Kiedy kilka dni temu pisałem po raz kolejny o budżetach i hierarchiach, przyszedł na blog jakiś Ślązak i kategorycznie domagał się, żebym przestał opowiadać bzdury. Budżety są bowiem nieważne, a hierarchie nie istnieją. Najlepszym zaś co mogło się przydarzyć polskiej literaturze jest Mariusz Szczygieł i jego książki. I ja go nawet, wyobraźcie sobie, nie wyrzuciłem, jakoś tak zapomniałem. Poza tym sądziłem, że przez najbliższe dni nie będę już pisał o książkach, tak więc uznałem rzecz za niewartą zachodu. No, ale wczoraj przeczytałem na stronach gazowni tekst Adama Michnika i muszę niestety powrócić do tematu budżetów i hierarchii. Wszyscy wiecie o który tekst chodzi, o ten, gdzie Michnik wyszydza tezę o zamachu w Smoleńsku, śmieje się z kondominium i mówi, że w Polsce jest świetnie, a będzie jeszcze lepiej. Dzień wcześniej w tym samym portalu, wynajęci przez niego dziennikarze napisali, że na oddziałach neonatologii nie będzie się już wspomagać czynności życiowych wcześniaków, bo budżety na ten cel przeznaczone zredukowano z 15 tysięcy złotych na dziecko do 1 tysiąca złotych na dziecko. I po czymś takim wchodzi Michnik i mówi, że jest świetnie, a Polska jest normalnym krajem demokratycznym mocno osadzonym w strukturach UE i NATO. I wierzcie mi, że trudno tu nawet szydzić z Adama Michnika, bo on wybrał w swoim życiu postawę tak poważną, tak srogą, że wszystkie szyderstwa się po prostu odeń odbijają, żeby liczyć na jakąkolwiek skuteczność, na to że on się przejmie tym co mówimy trzeba by chyba zacząć od napsikania na niego zawartością gaśnicy samochodowej. Potem zaś dopiero byłby czas na argumentację. Używa Adam Michnik wszystkich demagogicznych chwytów jakie zna, by pokazać przeciwników, czyli nas wszystkich jako biednych durniów, którzy niczego go rozumieją, a na poparcie swoich tez i mocy, która tkwi w jego słowach przywołuje pan Michnik wybitnego polskiego autora. Tak go nazywa – wybitny polski autor, który już w roku 1977 i 1984 miał jakieś optymistyczne wizje dotyczące Polski. Któż to jest ten wybitny? Otóż chodzi o Andrzeja Kijowskiego. Ja nie wiem czy o tego Andrzeja Kijowskiego, który swego czasu dręczył nas w salonie swoimi niezrozumiałymi wpisami, czy też może o jego ojca, ale nie ma to znaczenia. Chodzi o to, kogo Michnik uważa za autora wybitnego i jak owe opinie oraz idący za nimi budżet kształtują hierarchię w polskim światku literackim, czy może nawet w polskim światku kultury zwanej wysoką. Otóż chodzi o to, że Michnik za wybitnych uważa tych jedynie autorów, których nie da się czytać. Ja przeczytałem w życiu jeden tekst pana Kijowskiego, w którym pisał on o swoim ojcu, o tym jak był on niezrozumiany i niedoceniany przez ludzi i jak bardzo cierpiał z tego powodu. Moim zdaniem teksty pana Kijowskiego nie trzymają żadnych standardów i się po prostu nie nadają do czytania. Nigdy o tym nie pisałem, bo widziałem i myślę, że nie tylko ja to widziałem, że pan Kijowski jest człowiekiem dobrym i w jakiś, nieznany nam sposób zasłużonym. Przez to właśnie jego teksty, choć słabe, są w salonie lansowane. Nikomu to nie przeszkadzało i każdy odnosił się do tego faktu ze zrozumieniem. Nie pamiętam, by ktokolwiek był na tyle bezczelny by w czasie, kiedy publikował tu Andrzej Kijowski atakować go w jakiś sposób czy pouczać. W każdym razie ja tego nie zrobiłem. No, ale dziś to co innego. Wychodzi Michnik, dzień po tym jak jego gazeta oznajmiła, że wcześniaki niestety będą umierać, tydzień przed kolejną odsłoną parapodatku Owsiaka i mówi, że jest świetnie, a powołuje się przy tym na Andrzeja Kijowskiego. Obstawiam, że jednak na ojca, który był tu przez syna opisywany jako wcielona dobroć, której nikt nie rozumiał. Otóż okazuje się, że Michnik rozumiał i jeszcze do tego podnosi on w swoim tekście co celniejsze fragmenty prozy Kijowskiego „jednego z wybitnych polskich autorów”. O taki fragment na przykład:
"Polacy przestają być społeczeństwem i narodem, a stają się bezkształtną, apatyczną, bezwolną masą istnień upodobnionych, lecz odosobnionych, stłoczonych, lecz samotnych"
To jest cytat wprost fantastyczny, bo pochodzi on z roku 1984 kiedy to ludzie jednoczyli się w kościołach i czekali co powie do nich papież w niedzielę. I wszystko można było o nich wówczas powiedzieć tylko nie to, że apatyczną i bezkształtną masą. No, ale może z Warszawy, z Nowego Światu, Świętokrzyskiej, czy gdzie tam rezydował pan Kijowski widać to było inaczej.
Mnie w prozie „wybitnych polskich autorów” nie tylko Kijowskiego, ale także innych najbardziej fascynuje zawsze ta uporczywe dążenie do uogólnień, do opisywania całego od razu narodu, najlepiej z jakiejś nierozpoznanej, zewnętrznej perspektywy, do której nikt poza wybitnym, uznawanym przez Michnika autorem nie ma dostępu. Czy Wy też to zauważyliście? To jest pewna stała. Jak się Samrzowski bierze za film „Wesele” to musi to być film dotyczący nas wszystkich mieszkających na prowincji, jak Pilch się bierze za książkę o wódce mamy to samo. Jak Szczygieł rąbie te swoje opisy także zaopatrzone są one w wyżej wymienione atrybuty. Całe szczęście, że Szczygieł pisze o Czechach a nie o nas. Możemy przez to trochę odetchnąć. Tam, wśród tych wybitnych autorów, wyznaczonych i wyznaczanych przez Michnika nie ma miejsca na historię pojedynczego człowieka, no chyba, że człowiek ten jest Żydem ocalałym z holocaustu. Wtedy ma jakieś indywidualne cechy, ale też nie zawsze, tylko wtedy kiedy jest Żydem lewicowym, postępowym i światłym. Takim Jurkiem Kosińskim na przykład. Jacyś biedni chasydzi spod Berdyczowa nie maja na co liczyć, ich wybitni autorzy polscy opisywać nie będą, bo szkoda im na to czasu, a zresztą oni nie ocaleli, bo polscy nacjonaliści wydali ich na śmierć. Nie ma więc o czym gadać. Poza wymienionym przypadkiem wybitni polscy autorzy starają się uwypuklić cechy typowe swoich bohaterów, a nie dość, że typowe to jeszcze negatywne. Bo to właśnie, ta umiejętność świadczy o klasie i jakości pisarza. To jest oczywiście szyderstwo z mojej strony, o czym mówię wprost, na wypadek gdyby zajrzał tu jakiś euromir czy inny bałwan. Jeśli jakiś kawałek prozy odznacza się tym, że bohaterowie mają cechy typowe, jest po prostu paszkwilem, jakąś nędzną powiastką filozoficzną w stylu Woltera, jakimś, przepraszam za wyrażenie syfem, a nie prozą. Jego autor zaś to propagandysta, a nie pisarz i to jest oczywiste dla każdego kto miał kiedykolwiek w ręku jakąś prawdziwą książkę. Nie musiała to być książka amerykańska, za przykład znakomicie wystarczają tu książki autorów czeskich.
Wchodzi teraz właśnie na ekrany film pod tytułem „Wilk z Wall Street” , fakt ów jest wart uwagi o tyle, że scenariusz tego filmu to po prostu przerobiony dla potrzeb ulubieńców Adama Michnika scenariusz filmu „Wielki Gatsby”, w którym występował Robert Redford. Jest ów film zrobiony dokładnie tak jak sobie wyobraża dobry scenariusz każdy polski wybitny autor wykreowany przez Michnika. To co najważniejsze, czyli dyskrecja i moc głównego bohatera, którego przecież dobrze pamiętamy, bo nie ma chyba nikogo, kto choć przez moment nie chciał być jak Wielki Gatsby zostało zamienione na jarmark w Siemiatyczach, tak jak go sobie wyobrażać mógł Andrzej Kijowski w roku 1984. Hasło reklamowe do tego filmu powinno brzmieć „Wóda, konserwy, je..nie bez przerwy” i właściwie byłoby jeszcze lepiej niż jest. Tyle, że do tego jeszcze nie doszliśmy. Dojdziemy jednak niebawem, jeszcze tylko kilka filmów Samrzowskiego, kilka Szumowskiej, ze dwie książki Szczygła i tom dzienników Pilcha i będzie może sformatować widza na nowo. Na razie mamy „Wilka z Wall street”, który weźmie wszystkie najważniejsze nagrody. Nie to jest jednak najważniejsze w tym filmie, najważniejsze jest to, że będzie on końcem kariery Di Caprio. Sam Leonard jeszcze tego nie wie, ale ludzie, którzy są w samym centrum o wszystkim dowiadują się ostatni. Tak to już jest. Parę lat temu pokazywali film z wybitnym włoskim komikiem Roberto Begninim, był to film o Holocauście, tak jak go sobie wyobrażają Włosi. Widowisko przygnębiające i krępujące, które zostało nagrodzone wieloma nikomu niepotrzebnymi durnostojkami. Po tym filmie Begnini już się nie podniósł, słuch o nim zaginął. Cisza. Z Di Caprio będzie podobnie, bo widz i czytelnik, wbrew temu co się zdaje Michnikowi, Kijowskiemu i producentom filmu „Wilk z Wall street” jest zwykle bardzo czuły na manipulację i nieprawdę, którą ktoś próbuje go faszerować. I odrzuca te śmieci spontanicznie. Stąd właśnie taka ilość nagród na świecie, one mają zrównoważyć emocje i wrażliwość odbiorcy i przekonać go, że prawda jest gdzie indziej niż on myśli. To na nic. Widać to za każdym razem w okolicznościach tak od siebie oddalonych jak gala oskarowa w Hollywood i targi książki w Warszawie. Te wszystkie statuetki, nagrody i wyróżnienia to w istocie pocałunek śmierci. Jeszcze gorszy niż publiczne pochwały płynące z ust Adama Michnika. To strzał w serce znienacka. Sami się wkrótce o tym przekonacie.
Jak pewnie zauważyliście na stronie www.coryllus.pl pojawił się portret Georga Hohenzollern von Ansbach, autorstwa Tomasza Bereźnickiego. Jest to pierwszy z cyklu portretów, ukazujących postaci z albumu komiksowego „Święte królestwo 1526”, który ukaże się na wiosnę. Jak widzimy pan Jurek namalowany przez Tomasza jest taki jak być powinien, pod żadnym pozorem nie można z tym panem z portretu robić żadnych zakładów, bo on zawsze wygrywa. No, może prawie zawsze. Obraz nie jest tani, bo nie może być tani. Tak więc będzie go pewnie można oglądać jeszcze długo. Zapraszam. Www.coryllus.pl
4 lutego w Gdańsku, w Manhattanie, odbędzie się mój wieczór autorski, początek o 17.00



Komentarze
Pokaż komentarze (69)