399 obserwujących
2903 notki
12310k odsłon
  6299   0

O białej, brytyjskiej nędzy

 Nasze wyobrażenie o innych krajach i narodach kształtują filmy. Oczywiście, dobrze jest gdzieś pojechać i coś zobaczyć, ale z oglądem rzeczywistości, przy dramatycznej przewadze mediów nad nią oraz przy ogłupiającej pracy od świtu do nocy, może być różnie. A jak jeszcze ktoś pije lub się narkotyzuje to już koniec. Nie połapie się gdzie jest i o co chodzi.

Dla mnie, przez całe dzieciństwo, wyobrażenie Brytanii i jej klas kształtował film „Saga rodu Palliserów”. Oglądałem to u dziadków i bardzo mnie ten serial uspokajał. Nie, żeby w około było jakoś szczególnie nerwowo, ale wiecie jak to jest w mieszkaniach polskiej, białej nędzy, gdzie nie ma w zasadzie komunikacji między ludźmi, a wszyscy uważają, że rozumienie ich spraw i potrzeb odbywa się samo przez się. Oglądałem więc ten serial, wieczorem, kiedy już było ciemno i przy ciągnących się za oknem torach paliły się jarzeniówki. Potem zasypiałem.

Dużo, dużo później obejrzałem sobie inny film, który w mojej głowie zastąpił tę sagę. Była to ekranizacja prozy Kiplinga, film zatytułowany „O człowieku, który chciał być królem”. Jest to historia dwóch zdegenerowanych żołnierzy, którzy uciekają z armii i trafiają na jakieś afgańskie zadupie, gdzie czas zatrzymał się w epoce wczesnohelleńskiej i wszyscy tam czekają aż wróci Aleksander Wielki. Sean Connery, który ma przy sobie jakiś gadżet kojarzący się miejscowym z tym Aleksandrem gładko wchodzi w rolę króla i dobrze się tam przez jakiś czas bawi razem ze swoim kolegą, granym przez Michaela Caine. Kłopot w tym, że miejscowi uważają go nie tylko za króla, ale także za boga. Kiedy próbuje ożenić się z miejscową księżniczką, następuje demaskacja i sympatia oraz podziw lokalsów zamieniają się w prawdziwą wściekłość. Fabuła nie jest dla nas w tej chwili ważna. Istotne jest coś innego, oto w filmie występuje sam Kipling, który próbuje dezerterom wyjaśnić pewne złożone kwestie dotyczące dyscypliny, funkcjonowania imperium i w ogóle życia na zasadach proponowanych przez królową. I wtedy Michael Caine mówi, żeby lepiej siedział cicho (albo coś „w podobie”, Michael gra tam prostego chłopaka), bo to dzięki takim chwastom jak on i Connery to imperium funkcjonuje i odnosi sukcesy. Kiedy patrzymy potem na dalsze przygody naszych bohaterów musimy się, chcąc nie chcąc, z nim zgodzić. Nie ma na tych dwóch siły, są bezczelni, odważni, i dążą do sukcesu nie licząc się z nikim i z niczym. Przyrodzone zaś przekonanie, że przez fakt urodzenia się w Anglii, są lepsi niż cała reszta, wszystko im ułatwia. Miejscowi nie mają takiej pewności i dają też szansę innym, a jednego z tych przybłędów łatwo uznają za boga. I trzeba naprawdę poważnej awantury, żeby ich z tego wyleczyć. Co odróżnia tych dwóch przedstawicieli białej nędzy od naszej, białej nędzy? Oni nie aspirują. Oni mają od dzieciństwa wpojone przekonanie, że są na właściwym miejscu, a cała reszta musi się jakoś do nich dostosować. Tego naszym bohaterom nie powiedział ich znajomy Rudyard Kipling, oni to wiedzieli bez niego, wiedzieli też, że bez nich nie ma Brytanii i nie ma imperium. No to teraz odwróćmy wektory i zastanówmy się czy obecność enklaw białej nędzy na Wyspie oznacza, że imperium nadal istnieje. Moim zdaniem jak najbardziej. Te gromady zaś bezkarnych i bezczelnych nożowników włóczących się po parkach to po prostu przyszła elita krajów podbitych, która będzie je eksploatować bezwzględnie nie licząc się ani z miejscowymi zwyczajami, ani z kulturą i aspiracjami narodów zamieszkujących kolonię.

He, aleś przydzwonił, powie zaraz ktoś….tamte czasy minęły, teraz będziemy już tylko coraz bardziej kulturalni, będziemy się docierać wzajemnie i będziemy się, jeden od drugiego, uczyć jak być lepszym w społeczeństwie multi kulti. Oczywiście, a potem wszystko to opisze nowy Rudyard Kipling w nowej Księdze dżungli tym razem będzie to dżungla asfaltowa.

W wakacje byłem nad morzem. Stragany z tanią książką zawalone były jakimś klasycznym brytyjskim dziełem, opowiadającym o przygodach dzielnego żołnierza w Afganistanie. Przekartkowałem tę opasłą książkę, która, jak wiele innych stanowi po prostu instrukcję zachowania się w krajach, przeznaczonych do podboju. To się tym różni od naszych zachowań, że ich nie interesują ani zabytki, ani kultura, ani cokolwiek z zakresu, który my uważamy za istotny w kształtowaniu i wychowaniu człowieka oraz jego relacjach z innymi ludźmi. Ich interesuje kradzież i dominacja. To jest powiedziane tak wyraźnie, że chyba tylko idiota nie zrozumie. Mało, że powiedziane, to jeszcze powtarzane w tysiącach publikacji właściwie bez przerwy.

Polacy, którzy nie zdecydują się na przyjęcie obywatelstwa zostaną w ciągu najbliższych lat wyrzuceni z Wyspy, jestem o tym przekonany. Przygoda, jaka zdarzyła się ostatnio to tylko wstęp, który zostanie przez koronę wyeksploatowany propagandowo, tak, by Polacy czuli się możliwie jak najgorzej, a Brytyjczycy jak najlepiej. I nie mają tu znaczenia różne deklaracje składane przez przedstawicieli władz, bo logika wypadków które nastąpią będzie zupełnie inna. Podobnie jak znaczenia nie ma wizyta polskich urzędników na Wyspie, choć wielu osobom poprawia ona humor. Nie ma mowy, żeby cokolwiek zmieniło się w ich stosunku do Polaków, a jakiekolwiek próby rewanżu spotkają się z bardzo zdecydowaną reakcją władz, a także – co ważne – z bardzo zdecydowaną reakcją polskich mediów tak zwanego głównego nurtu, których zadaniem jest kształtowanie kultury i świadomości Polaków, a także mozolne podnoszenie ich na coraz wyższe poziomy, po to, by wreszcie dorównali Europie i nauczyli się jeść pałeczkami jak ci Chińczycy w Londynie.

Lubię to! Skomentuj108 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale