cykuta cykuta
1327
BLOG

Marek Niedźwiecki - syn marnotrawny czy powrót bohatera?

cykuta cykuta Polityka Obserwuj notkę 6

Marek Niedźwiecki – mój niezaprzeczalny idol z lat wczesnej młodości, z lat pierwszych muzycznych fascynacji, wraca do Trójki. To już z początkiem kwietnia. Jakoś mnie ta informacja nie cieszy. Przeciwnie, nie potrafię powstrzymać wrażenia, że w całej tej sytuacji główny bohater jakoś zatracił poczucie przyzwoitości i klasę. Nie pierwszy raz jednak…

Pan Marek to dla wielu wciąż ikona radia, kreator muzycznych gustów tysięcy słuchaczy. To dzięki niemu poznałem wiele niezapomnianych utworów, to on przez lata tworzył cudowny klimat prowadząc Listę Przebojów w Programie Trzecim. Listę, którą stworzył i którą wielu wciąż nazywa po prostu Listą przebojów Marka Niedźwieckiego. Za to wszystko pozostanę mu bardzo wdzięczny. Dziękuję Panie Marku!

Jednak w ostatnich latach bytności w Trójce w stylu Pana Marka wiele się zmieniło. Wierni słuchacze wiedzą, że o swoim odejściu zwykł mówić jeszcze w latach dziewięćdziesiątych, co zawsze traktowane było – zarówno przez słuchaczy, jak i jego samego – z przymrużeniem oka. Aczkolwiek, gdzieś tak w okolicach tysięcznego wydania Listy te zapowiedzi stały się coraz częstsze i bardziej nagminne. Niby rzucane mimochodem, niby dwuznacznie, ale zawsze wzbudzały lawiny listów zlęknionych słuchaczy-wyznawców, których Pan Marek sobie wychował, z prośbami, by tego nie robił. Dla mnie, słuchacza Listy, który jednak okres ślepej fascynacji miał już za sobą, przyglądał się więc temu niejako z boku, wyglądało to raczej na świadome granie uczuciami fanów w celu łechtania swojego zmęczonego monotonią dwudziestuparu lat w tej samej audycji ego. Kto nie cieszyłby się z potoku listów pełnych uwielbienia? Cała ta sytuacja stawała się coraz bardziej irytująca, żeby nie napisać, żenująca. Tym bardziej, że to przecież mój były idol, osoba ważna dla okresu kształtowania się osobowości i oglądanie go w roli typowej dla rozkapryszonej paniusi dalekie było od sprawiania mi przyjemności. Do tego doszedł sposób prowadzenia Listy, jakoś tak na siłę, bez tej dawnej werwy, bez polotu, bez tych wszystkich powiedzonek, z których wcześniej słynął…

Aż przyszedł lipiec roku 2007. Pan Marek ogłosił urbi et orbi, że kończy współpracę z Trójką, i zniknął. Praktycznie z dnia na dzień. Nie martwiąc się słuchaczami, oraz swoim dzieckiem – Listą przebojów, którą pozostawił balansującą na krawędzi. W kilku wywiadach mówił, że chce odpocząć, zmienić coś, zaszyć się w górach Izerskich. I zmienił – otrzymał etat w Radiu Złote Przeboje, którego stał się twarzą, okrętem flagowym, patrzącym na nas z bilbordów młodzieniaszkiem w świecących złotem garniturach… Nie wnikam, czy była to intratna propozycja, czy nie, zachowanie Pana Marka z innych powodów wydało się dziwne. Odchodząc deklarował, że nie chce już prowadzić listy przebojów, pragnie czegoś innego, zaś czas jakiś po swoim debiucie w Złotych Przebojach, startuje z… listą przebojów. Czym różni się od tej trójkowej? Niczym – pora dokładnie ta sama, formuła również, sposób głosowania, nawet utwór ABC na początek… Pięknie, tylko przecież chciało się zmiany, prawda? Co gorsza, tym samym Pan Marek stał się konkurentem swojego dziecka – listy trójkowej, która właśnie stawała na nogi, uratowana z zapaści przez Piotra Barona. Listy, której Pan Piotr nadał dużo świeżości i nowego wymiaru. Zagranie, delikatnie mówiąc, trochę nie fair. A kolejnym przykładem, jak wielkiej zmiany Pan Marek potrzebował jest top wszech czasów – również przeniesiony na grunt Radia ZP bez istotnych różnic. Coś tu nie gra, nieprawdaż?

„Wracam do domu” mówi dziś Pan Marek, a Trójka robi z jego powrotu wielki szoł - odliczanie dni, gość specjalny codziennych audycji... Tyle tylko, że to dom, któremu robiło się pod górkę przez ostatnie dwa lata. I dom, który ma się wyjątkowo dobrze w ostatnim czasie. Zatem, ponowne stałe prowadzenie Listy PR3 przez Pana Marka kosztem Piotra Barona (Balonik z pewnością honorowo odda stery „Synowi marnotrawnemu”) będzie czymś na kształt groteski. Inna sprawa, że RZP jest przez Pana Marka zostawione na dużym lodzie. Audycja, którą nazwano Listą Przebojów Marka Niedźwieckiego bez Marka Niedźwieckiego? Niewyobrażalne… Miś z bilbordu zapewniający słuchalność odchodzi...

Szkoda, że człowiek z taką historią i charyzmą postępuje w ten sposób...

 

Tekst ten publikowałem już w styczniu, ale  w świetle szumu medialnego i fanfar, jakie dobiegają teraz z Myśliwieckiej, uznałem, że warto podyskutować o tym raz jeszcze.

cykuta
O mnie cykuta

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Polityka