coryllus coryllus
4018
BLOG

O zdeprawowanych kobietach

coryllus coryllus Polityka Obserwuj notkę 27

 Deprawowanie kobiet jest to zwykle zajęcie, do którego szatan posyła najgorsze szmaty i świrów. Nie może być inaczej, bo normalny człowiek, albo tylko prawie normalny, a ja kilkunastu takich znałem, nawet kiedy już jakąś pobije do krwi, to się potem zawsze zlituje i po flaszkę na CPN skoczy. Oni, ci prawie normalni, do prawdziwej deprawacji kobiet się nie nadają. Są za słabi. Najlepsze jednak w deprawowaniu kobiet są inne kobiety. Niekoniecznie szczere wariatki, wystarczy trochę ambicji, jakiś buddyzm z kalendarza i, jak to u ludzi cywilizowanych bywa, wódka w niedzielę po obiedzie wypita w towarzystwie „fajnych dziewczyn”. Potem leci samo.

Moja teściowa, która ma wielki, epicki talent nierealizowany niestety nigdzie poza rodzinnym stołem, a i to w tych jedynie momentach kiedy coś na tym stole postawię, opowiadała mi wczoraj o różnych zdeprawowanych kobietach. Śmialiśmy się jak nutrie, co normalnie nam się nie zdarza, bo mamy do siebie sporo dystansu, który spowodowany jest różnicą w poglądach na wszystko. W opowiadaniu o zdeprawowanych kobietach moja teściowa nie ma jednak sobie równych i trzeba jej to oddać. To co mówiła wczoraj było po prostu mistrzowskie.

Opowiadała mi, na przykład o jednej takiej, co miała wszystkie zęby w szczękach złote i, jak się to kiedyś mawiało, zagięła parol na niejakiego Węgrzyniaka (nazwisko zmienione z ostrożności procesowej) Pan ten miał żonę pijaczkę, którą ukochał szczerze i krył jej alkoholizm przed ludźmi wychowując samotnie kilkoro dzieci. Nie miał jednak szczęścia, bo zakochała się w nim zdeprawowana z garniturem złotych zębów w obydwu szczękach. Kiedy Węgrzyniak położył już spać swoją żonę pijaczkę i siadał do stołu wraz z dziećmi, by im pomóc odrabiać lekcje bohaterka nasza wychodziła na balkon i wrzeszczała tak, że słyszało ją całe osiedle. - Węgrzyniak – ryczała – Węgrzyniak, choć pokażę ci jaka jestem ognista! Węgrzyniak siedział w tym czasie w domu i zatykał uszy, a jego dzieci też musiały udawać, że nic nie słyszą. Tamta zaś twardo stała na balkonie, a zęby jej złote błyszczały w promieniach zachodzącego słońca. Tak to właśnie jest ze zdeprawowanymi kobietami, forsują one wszystkie swoje obsesje jawnie i nie dają pardonu nikomu. Nie ma dla nich żadnych świętości. Nie ma też żadnej siły, która by je z tej drogi zawróciła. To jest niemożliwe z istoty, któż by się bowiem chciał poświęcać dla jednej z drugą i cokolwiek ryzykować, a świry i rozmaici szamani obłędu służą do deprawacji właśnie, a nie do terapii zdeprawowanych. Tak więc zdeprawowana kobieta jest jak żywioł. Nie do powstrzymania. Ponoć modlitwa pomaga, ale ja musiałbym to najpierw zobaczyć, żeby fakt ów stwierdzić z całą pewnością.

Są różne rodzaje deprawacji i nie wszystkie dotyczą spraw płci i realizacji seksualnych obsesji, czy też ekshibicjonizmu, choć takie są najczęstsze i, jak to stwierdziliśmy, niemożliwe do zwalczenia. W innych przypadkach człowiek stanowczy może liczyć na umiarkowane sukcesy, ale też nie zawsze, trzeba być naprawdę twardym i bezwzględnym. Opowiadała mi wczoraj teściowa o pewnej pani, która wysłała męża po jajka do sklepu. Kiedy wrócił, a nie zdarzyło się to po raz pierwszy, ani drugi, ale po raz dwudziesty któryś, kazał mu odnieść te jajka z powrotem, bo oceniła swoim niezawodnym okiem, że wielkość jaj nie pozostaje w ścisłym związku z ich ceną. Ponieważ tańszych jajek nie było i dla każdego człowieka było to oczywiste, szanowny małżonek dostał tego, co wszyscy dobrze przecież znamy i czasami nazywamy między sobą „szałem kontrolowanym”. Fachowym okiem ocenił stan kuchni i wartość poszczególnych nakryć, a potem otworzywszy uprzednio okno powyrzucał z nieludzkim rykiem na zewnątrz te, które się już prawie do niczego nie nadawały. Nie przepuścił nawet budzikowi stojącemu przy palnikach gazowych i budzik ten, a raczej sama obudowa, ozdabiała potem gałęzie stojącego za oknem drzewa, przed długi, długi czas. Ponoć przez całe trzy lata. Poprzez ten prosty i jakże potrzebny w niektórych momentach zabieg, bohater nasz wywołał w oczach żony swej to, co czasem nazywamy świeczkami i powstrzymał eskalację deprawacji związanej z obsesją na punkcie cen produktów spożywczych. Jakże często spotykaną.

Dla mnie osobiście najgroźniejsze i najbardziej deprymujące nie są deprawacje seksualne czy finansowe, dla mnie najgorsze są deprawacje związane z władzą. Szczególnie zaś jeden ich rodzaj. Istnieje pewien rodzaj kobiet, które mają obsesję na tle władzy, wiąże się to zwykle, co niektórych ludzi myli i usposabia ciepło do tych wariatek, z niechęcią do ekshibicjonizmu i pewną, ładnie manifestowaną dyskrecją. To jest pułapka prawie śmiertelna. O tym jednak jeden z drugim przekonuje się dopiero na końcu, kiedy jest już związany w kokon, podwieszony pod sufitem i coś tam bełkoce, że poszedłby na spacer, albo do kina. Jeśli człowiek ma trochę oleju w głowie uwolni się od tego, albo też zostanie uwolniony, kiedy nie spełni pokładanych w nim oczekiwań. Odetną go od tej linki, walnie łbem o podłogę, potem wysupłają go z kokonu i bez pieniędzy wystawią za drzwi. Stanie się to dokładnie wtedy kiedy okaże się, że jakimś cudem udało mu się uwolnić jedną rękę, czyli w momencie kiedy zdradził się z tym, że myśli i kombinuje samodzielnie, a proces ów nie daje się kontrolować, a przynajmniej nie w całości.

Tych, którzy pozostaną pod sufitem kobieta zdeprawowana na tle władzy zacznie w końcu wykorzystywać do realizacji swoich ambicji. Ja się z tym zestawem Ona + onzderzyłem kilkakrotnie za każdym razem będąc już w trakcie dynamicznego rozbiegu i zawsze przegrywałem. Pułapka bowiem polega na tym, że nie potrafimy uwierzyć w istnienie takiego zestawu. Kiedy wpadamy na niego widzimy, że to dureń i wydaje się nam, że łatwo sobie z nim poradzimy. Kiedy zza zakrętu wyłania się ona nasza pewność rośnie, albowiem do głowy nam nie przyjdzie, że ta sympatyczna pani może serio i traktować takiego bałwana. Kiedy najpierw wpadamy na nią jest jeszcze gorzej, bo natychmiast nawiązuje się pomiędzy nami tak zwana nić porozumienia, która nie służy niestety do niczego więcej poza oplątaniem nam nóg i wywaleniem na łeb, a potem zrzuceniem ze schodów. Nie ma bowiem siły na kobietę, która pcha przed sobą swojego męża bałwana, a w głowie ma jedynie cel, który wyznaczyła sobie dawno temu. Celem tym może być prezesura, fotel ministra, profesura albo cokolwiek. Coś, co stymuluje jej aspiracje, których ona sama nie realizuje, bo przeważnie jest zbyt leniwa. Posiadanie i utrzymanie zaś władzy nam mężem idiotą nie wymaga żadnych poza standardowymi zabiegów, może tylko czasem trochę bardziej uporczywych. Dla mnie, powtórzę to raz jeszcze, ten rodzaj zdeprawowanych kobiet jest najgorszy. Gorszy niż wariatki, co na widok babki piaskowej w piekarni zadzierają kieckę do góry i wołają na całą ulicę – patrzcie! To jest dopiero babka!

On jest nawet gorszy niż Kazimiera Szczuka i Magdalena Środa, bo w porównaniu z opisywanymi tu paniami, te dwie są łatwo przewidywalne i smutne w tym, że aż strach. Szczuka, dla przykładu, powiedziała wczoraj, że Kościół w średniowieczu prześladował Żydów, a dziś prześladuje gender, bo ten cały gender zastąpił Kościołowi Żydów. Jak na doktorantkę Marii Janion, osobę z aspiracjami, jest to objaw wyjątkowego wprost zidiocenia, myślenia ahistorycznego i roszczeniowego. Nikt tego jednak Szczuce nie zarzuci, a to ze względu na to, że ona sama posłużyła kiedyś jako przynęta do deprawacji różnych frustratów i osad po tym pozostał w duszach i sercach. Szczuka może chrzanić bez opamiętania i nic się nie zacznie dziać, bo miała przecież swoje pięć minut w telewizji, no i chodziła na te tajemnicze seminaria, gdzie działo się „niewiadomoco”. Tam się nic nie działo, ja wiem o tym na pewno. Było tam nudno i biednie, a ludzie, którzy nie mogli realizować się gdzie indziej, bo się do tego nie nadawali, budowali wokół siebie fikcję, w której sami przed sobą jawili się jako niezniszczalni tytani intelektu.

No i wychodzi ta Kazimiera i mówi o tych Żydach i Kościele. I ja to rozumiem, ponieważ uniwersytet karmi się narracjami ahistorycznymi, gdyby tego nie robił 3/4 pracowników tej instytucji musiałoby zmienić pracę i zająć się wykładaniem chemii w Biedronce. Trzeba więc trzymać fason, a najlepiej się go trzyma opowiadając o tym jak zły jest Kościół. Gdyby ktoś Szczuce powiedział, że Żydzi mogli się czuć bezpiecznie tylko na terenie podległym jurysdykcji papieża z pewnością by nie uwierzyła i nazwała swojego rozmówcę antysemitą, szowinistyczną świnią, albo nawet by go opluła. Nie ma bowiem gorszego przestępstwa w oczach zdeprawowanej kobiety niż kwestionowanie i wyszydzanie jej obsesji. One tego nie wybaczają nigdy i dobrze jest mieć przy sobie, w czasie kiedy się za taką operację zabieramy, jakąś solidną pałę, albo przynajmniej parasol. Żeby się było czym opędzać.

W czasach kiedy Kazimiera Szczuka nie była jeszcze tak obrzmiała na twarzy, w czasach kiedy prowadziła program w telewizji miałem okazję ją poznać i nawet porozmawialiśmy dłużej niż chwilę. Robiła bardzo miłe wrażenie, powiedziała mi nawet w tajemnicy, że ci wszyscy pisarze, co się ich lansuje, ci pederaści, ten jakiś Witkowski i inni, są niestety słabi i beznadziejni, ale innych nie ma, więc trzeba jeść to co jest. W tamtych czasach była pani Kazimiera produktem działu promocji stacji TVN, a ten kto ją wyprodukował znał się na rzeczy wcale nieźle. Ja się kilkakrotnie przysłuchiwałem rozmowomą różnych aspirujących mężczyzn, którzy na tle Szczuki mieli obsesję lub wydawało im się, że mają obsesję i w słowach uważanych przez siebie samych za dyskretne i wyważone, opowiadali o tym, co też robiliby z tą bezczelną Szczuką, gdy tylko zamknęłyby się za nimi drzwi kawalerki na Tarchominie, co to ją wynajmowali do kolegi z wojska. Takie rzeczy są jak wiecie nie do uleczenia. Całe szczęście inne zdeprawowane kobiety, pracujące w TVN, poczuły się zagrożone w swoim szaleństwie i aspiracjach, przez tę wystylizowaną Szczukę i program z jej udziałem zdjęto.

Dziś pani Kazimiera znajduje się w tym samym przedsionku piekła, w którym od dawna siedzi Magdalena Środa. Jest to miejsce, w którym kobiety manifestują swoją niezależność zakładając przepocone podkoszulki na lewą stronę, nie czesząc włosów i nie dbając o pękającą skórę na piętach. A wszystko po to, by poczuć się pewniej, lepiej i zdrowiej. Nie będę pisał, że mi pani Kazimiery żal, bo wcale tak nie jest. Jeśli się ktoś do tego stopnia zapętlił, że uważał seminarium Janion za przedsionek kariery, pracę w TVN i niewyszukaną stylizację dla seksualnych frustratów za sukces, a felietony w babskich gazetach i portalach oraz posługiwanie się ahistorycznym kłamstwem, za manifestację mądrości i wpływów, to sam jest sobie winien. I pomóc mu nie można. Nie może tego zrobić nawet ten pan co się tam ponoć koło Kazimiery Szczuki kręci, nie chodzi tu bowiem o cenę jajek w sklepie na osiedlu i wyrzucenie za okno budzika, ani nawet telewizora niczego nie zmieni. W tym przypadku zmienić się nic nie da. Tak już będzie do końca, do śmierci.

 

Zupełnie bym zapomniał, 4 lutego we wtorek, będę miał wieczór autorski w Gdańsku, w Manhattanie, gdzie podobno mieści się biblioteka. Zapraszam wszystkich serdecznie. 

coryllus
O mnie coryllus

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (27)

Inne tematy w dziale Polityka