Reżyser Lars von Trier, czyli mówiąc po polsku Lars z Trewiru, co brzmi pięknie, ale zupełnie nie koresponduje z reprezentowanym przez tego pana brakiem jakiejkolwiek jakości, nakręcił film pod tytułem „Nimfomanka”. To jest film, którego pod żadnym pozorem nie należy oglądać i ja zaraz wyjaśnię dlaczego. Główną rolę gra tam Charlotte Gainsbourg, córka Jane Birkin i Serge'a Gainsbourg'a. Ludzie ci stanowili kiedyś parę, w znaczeniu pararodzinnym, a znani byli z tego, że wspólnie śpiewali najsłynniejszą pościelówę świata pod tytułem „Je taime”. Innych osiągnięć w swoim długim życiu nie mieli, ale opisywani byli zawsze jako para niedocenianych geniuszy. Tak to bywa z kobietami, które nie radzą sobie z emocjami, a przy okazji znają kilku producentów filmowych, a także z mężczyznami, którzy swoim niechlujnym wyglądem robią wrażenie na wariatkach i szczerych pedałach. Tacy ludzie zawsze ogłaszani są geniuszami i robi im się wielką promocję. Oni wręcz wytwarzają pewną niszę, w której można potem upychać różne produkty, podobne do nich samych, albo po prostu zarabiać na ich własnych dzieciach o ile przypominają trochę rodziców i mają tak samo zryte berety. No i właśnie, po raz kolejny już ktoś postanowił trafić parę dolarów na legendzie Jane i Serge'a, zatrudniając ich córkę w filmie „Nimfomanka”. Zatrzymajmy się teraz na chwilę przy sposobie promocji tego filmu. Otóż chodzi o to, że film te reklamowany jest jako kolejny obraz, którzy burzy różne tabu. W tym akurat konkretnym przypadku polega to na tym, że zajawki z niego puszcza się w Paryżu przed filmami dla dzieci, żeby wywołać tak zwany skandal, na plakatach zaś mamy twarze aktorów występujących w filmie, jednoznacznie sugerujące, że przeżywają oni orgazm. Wygląda to przygnębiająco i smutno. I ja się wcale nie zamierzam ekscytować tym, że niedługo polskie miasta zostaną oblepione tymi plakatami. Najciekawsze jednak jest to, że od razu pojawił w Polsce plakat z jakimiś naszymi aktorami, którzy sfotografowali się w tym samym momencie i podpisali swoje zdjęcia nazwiskami, łamiąc kolejne tabu. Ja nie wiem szczerze mówiąc skąd się tych tabu bierze aż taka ilość, że ciągle je trzeba łamać, w świecie bowiem absolutnie darmowej pornografii nie może być żadnego tabu, poza tym oczywiście, które wyznacza prawo, a którego ani Lars, ani córka Serge'a i Jane, ani też polscy aktorzy nigdy nie złamią, bo po prostu pójdą do więzienia. Siedzieć zaś będą z prawdziwymi zboczeńcami i degeneratami, dla których informacja, że ktoś udaje orgazm przed kamerą, to jest jedynie powód do głośnego ziewania.
Jasne jest więc, że powód dla którego kręci się takie filmy i opatruje się je takimi komentarzami jest inny i nie chodzi o łamanie żadnego tabu. Chodzi o deprawację oraz o przejęcie szczególnego rodzaju wyobraźni, nazwijmy ją tu wyobraźnią twórczą, o całkowite jej unicestwienie i nie dopuszczenie do tego, by ktokolwiek kierował się w swojej pracy artystycznej innymi kategoriami niż te, które lansuje Lars. Oczywiście, on i jego kumple nie wypełniają całego rynku filmowego, są jeszcze przecież pingwiny z Madagaskaru, ale starają się jak mogą, a będą się starać jeszcze bardziej. No i jeszcze jedno, chodzi też o deprawację kobiet, które to zadanie w każdym kolejnym pokoleniu podejmują rozmaici sataniści, a czynią to zawsze w imię powszechnego szczęścia i realizacji indywidualnych ambicji i planów każdego człowieka. Tak to jest przedstawiane.
Zacznijmy od wyobraźni twórczej. Wspomniana Jane Birkin sfotografowała się kiedyś w samych rajstopach, przykuta kajdankami do kaloryfera. To jest motyw rozbudzający wyobraźnię różnych świrów i młodych mężczyzn, którzy nie potrafią jeszcze nic zarobić, a mają wielkie życiowe plany dotyczące każdej sfery swojego życia. Ktoś może sprytnie zapytać dlaczego ona się przy tym kaloryferze sfotografowała w rajstopach zakrywających przecież pośladki, a nie w nylonowych pończochach? Już wyjaśniam. W świecie estetów tworzących filmy i zdjęcia na wysokim poziomie artystycznym, służące w dodatku do łamania tabu, coś takiego jak kobieta w nylonowych pończochach przykuta do kaloryfera to jest najwulgarniejsza pornografia dla chamów ze wsi. To jest jakaś upiorna stylizacja nie do zaakceptowania. A te opinające tyłek rajstopy to już co innego, to jest prawdziwa sztuka. Tak to jeździ. I tak samo jest z tym filmem, co go teraz Lars nakręcił. Gdyby na tych plakatach miast twarzy znanych aktorów kina, były twarze znanych aktorów kina porno to byłaby klęska i nędza i syf i w ogóle wszystko co najgorsze. Teraz zaś mamy tam najprawdziwszą sztukę na wysokim poziomie, o której wszyscy polscy krytycy i krytyczki pisać będą z zachwytem. Tak się właśnie w sposób przemysłowy zawłaszcza wyobraźnię i niszczy konwencje inne niż seksualne. Oczywiście, można wyśmiać Larsa, powiedzieć mu, że jest nędznym tandeciarzem i komediantem, ale zobaczcie najpierw jakie tam są budżety na promocję. Lars nie jest ostatni, po nim przyjdą inni.
Byłem wczoraj w gościach u dawno niewidzianych znajomych i przez chwilę rozmawialiśmy o filmie „Pokłosie”. No i pani domu wyraziła opinię następującą: film świetnie zrobiony, ale wymiar propagandowy tego obrazu jest straszliwy. Ja się takim opiniom sprzeciwiam i będę je zwalczał z prostego powodu - jeśli nie ma krytyki, bo została ona unieważniona, albo zamieniona w promocję to znaczy, że żadne poza istotnymi kryteria i motywy kierujące twórcami nie są ważne. Pozostaje więc nazwać te istotne kryteria, dookreślić je, a następnie odnieść się do nich w sposób właściwy. Krytyki zaś jak wiecie nie ma, bo nikt nie ocenia niczego bezinteresownie w imię samej tylko sztuki, a wszyscy robią to za pieniądze w bardzo konkretnych celach promocyjnych. Nie ma się więc co oszukiwać argumentami „film świetnie zrobiony, ale...”. Trzeba to zwalczać czym się da. Podobnie jest z Larsem. On się bowiem zajmuje wystawianiem jakichś kurewskich legitymacji, za pieniądze złodziei. Chodzi o to, by pokazać to samo co leci normalnie na kanałach pornograficznych, ale ze znanymi i uznanymi aktorami, a następnie powiedzieć, że to nie jest nic złego, po każdy ma jakieś potrzeby. Ponieważ ja żyję już trochę i mam za sobą różne poważne doświadczenia, choć są jeszcze ludzie, którzy potrafią mnie zaskoczyć, stwierdzić mogę, że chodzi tu o zastawianie bardzo prostej pułapki. Wszyscy pamiętamy jaki był los aktorów, którzy kiedyś, w dawnych czasach zdecydowali się zagrać w produkcjach łamiących tabu i odsłaniających ciemne strony natury ludzkiej, czy jakieś inne syfy. Wszyscy pamiętamy tę dziewczynę co zagrała w filmie „Ostatnie tango w Paryżu”, a także Malcolma McDowella, dobrego aktora, który zagrał w filmie „Kaligula” i to mu złamało karierę. To były czasy pionierskie, kiedy do takich ról wybierano ludzi znanych, ale w istocie przypadkowych, na których nikomu nie zależało. Bo któż to był ta jakaś Maria Schneider, czy ten MacDowell? Nikt, zupełnie nikt. Teraz jednak czasy się trochę zmieniły i branża okrzepła, generuje duże pieniądze i nikt nie będzie lekkomyślnie skazywał na zatracenie Charlotty Gainsbourg. Jestem pewien, że jej akurat nic się nie stanie, choć robi w tym filmie rzeczy znacznie gorsze niż Schneider w „Ostatnim tangu”. I z tego właśnie będzie dumna i to stanie się trampoliną jej kariery. Bo już wolno. Wektor został odwrócony. Można wyjść i pokazać zdjęcie z zamarkowanym lub prawdziwym orgazmem, można robić także inne rzeczy i puszczać to niby przypadkiem przed porankami dla dzieci. I nikt nie piśnie słowa, bo chodzi wszak o wielkich i znanych aktorów, którzy tworzą team wielokrotnego użycia. I kiedy tak patrzyłem na tę scenę, w której Charlotta zaczyna się pieprzyć z dwoma Murzynami naraz, pomyślałem sobie o Kędrynie, który przyznał się, że jest resortowym dzieckiem. Pomyślałem o jego artykule we Flądrze i o tym wszystkim, o czym pisałem tu wczoraj. I czekam teraz tylko na to, który z nich sfotografuje się w rajstopach, przykuty kajdankami do kaloryfera, tak wiecie, żeby nie było pornografii, tylko prawdziwa sztuka dla koneserów. I mam nadzieję, że to nie będzie ten Mietkowski z radia, ani Wildstein, to już lepiej, żeby do tego zaangażowali Olejnik.
4 lutego odbędzie się mój wieczór autorski w Gdańsku, w Manhattanie, początek o godzinie 17.00. Na stronie www.coryllus.pl można już oglądać portrety króla Ludwika Jagiellończyka oraz Jakuba Fuggera, no i oczywiście kupować książki i kwartalniki.


Komentarze
Pokaż komentarze (50)