Ja się co jakiś czas, głównie przy okazji dyskusji o Pileckim spotykam z opinią, że ta ofiara, podobnie jak inne ofiary nie była daremna i nie ma się co zastanawiać nad kwestią czy było warto czy nie. Cóż bowiem znaczy życie jednego, nawet wartościowego człowieka, wobec sprawy. Opinie takie wygłaszają najczęściej stare zniedołężniałe dziady, których nikt już na śmierć nie pośle. Stąd bierze się właśnie ich spokój przy deklamowaniu tych kawałków i ich gotowość do dysponowania życiem i zdrowiem innych. Im młodszych tym lepiej.
Przyglądałem się wczoraj dyskusji pod wpisem Grzegorza Wszołka, pod tym wpisem dotyczącym jakości pracy Jerzego Targalskiego. Pojawił się tam Onyx, nasz kolega i przypomniał, że pan Jerzy, prócz zawodowstwa reprezentuje też rzadki typ bezczelności, który każe mu bez wstydu wchodzić na blogi obcych ludzi i coś tam dopisywać. Ja od siebie dorzucić mogę, mając za sobą jedno ale dojmujące doświadczenie obcowania z panem Jerzym, że ma on zwyczaj urządzać życie innym i wydawać im polecenia w momentach, kiedy ani sytuacja, ani jego kompetencje w żaden sposób na to nie pozwalają. No, ale wracajmy do wczorajszego tekstu. Rozeszło się o to, czy Jerzy Targalski jest amatorem czy też zawodowcem. Ja uważam, że zawodowcem, ale nie tego rodzaju, o którym pisał wczoraj Wszołek. Padały wczoraj najróżniejsze argumenty mające potwierdzić zawodowstwo Targalskiego, ale głównie chodziło o to, że włada on językami bałtyckimi oraz sumeryjskim. Ja doskonale wiem, że ludziom ze wsi takie rzeczy szalenie imponują, wiem bo sam jestem ze wsi i mi to także imponuje. I wczoraj mieliśmy pod tekstem Wszołka taki właśnie festiwal wiejskich zachwytów nad Targalskim. Przy tej okazji przypomniał mi się fragment najgorszej chyba powieści Michaiła Bułhakowa, tej o mistrzu i Małgorzacie. Jest tam scena, kiedy to zamknięty w domu wariatów mistrz opowiada słabemu poecie o swoim zawodowstwie, o tym ile zna języków między innymi oraz jakie książki w życiu przeczytał. I młody poeta, który do tej pory pisał nędzne, komunistyczne wiersze wie, że już nigdy nie powróci na tę drogę, że będzie pilnie studiował i zostanie kiedyś tam w przyszłości kandydatem nauk uniwersytetu moskiewskiego, a w końcu profesorem. Tak to tam jest opisane, sami sprawdźcie. I ja, wspominając tego nieszczęsnego Bułhakowa, pomyślałem, że ten cały poeta to Targalski właśnie. On też przeszedł w pewnym momencie na zawodowstwo i został kandydatem nauk, a wcześniej robił jakieś słabe i wstydliwe rzeczy. Ponieważ w czasie tej dyskusji wspomniano wczoraj o języku sumeryjskim, a Jerzy Targalski jest badaczem kultur Międzyrzecza, tak jest przynajmniej gdzieniegdzie opisywany, chciałem niniejszym zapytać go jak zawodowca, w ilu wyprawach archeologicznych do Iraku uczestniczył? Bo o to chyba chodzi w zawodowstwie badacza kultur Mezopotamii? Mylę się czy nie? O to, by choć raz zobaczyć obszar, który się bada i odnieść się do realiów tam zastanych, a także do materiału archeologicznego. Proszę mnie poprawić jeśli się mylę.
Najbardziej jednak uderzył mnie wczoraj jeden z komentarzy pana Jerzego. Otóż on tam został nazwany specjalistą od rozgryzania strategii mocarstw. No i zaraz pojawił się we własnej osobie i napisał coś takiego:
2010 inna sytuacja była - wtedy był reset więc Obama akceptował z radością ekipę kondominium i likwidację L. Kaczyńskiego przyjął do wiadomości. Teraz sytuacja sią zmieniła. żeby byli zainteresowani, sytuacja musi się zaostrzyć. Zawsze trzeba coś mieś na przeciwnika w zanadrzu.
Zwróćmy uwagę na jak głęboki poziom analizy opuszcza się nasz zawodowiec. W 2010 sytuacja była inna i Obama akceptował z radością....teraz zaś się zmieniła i musi się zaostrzyć.
Ponieważ my tu dyskutujemy zwykle o takich sprawach na poziomie najważniejszym, czyli na poziomie doktryny gwarantującej państwu istnienie i trwałość, musimy się jakość odnieść do tego co tu Targalski napisał. W 2010 Obama był be, a dziś jest cacy, ale trzeba go czymś zainteresować, bo się zniechęci. To jest sposób w jaki podpora ideologiczna prawicy, mówiąca po sumeryjsku, formułuje sens istnienia narodu i państwa polskiego w roku 2014. Ja nie jestem tym wcale zaskoczony, ani nawet zniechęcony, mnie ta formuła w pewien sposób nawet ekscytuje. Najmniej interesujący jest jej ostatni człon, czyli zanadrze, w którym coś trzeba mieć. To jest najmniej ciekawe, albowiem nie przypuszczam, by Targalski posiadał jakieś zanadrze, a jeśli nawet to tkwi w nim co najwyżej pistolet na kapiszony, albo długopis służący do pisania skarg, zażaleń i donosów. To co napisał wcześniej jest jednak bardzo ciekawe. Targalski postrzega siebie w rzeczywistości, jako człowieka, który ma wpływ na to jak Polacy myślą o polityce, a nawet więcej, jemu się wydaje, że może mieć wpływ na decyzje USA, pod warunkiem, że zaostrzy sytuację w Polsce. Ja nie wiem jakimi metodami chce pan Jerzy tę sytuację zaostrzać, ale moim zdaniem potrzebne jest do tego jakieś minimum informacji, jakieś, przepraszam za wyrażenie, rozpoznanie. Jeśli Targalskiemu wydaje się, że zaostrzy sytuację w Polsce za pomocą Smoleńska i coraz słabiej absorbowanych opowieści o zamachu, to spieszę z informacją, że inni już robią to lepiej. Wszystkie portale jak kraj długi i szeroki nakręcają tę koniunkturę, a GP i niezależna już od dawna nie mają monopolu na Smoleńsk. Tak więc koniunktura jest nakręcona, sytuacja może się zaostrzyć, ale to nie Targalski będzie sprawcą nadchodzących wypadków. Będą nimi ci ludzie, którym tak ładnie opisał w swojej nowej książce. Oni bowiem także rozumują w ten sam sposób, oni również nie mają za grosz szacunku dla ludzi, którym przekazują codziennie informacje i tak samo próbują nimi manipulować. Tyle, że ich satysfakcje mają korzenie gdzie indziej, nie w znajomości języków bałtyckich i sumeryjskiego. I nie chodzi mi o powiązania rodzinne, do których Targalski przywiązuje tak wielką wagę. Myślę, że nie od biedy było zbadać ilu obecnych pracowników mediów mainstreamowych oraz ilu polityków SLD i innych partii, przebywało na stypendiach w USA w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Może dane te pomogłyby Targalskiemu w jego analizach sytuacji w Europie Środkowej i przywróciły go do przytomności.
Wracajmy jednak do doktryny. Nie można ustawiać debaty politycznej dotyczącej największego kraju w Europie środkowej na poziomie, który ukochał Targalski. Jemu się bowiem wydaje, że jest dyrektorem teatru marionetek, który trzyma w ręku wszystkie sznurki. To jest fikcja, żeby nie powiedzieć gorzej, ale fikcja znamienna. Ma ona, podobnie jak wczorajszy komentarz Targalskiego, charakter demaskacji. Widać wyraźnie, że oni tam wszyscy czekają na jakieś nowe nominacje, a żeby je dostać gotowi są na wszystko, przede wszystkim zaś na zaostrzenie sytuacji. Bo jeśli do tego nie dojdzie, Obama może nie być zainteresowany. Tak to interpretuję i chętnie zapoznam się z kontrinterpretacjami.
Mówiąc wprost – jedynym wyjściem dla Polski jest realizowanie strategii USA i to w taki sposób, by polscy politycy wręcz odgadywali myśli suwerena zanim one zostaną wypowiedziane. A jeśli będziemy się dobrze spisywać, to w nagrodę Obama pomoże nam zapuszkować Tuska, który przygotował zamach w Smoleńsku. Tak to widzi Targalski i to jest proszę Państwa czysty obłęd. I ja teraz, przed nowym rokiem 2014, powiem coś, co nie przysporzy mi ani zwolenników, ani chwały, ani niczego. Wiem jednak, że trzeba to powiedzieć. Zapomnijcie o Smoleńsku. Zapomnijcie o tym, bo niczego nie dowiecie się naprawdę i nikt wam nic nie powie. Sznurki zaś które prowadzą od waszych ramion i nóg gdzieś w górę nie są doczepione do krzyżaka, którzy dzierży w dłoni Jerzy Targalski.. Tam, nad Wami stoi zupełnie kto inny. Jerzy Targalski zaś i jego kumple są tu zaangażowani po to, byście byli na każdy gwizdek gotowi do tego co najważniejsze – do zaostrzenia sytuacji. Smoleńsk zaś jest już nieważny, katastrofa została rozsmarowana po ścianach jak dżem truskawkowy w pokoju dziecinnym i tylko niektórym wydaje się, że to nie dżem tylko krew. Jest już po wszystkim, a im więcej książek, analiz i debat poświęcać będziemy Smoleńskowi, tym bardziej będzie po wszystkim i tym mniej podmiotowo będziemy traktowani. Nie tylko przez poważnych graczy, ale także przez takiego Targalskiego, specjalistę od kultur Mezopotamii.



Komentarze
Pokaż komentarze (94)