dziś. Przekonać się nie mogą do niej, za cholerę. No bo jak? Albo ten Katyń, albo Matka Boska z Ostrej Bramy, albo coś o ziemiaństwie napisze ten głupi coryllus, albo Smoleńsk. I jak tu konsumować w takich warunkach etos lewicowy? Jak tu budować egalitarne społeczeństwo? Jak poprawiać życie najuboższych? Nijak mili moi. Po prostu nijak się tego zrobić nie da.
Męczy się Wołodźko z tym swoim tekstem i brnie do pointy czyli do reklamy tej książki o lewicowym Żydzie niczym łoś przez moczary. Lamentuje, że lewica oderwana od polskości nie ma nic do zaproponowania staruszkom wyrzucanym z domów przez kamieniczników, że nie może pomóc młodym ojcom rodzin co kredytów nabrali, ojojoj, jakie to straszne....
A gdyby związana była z polskością, czyli gdyby dostała te granty co je narodowcy na zrywanie flag unijnych wzięli to byłoby dobrze, prawda? Wtedy Wołodźko z kolegami daliby odpór wstrętnym kamienicznikom i nawrzucaliby im od syjonistów, wtedy pomogliby ojcom rodziny w załatwieniu kredytu kumulacji, spłacanego 10 lat dłużej i byłoby dobrze, wręcz fantastycznie. Wreszcie widać byłoby, że są potrzebni i ważni i można ich nawet w sądach zaprzysięgać, bez obaw , że nakłamią. I z grantami od razu byłoby lepiej.
Na czym polega prawdziwy problem lewicy? Otóż na tym, że za pomocą haseł lewicowych nie da się już z ludzi, nawet z udziałem nagana i granatu, wycisnąć ani grosza. Akcje natury lewicowej nie wywołują już tak pożądanych zmian w strukturze własności. Czasy są inne i ludzie, jeśli coś mają to skryte głęboko i tak mało tego jest, że rabunek tych aktywów wprost byłby niewiarygodny i komiczny. Teraz wchodzimy w fazę komasacji budżetów indywidualnych, które zostaną wkrótce za pomocą różnych szczytnych haseł o uczciwych emeryturach i programach pomocowych, zamienione w budżety wspólnotowe, a następnie wyssane i puszczone w obieg bankowy bez wiedzy i udziału ludzi, którym się zdaje, że są posiadaczami wspomnianych budżetów. Lewica się zgrała i do niczego się dziś nie nadaje. Teraz będą inne przedstawienia i inne girlsy zatańczą na scenie. Wołodźko musi się przemalować i on to czuje podskórnie, stąd właśnie bierze się ta jego psia tęsknota za polskością, to wycie do księżyca zrobionego z sera i mlaskanie na widok pustej miski.
Kłopot w tym, że w każdej grupie jest sporo cwanych gap, które chcę być liderami i intuicyjnie wyczuwają skąd wiatr wieje. I nawet jeśli popełniają jakieś towarzyskie lub proceduralne błędy to zostaną im one wybaczone jeśli tylko odznaczać się będą odpowiednią dozą bezczelności i chamstwa.
Warto jeszcze wspomnieć o tym z czym Wołodźko tę polskość biedną kojarzy. Oczywiście nie z tym z czym ja ją kojarzę. Dla niego polskość to pociąg tanich linii kolejowych o nazwie „Żeromski” i inne podobne rzeczy. Inaczej mówiąc polskość dla Wołodźki to grafomani, bandyci i intelektualni oszuści, w najlepszym razie wariaci bez złudzeń w typie Seweryna Baryki. I tylko to w tej projekcji jest prawdą, że tak właśnie wygląda lewica, obojętnie w jakich okolicznościach się ją fotografuje.
Na koniec zaś, o czym już wspomniałem dwa razy, ujawnia się prawdziwy powód napisania tego lamentu przez Krzysztofa Wołodźkę, pracownika pisma o nazwie „Obywatel”, które wydawane jest za pieniądze kradzione z naszych podatków. Jest nim reklama. Ja ją tu po prostu skopiuję, bo może ktoś rzeczywiście będzie miał ochotę kupić sobie tę książkę i ją sobie kupi. Oto ona (reklama nie książka).
PS Wszystkim zainteresowanym tematem polecam także niedawno odkrytą książkę Marty Aleksandry Balińskiej, „Ludwik Rajchman. Życie w służbie ludzkości”. Myślę, że ta opowieść o PPS-owcu wyrosłym w zasymilowanym, żydowskim domu społeczno-radykalnych polskich patriotów może zdecydowanie przemówić do wyobraźni osób, które szukają innego niż neoendecki modelu polskości.
Ponieważ zaraz pojawią się tu głosy w rodzaju: no, ale co robić panie kochany, co robić? Odpowiadam na nie zawczasu: robić swoje. Gromadzić budżety i wykorzystywać je celowo. Ja wiem, że z tym jest kłopot, bo budżety w Polsce to czysta komedia, a to ze względu na agresywną propagandę banków. Jeśli coś tam nazbiera ktoś starszy natychmiast oddaje to w ręce złodziei z Amber Gold, bo wie, że oni na pewno go nie oszukają, są przecież fachowcami. Wierzy on także, że pomiędzy nim, posiadaczem śmiesznego budżetu, a tymi z Amber Gold istnieje coś w rodzaju komunii dusz, jak to zwykle pomiędzy posiadaczami.
Jeśli budżet zaś zgromadzi ktoś młodszy, natychmiast wsiada w taksówkę i każe się wieźć do najbardziej luksusowego burdelu w mieście. I tak się to proszę Państwa kręci.
Budżety zaś są ważne. Nie muszą być duże, wystarczy, że ich wektor zwrócony jest we właściwą stronę i już. Od razu widać jak działają i ile owoców przynoszą. Dlatego właśnie grantodawcy jak ich nazywa Wołodźko z taką uwagą przyglądają się każdej naszej aktywności, dlatego kiedy zaczyna ona przybierać na sile, natychmiast pojawiają się propozycje preferencyjnych kredytów, albo wręcz darmowych pieniędzy na działalność już to lewicową, już to endecką, byle jaką, nie ma to znaczenia. Chodzi o to, by nie miała ona celu innego niż zbawienie ludzkości, koniecznie do przyszłego tygodnia i od razu w całości, bez żadnych wyjątków.
Przerwa świąteczna w naszym sklepie
Szanowni Państwo, wszystkie zamówione do dziś książki zostaną do Państwa wysłane. Większość z nich już wysłaliśmy, pozostała nam stosunkowo niewielka ilość zamówień. Ponieważ poczta jest obłożona robotą po przysłowiową kokardę i tak nie ma szans, by książki zamówione jutro zostały do Państwa dostarczone przed wigilią. Zdecydowaliśmy się więc na zamknięcie sklepu na stronie www.coryllus.pl do końca roku. Bardzo prosimy o nie zamawianie książek do końca roku. Zamykamy sklep ponieważ chcemy zwyczajnie odpocząć i przygotować się do świąt. Jeśli ktoś spóźnił się z zamówieniem, trudno, musi poczekać do 2 stycznia. W nadchodzącym roku na stronie www.coryllus.pl pojawią się nowe tytuły, w tym zapowiadany „Krótki kurs analizy matematycznej dla politechnik i nauk stosowanych”. Uprzedzam, jeśli ktoś zamówi coś w naszym sklepie po opublikowaniu tego komunikatu, jego zamówienie nie zostanie zrealizowane przed 2 stycznia.
Książki nasze są oczywiście dostępne w sklepach: Foto Mag, przy stacji metra Stokłosy, w księgarni Tarabuk przy Browarnej 6 w Warszawie i księgarni "Latarnik" przy Łódzkiej 8 w Częstochowie.
Gabriel Maciejewski



Komentarze
Pokaż komentarze (36)