coryllus coryllus
6942
BLOG

O elitach naiwnych i mściwych

coryllus coryllus Polityka Obserwuj notkę 114

 Pojawił się wczoraj na SG tekst pana o nicku Vermeer, dotyczący kwestii, których pan ów nie rozumie dogłębnie, czyli roli elit w sytuacjach kryzysowych przeżywanych przez państwa i narody. Z grubsza chodzi o to, że autor przeczytawszy kilka tomów wspomnień ludzi pochodzących z grup nazywanych przez niego elitami, próbuje orzekać o tym jakie owe grupy popełniły grzechy wobec społeczeństwa międzywojennej Polski. Kluczem zaś do zrozumienia relacji elita – naród czyni ów Vermeer pojęcie kodu kulturowego.

Jako były już na szczęście student uniwersytetu mam jasne i wyrobione zdanie na temat takich pojęć jak kod kulturowy. To jest twór, i nie on jeden, wymyślony po to, by całe rzesze doktorantów mogły pisać swoje nic nie znaczące dysertacje, a potem nasładzać się wzajemnie tą rzekomą wiedzą i rzekomą mądrością, którą udało im się zdobyć. Nie ma żadnego kodu kulturowego. To brednie. Ludzie zaś, których Vermeer czyni współodpowiedzialnymi za los Polski w roku 1939, nie są żadnymi elitami narodu, ale narodem właśnie, w dodatku tym, który został oszukany najboleśniej i najbardziej perfidnie. Jaki wyróżnik stosuje ten cały Vermeer kiedy chce odróżnić elity od nie-elit. Majątek rzecz jasna, stan posiadania i wykształcenie. Ludzie, którzy posiadają to wszystko, choćby nie mieli najmniejszego wpływu na władzę i tak będą elitą i tak się ich rozliczy z win niepopełnionych, bo teoretycznie mogli wpływać na bieg wypadków, już to kształcąc chłopów w swoich majątkach, już to spieniężając precjoza rodzinne i kupując za nie karabiny. Vermeer tego nie napisał wprost, ale z jego tekstu to wychodzi jak słoma z butów drążkowego szlachcica. Powołując się na pamiętniki Karoliny Lanckorońskiej, Michała Kryspina Pawlikowskiego, Stanisława Rostworowskiego, Józefa Czapskiego i innych, konstruuje on coś w rodzaju maszynki do ograbiania ludzi ze złudzeń. Wymienionych autorów obarcza odpowiedzialnością za decyzje polityczne Józefa Becka i czyni ich winnymi różnych zaniedbań, a to z tego względu, że wierzy w ten cały kod kulturowy, którego oni winni być strażnikami. I to jest właśnie to za co kocham uniwersytet – wynajdywanie wrogów i bohaterskie z nimi się rozprawianie, kiedy nie ma ich już na świecie i nie mogą nawet odpowiedzieć.

Najlepszym moim zdaniem i całkowicie demaskującym jego głupotę i złe intencje fragmentem teksty Vermeera jest ten oto kawałek:

 

Jakie były ówczesne elity? Głupie, czy naiwne, czy kierowały się „honorem” czy czystą kalkulacją? Czy mimo strasznej klęski dobrze „wyposażyły” nas na kolejne dziesięciolecia w wartości, które wypracowały poprzednie pokolenia Polaków?

 

Mamy tu skrócony opis elit i nie-elit. Te elity są od razu na przegranej pozycji bo według autora winny „nas”, (czyli do cholery kogo?) wyposażyć w jakieś wartości, a przez swoją naiwność i tępotę tego nie zrobiły. Co za pech! I przez to była wojna, Powstanie Warszawskie i wszystkie klęski. Wartości te w dodatku wypracowały poprzednie pokolenia Polaków. Czyli co? Było dobrze, pracowało się i nagle te elity się pojawiły, które miały ów cenny depozyt przekazać dalej, ale zamiast tego przegrały go w preferansa? Tak to mamy rozumieć?

Zanim przejdę do dalszych rozważań, chciałbym rzec tylko, że nie istnieje nic takiego jak opozycja pomiędzy honorem a czystą kalkulacją, nie ma też idealnie czystych kalkulacji, o czym dobrze wiedzą wszyscy dorośli ludzie. Jeśli więc ktoś stawia problem w ten sposób demaskuje tylko swoją niedojrzałość.

Z tym wyposażaniem w wartości to też jest czysty obłęd. Otóż miły panie Vermeer w żadnym kraju, żadne elity poza urzędniczymi, które mają na ludzi, w tym na pana wpływ bezpośredni, nie mogą wolnego człowieka wyposażyć w nic. Pomiędzy elitami i nie-elitami nie dochodzi do żadnych interakcji. Ci których pan wymienia z nazwiska, nie byli zresztą elitami, bo pan źle rozumie to słowo.

Nasz biedny Vermeer ulega jak widać wszystkim złym socjalistycznym nawykom, tyle, że zamiast rozstrzeliwania winnych katastrofy przez siebie wywołanej, jak to postulowali skrajni socjaliści z różnych pionów urzędniczych, proponuje ich łagodną krytykę. Oto wywodzący się ze środowisk ziemiańskich i uniwersyteckich autorzy pamiętników, którzy mają jakieś tam spostrzeżenia, wynikające z ich osobistych przygód, ponoszą odpowiedzialność za los kraju. Żeby nie robić wrażenia idioty całkowitego Vermeer dokłada im do towarzystwa ministra Becka, którego już doprawdy trudno schować i ukryć przed światem, a to ze względu na jego przemówienie z wiosny roku 1939. Mamy więc elity i ministra i na nich zwalamy winę za całe zło, zastanawiając się czy też można było uniknąć katastrofy, gdyby ten kod kulturowy mocniej wdrukować w te puste łby, czy nie można było. Rozumiem, że pan Vermeer aspiruje do tego, by zatrudnić się w piśmie prowadzonym przez Zychowicza? To jest ten sam sposób rozumowania, z istoty swojej błędny.

W prawdziwym świecie było bowiem i jest nadal tak: grupa posiadających legitymacje obcych wywiadów gangsterów zdobywa władzę nad dużym terytorium, na przykład nad Polską. Ponieważ nie są oni elementem obcym, ale lokalnym trudno im cokolwiek zarzucić. Rządy jednak jakie wprowadzają, nie są emanacją stosunków lokalnych, które ukształtowały się na przestrzeni stuleci. One te stosunki i ich konsekwencje całkowicie ignorują, wprowadzając swoje porządki, co polega głównie na zabieraniu jednym i dawaniu drugim, tym, którzy dotąd nic nie mieli lub mieli za mało by aspirować do czegokolwiek. Przez swój udział w pracach socjalistycznych gangów zasłużyli się jednak i uważają, że należy im się udział, w budowie nowego, lepszego społeczeństwa.

Ludzie ci, nawet nie mogą dostrzec jak są oszukiwani i o co toczy się gra. Wielka polityka bowiem polega na konstruowaniu pułapek na wielkie grupy ludzi, na przykład na całe narody. Jedną z metod jest odcinanie narodu od źródeł żywności, czyli niszczenie lokalnego rolnictwa, poprzez kretyńskie reformy mające poprawić życie biedoty. Ja się nie będę teraz rozpisywał nad konsekwencjami reformy rolnej pozostanę przy określeniu jej istotnej funkcji. Państwo nie funkcjonuje ponieważ prowadzi rozdawnictwo dla jednych kosztem drugich, ale dlatego, że ma doktrynę. Oszukani socjaliści z międzywojennej Polski nie mieli o tym wszystkim pojęcia i od razu jak tylko wzięli władzę zabrali się za ulepszanie świata po swojemu, w myśl wskazówek nie lokalnych elit bynajmniej, ponieważ te na samym początku zdegradowali i unieważnili, ale w myśl wskazówek podsuwanych im przez doradców z tak zwanych krajów rozwiniętych i gospodarczo okrzepłych, czyli przez agenturę po prostu.

Ja rozumiem, że ludziom z uniwersytetu trudno jest uwierzyć w istnienie agentury, którą większość z nich przecież stanowi, i to nie jest żaden paradoks mili Państwo. Chodzi o to, że ci, których Vermeer uważa za elitę międzywojnia to przedstawiciele okradzionych i oszukanych ziemian, w dodatku z najmłodszego pokolenia, czyli napompowanych dobrymi chęciami wolą współpracy z gangami, oraz artyści i intelektualiści także z kręgów ziemiańskich się wywodzący. No i generał Rostworowski, który reprezentuje wspomniane gangi, czyli agenturę. W dodatku te gorsze gangi, czyli sikorszczyków umoczonych w gospodarcze przekręty, masonerkę i przemożną chęć robienia polityki razem z Rosją. Skupmy się na intelektualistach wywodzących się z kręgów uczelnianych. Język i metoda, którymi ludzie ci się posługują nie nadają się do opisywania rzeczywistości politycznej. Ten język i ta metoda są wprost po to wymyślone, by ludzie zdradzający jakieś objawy samodzielności w myśleniu ugrzęźli już na samym początku swojej kariery w dyskusjach o kodzie kulturowym i innych duperelach. Chodzi o to, by nie przeszkadzać gangom i obcej agenturze w dzieleniu budżetów. Można się oczywiście łudzić, że uczelniane, redakcyjne, artystyczne hierarchie mają jakieś znaczenie i warto wspinać się po tych drabinach, ale przymusu nie ma. Nikt nas za brak wiary w ten system potępiał nie będzie. Nikt nam nie zarzuci, że jesteśmy głupi, bo nie wierzymy w to, że Karolina Lanckorońska mogła w jakikolwiek sposób wpłynąć na bieg wypadków w roku 1939, a jeśli nie ona to jej rodzina, a jeśli nie jej rodzina to jej klasa....To są oczywiste bzdury. Nawet generał Rostworowski nie miał żadnego wpływu na wypadki przedwojenne, bo od 1935 roku przeniesiono go w stan spoczynku.

Właściwa diagnoza dotycząca polskich elit powinna rozpocząć się od zmierzenia stopnia nasycenia tych elit przez obcą agenturę, która z własnej woli lub uwiedziona idiotycznymi projekcjami zdecydowała się na dokonanie zbrodni na własnym narodzie. Pisząc elity mam na myśli elity urzędnicze i polityczne, a także wojskowe mające wpływ realny na bieg wypadków. O ile mi wiadomo nie powstała jeszcze żadna książka, w której wymienieni z imienia na nazwiska byliby generałowie wysługujący się mocarstwom obcym. Nikt jawnie i głośno nie potępił Juliusza Rómmla, o ile wiem, nikt się nie zastanawia, dlaczego rozpaczliwy w swoim idealizmie generał Rostworowski został zamordowany przez gestapo w Krakowie, a mieszkający w tym samym mieście generał Bobkowski, ojciec znanego konserwatywnego pisarza i guru prawicy Andrzeja Bobkowskiego dożył swoich dni w spokoju i zmarł dopiero za bolszewika, w roku 1945. To są moim zdaniem ważne pytania, które nie mają nic wspólnego z kodem kulturowym, nie istniejącym zresztą.

Chodzi o to, byśmy wreszcie głośno powiedzieli, że zdrada i zaprzaństwo mają w Polsce długą tradycję, a przyczyną klęsk naszych nie jest idealizm i chęć noszenia nieskazitelnie białego płaszcza, jak nam próbuje wmówić Vermeer, ale powiązanie idei niepodległości i całkowicie oszukaną ideą socjalizmu. Czyli wmawianie ludziom, że gangi idące na włam to wybawiciele ludzkości.

Pisze także ten cały Vermeer z niejakim zdziwieniem, że polityczny PR był w Polskich strukturach wojskowych i urzędniczych niepopularny, że kierowano tam samych nieudaczników. I wiecie co Wam powiem, on jeszcze w to wierzy. Naprawdę. On wierzy w to, że całkowicie opanowana przez brytyjskich agentów armia Andersa mogła mieć dobry PR, robiony przez ludzi rozumiejących rację stanu. A jeśli go nie miała to znaczy, że elity były zbyt idealistyczne i przywiązywały wagę jedynie do czynu zbrojnego a do propagandy nie.

Nie tak dawno usłyszałem, że w roku 1938 czy 39 bolszewicy przygotowywali plan utworzenia marionetkowego państwa polskiego, po odcięciu kresów rzecz jasna. Państwo to miało powstać w oparciu o istniejące struktury urzędnicze i wojskowe czyli w oparciu o agenturę i pożytecznych idiotów. Premierem zaś rządu w tym państwie miał być Stefan Starzyński, znany socjalista i członek kilku wpływowych mafii. Ministrem wojny miał być oczywiście wspomniany już Juliusz Rómmel. Jeśli dotrze do nas cała groza tych informacji, nie będziemy już mogli mówić o kodzie kulturowym i nie będziemy traktować wspomnień oszukanych idealistów jako recepty na naprawę państwa.

Dlaczego elity urzędniczo wojskowe tak się zachowywały? Bo nic poza etatem nie posiadały. To jest odpowiedź najprostsza. Chęć zaś utrzymania etatu jest siłą przemożną, dla której człowiek zrobi wszystko. Myślę, że są tacy, którzy sprzedaliby własne dzieci, byle tylko móc każdego ranka jeździć tramwajem do pracy w ministerstwie.

Pisząc „elity urzędniczo wojskowe nic nie posiadały” mam na myśli nie tylko dobra ruchome i nieruchome, ale także plan, czyli to co czasem nazywamy tu doktryną. Elity istotne, a nie te które opisuje Vermeer, nie miały żadnego planu. Ich plan polegał na tym, by stać po stronie silniejszego, bo ten gwarantuje posadę. Okazało się jednak, że tragizm polskich losów jest głębszy niż mogli to sobie wyobrazić panowie Starzyński i Rómmel. Polega on na tym, że póki w Polsce produkować będzie się cokolwiek, od kalafiorów poczynając, na turbinach lotniczych kończąc, kraj nasz zawsze będzie spychany w pułapkę. Przynętą zaś w tej pułapce będzie kod kulturowy powiązany ściśle z kodem kulturowym (to jest dla wszystkich intelektualistów oczywiste) demokracji zachodnich. No więc Polska aspiruje i musi dorastać, a kiedy już dorośnie to ją okradają i piorą po łbie, bo nie o to chodziło. I na to przychodzi pan o nicku Vermeer i pisze: czy aby nie jesteśmy zbyt idealistyczni? Czy nie powinniśmy czasem trzymać się realizmu? Czyli co? Mamy iść na włam? Mamy się sprzedać i udawać, że nic się nie dzieje? Mamy się zastanawiać czy z Niemcami czy z Rosją? Czy może mamy wszyscy emigrować?

Alternatywa idealizm – realizm pochodzi wprost z pakietu, który tu dawno temu przysłali różni czarownicy, żeby zabawiać nim i okłamywać kobiety o wielkich sercach i miałkich umysłach i energicznych mężczyzn, którzy co wieczór wychodzą na drogę popatrzeć jak słońce zachodzi za lasem. Ona się do niczego nie nadaje. Naszą przygodę z Polską powinniśmy zacząć od początku, czyli od określenia miejsca, w którym się znajdujemy i celu, do którego zmierzamy. Musimy także zrozumieć, że nikt nie chce dla nas dobrze, a wszystkie rady nam podsuwane są oszustwem.

Ja tu już pisałem o organizacjach, które są podstawą wszystkiego i o doktrynie też pisałem. No więc z doktryny i organizacji należy wypreparować znak i charyzmaty, bez tego nigdzie nie pojedziemy. Doktryna musi być powiązana z Kościołem i Panem Bogiem. Nie z socjalizmem, nie z uszczęśliwianiem dużych grup ludzi okradanych następnie za pomocą podatków, które gwarantują byt mafiom urzędniczym i wojskowym. Charyzmaty zaś wypływają wprost z tego czym zajmować się będą czynne w Polsce organizacje, a winny się one zajmować pomnażaniem budżetów. Ściąganiem pieniędzy zza granicy i przeciwstawianiem się w sposób czynny, ale zgodny z prawem mafiom działającym w strukturach państwa, bo one wykonują złą robotę. Są na usługach obcych, którzy nie mają dobrego planu dla nas, a przeciwnie mają plan upiorny.

Nie może mieć dobrego planu ktoś kto nie ma nic poza etatem, a jego marzenia koncentrują się wokół kupienia sobie jeziora na Mazurach, albo domu na Lazurowym Wybrzeżu. To jest nędza. Nie może mieć dobrego planu ktoś kto myśli tylko o tym jak się podpiąć do jakiegoś fikcyjnego budżetu, wyciągniętego nie wiadomo skąd, który ze swojej istoty jest pułapką. Dobry plan może mieć jedynie ktoś kto ma jakieś prawdziwe aktywa i chce za ich pomocą zwiększyć zakres swojej realnej władzy. Realnej, czyli takiej, kiedy to on sam decyduje i kiedy z jego decyzji korzyści płyną wyłącznie dla niego. W szczęściu wszystkiego są wszystkich cele to hasło dla idiotów i oszustów. A także dla urzędników niższego szczebla, ci z wyższego bowiem myślą, że realizują plan, który ja tutaj zakreśliłem, ale to nie jest prawda, oni uczestniczą w planie globalnym i żadne nawet najbardziej realistyczne złodziejstwo, które uprawiają ich z tej pułapki nie uwolni.

Wielka polityka bowiem jest zawsze polityką globalną, język zaś którym się posługuje jest językiem czarowników i smoków, a nie intelektualistów z uniwersytetów. Ci bowiem powołani zostali do tego jedynie by ukrywać prawdę i oszukiwać dzieci. Musimy o tym zawsze pamiętać.

 

Na stronie www.coryllus.pl mamy już cztery portrety bohaterów naszego komiksu o bitwie pod Mohaczem. Można tam także kupić poradnik „100 smakołyków dla alergików” autorstwa Patrycji Wnorowskiej, żony naszego kolegi Juliusza. No i oczywiście inne książki i kwartalniki. Jeśli zaś ktoś nie lubi kupować przez internet może wybrać się do sklepu FOTO MAG przy stacji metra Stokłosy, do księgarni Tarabuk przy Browarnej 6 w Warszawie, albo do księgarni wojskowej w Łodzi przy Tuwima 33, lub do księgarni „Latarnik” w Częstochowie przy Łódzkiej 8.  

coryllus
O mnie coryllus

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (114)

Inne tematy w dziale Polityka