Kondory myśli solidarnej
Obrona śp.Waldorffa
Kondory to piękne ptaki drapieżne z drobnym felerem. Ponieważ głównie zasiedlają obie Ameryki więc nazywa się je często Sępami Nowego Świata. Upierzenie mają zazwyczaj od ciemnego wchodzące w czarne, co budzi skojarzenia z Żeromskiego krukami i wronami.Wszystkie te ponure ptaszyska są zwane padlinożercami. Te pomniejsze określa się ścierwnikami. Żerują one na wysypiskach i śmietnikach stanowiących obrzeża ludzkiej cywilizacji. Mają one ten fascynujący walor, iż latają niezwykle wysoko wykorzystując prądy wznoszące powietrza obserwując najmniejszy formy życia na ziemskim padole łez. Brak ich ruchu powoduje natychmiastowy atak tych czyścicieli przyrody. Wykorzystują one do tego wielce nieestetycznego celu swój mocny i drapieżny dziób osadzony na małej główce będącej przedłużeniem niezwykle długiej i sprężystej szyi. Jest to niezwykle skuteczny organ wiwisekcji i infiltracji poczynając od miejsc najbardziej intymnych i często niezbyt higienicznych poprzez penetrację pozostałej reszty. Ci czyściciele przyrody mają swoje stałe i usankcjonowane miejsce w łańcuchu pokarmowym istot żywych.
Jak więc się okazuje nie tylko michnikojady w naszym społeczeństwie mają swoje ściśle określone miejsce, ale także w michnikowych szeregach można znaleźć ekskrementojady. Przyroda zatem prezentuje nam niezwykłą różnorodność gatunków i bogactwo form egzystencji. A wszystko to jest przyporządkowane celowi głównemu jakim jest przedłużanie życia na ziemi. Ich doskonalenie i rozwój nie jest podyktowane autonomiczną skłonnościa do postępu, lecz stanowi konsekwencję adaptacyjną organizmów do uwarunkowań zewnętrznych. Mówić o tym należy, żeby zdawać sobie sprawę z konieczności i nieodzowności funkcjonowania czyścicieli z miejskich zakładów komunalnych. Bowiem, dzięki tej paskudnej profesji, której rola jest nie do przecenienia.mamy to co nazywamy porządkiem. Żeby jednak w naszym społeczeństwa istniała harmonia musi funkcjonować pewnego rodzaju równowaga funkcjonalna między śmieciarzami a czyścicielami. Nadto ta niezwykle pożyteczna praca czyścicieli musi podlegać kontroli, by wraz z odpadami nie wyrzucić perełek naszej cywilizacji i kultury na śmietnik ludzkiej historii.
Poza śmietnikiem globalnym, mniej nas interesującym, mamy także własny polski śmietnik, coraz częściej poddawany społecznemu oglądowi drogą zwiększonej aktywności bezrobotnych na tym gruncie. Bardzo dużo mówimy, w formie raczej życzeniowej, o jakże wspaniałym i potrzebnym recyklingu odpadów. Niemniej ubogie polskie społeczeństwo musi zacząć się przyglądać własnej gospodarności, by nie dopuszczać do wyrzucania przysłowiowych niemowląt wraz z kąpielą lub ze śmieciami. Poza własnym, wewnętrznym dyscyplinowaniem się, koniecznym jest przyjęcie stosownych miar w zakresie ochrony naszego środowiska przed uczynieniem nas śmietnikiem Europy.
Musimy skrzętnie pilnować nie tylko zrzucanych do nas szkodliwych substancji, materiałów i produktów ale także idei, koncepcji i systemowych rozwiązań. Bowiem w swej istocie wpływa to na zagrożenie fizyczne naszego bytu oraz rozwodnienie tożsamości narodowej. Zatem nasze poczynania są dokładnie odwrotne od sytuacji w krajach rozwiniętych, gdzie większość grup narodowościowych poszukuje swoich korzeni i dąży do umacniania własnej tożsamości. Jeżeli będziemy kontynuować tę samobójczą i samowyniszczającą nas politykę, to musimy sobie zadać pytanie, po kiego czorta nasze poprzednie pokolenia ojców i dziadów walczyły o wolność i suwerenność polskiego narodu. Czyż nie należało się poddać wpływom rusyfikacji i germanizacji poprzez wtopienie się w tamte narody? Jeżeli odpowiemy, że mieliśmy obowiązek walki o sprawy polskie, to nikt z nas nie zdejmie obowiązku kontynuacji tej walki naszych antenatów.
O walce, o polskość, decydują ludzie, ich jakość, zaangazowanie i patriotyzm. Zwróćmy uwagę na naszych sojuszników i idoli; USA, Niemcy, Izrael. Jak oni dbają o utrzymanie integracji swoich społeczeństw wobec głównej osi ich polityki zmierzającej do pomnażania dóbr własnych oraz wzmacniania roli i znaczenia własnych narodów, za wszelką cenę. Ci ludzie przysięgają oficjalnie na wierność swemu narodowi, w każdym urzędzie flaga państwowa przypomina im o przynależności narodowej. Tam i owszem, podejmuje się krytykę lokalnych kacyków ale w imię umacniania istniejącego status quo. Nie dopuszcza się krytyki systemowej, brak której doprowadził do dramatu dzięki panoszeniu się i pozostawaniu poza kontrolą panów Greenspanów, Madoffów i innych jakże swojsko brzmiących nazwisk.
U nas dla odmiany i w interesie wskazanych mocarstw robi się wszystko by rozbić jedność moralno-polityczną Polaków, osłabić naród i państwo, pozwalając na jego stałe i konsekwentne połykanie przez rekiny światowej finansjery. Dlatego dąży się do świadomego i celowego ośmieszania i eliminowania polskich tradycji patriotycznych i narodowo-wyzwoleńczych oraz dyskredytowania autorytetów moralnych, świata sztuki, kultury i nauki. Jest to wyjątkowo perfidna i podła deprecjacja polskiej racji stanu.
Początek tej polityce dali twórcy i założyciele „S” tacy ludzie jak: Kuroń, Michnik i Geremek. Jej niechlubną kontynuację realizowali : Michnik, Kwaśniewski i Rywin doprowadzając do upadku polskiej lewicy. Dzisiaj w kotle mieszają: Kaczyński i Tusk.
Nad tym wszystkim stoi i steruje z tylnego siedzenie niejaki Smolar, szef fundacji im.Batorego. Dokąd te nitki sięgają nie będę mówił głośno, by sobie nie napytać wrogów i biedy. Inteligentny lud doskonale wyczuwa, co jest grane w tej zabawie w „durnia”.
Fundamentem owej polityki jak wielokrotnie wykazano na łamach tej platformy, jest nie solidarność, a nienawiść, w której często odzywają się uprzedzenia rasowe i nacjonalizmy, gdzie wygrywa się starą dewizę:”Divide et impera”. Bujnie rozwija się nienawiść wobec Rosjan, niechęci wobec Niemców i uprzedzenia mniej lub bardziej zasadne, lub też niezasadne wobec Izraela. I mówimy tutaj o zachowaniach struktur urzędowych, które starają się skłonić społeczeństwo do swoich zachowań. Na całe szczęście naród coraz bardziej dystansuje się od solidarno-burżuazyjnej władzy nie tracąc resztek zdrowego rozsądku w tej feerii cyrkowych numerów naszych pseudoelit.
Przykładem takich kolejnych figlików było droczenie się Panów Michnika z Passentem o Pana Waldorfa. I nie byłoby w tym nic uwłaczającego ani zdrożnego gdyby ta zabawa między Panem,Wójtem i Plebanem nie posiadała ciągle tego samego kontekstu.W rezultacie symulowane i powtarzające się gry owych zmiennych tryumwiratów prowadzą do tego samego skutku. A jest on opłakany dla nas, społeczeństwa i Polski. Nigdzie nie słyszymy, by Polska rosła w siłę a ludzie żyli dostatniej. Nazwisk ludzi, którzy zostali beneficjentami tego układu przytaczał nie będę, aby nie być pomawianym o uprzedzenia rasowe, chociaż ja akurat w tym przypadku mam uprzedzenia kapitałowe, jako iż wyzysk Amerykanina, Izraelity czy Niemca taki sam ma smak.
By zbytnio nie zajmować się dokuczlikwymi dolegliwościami kapitalizmu lepiej jest przejechć się po Waldorfie w imię spraw górnych i bzdurnych. W tej demokratycznej i świetlanej rzeczywistości serwuje się nam nową bijatykę, tym razem o Pana Waldorffa, by weselej nam było. Autorem i aktorem wykonawczym tej całej awantury była niejaka Pani Domańska. Problem polega na tym, że już na wstępie to ja o Waldorffie,co nieco wiem, a o Pani Domańskiej w swej niepoprawnej głupocie niczego się nie dowiedziałem. Tym oto sposobem młoda,dynamiczna i zdolna do wszystkiego bojowniczka solidarności walczy odważnie i z pełnym oddaniem, z truchłem Waldorfa i jego mitem. Waldorf już obronić się nie może, ale niektore jego książki, ich tytuły i powiedzenia mogą jeszcze razić kapitalistyczną wojowniczkę. Zarzuca ona znamienitemu umrzykowi, że w okresie swej młodości fascynował się on Mussolinim i Hitlerem.
W okresie młodości wielu ludzi niczym Domańska , fascynowało się rzeczami dziwnymi i niezrozumiałymi, by w wieku dojrzałym odstąpić od ich zgłębiania. Ja mogę zrozumieć to zainteresowanie u początków ruchu faszystowskiego, który był niczym innym aniżeli antidotum dla głodu, chorób, nieszczęść będących schedą po pierwszej wojnie światowej. Na tym etapie nikt nie mógł przewidzieć, w którę stronę pójdzie ruch Fascio del combatante. I jeżeli Waldorff nie biegał po ulicach w brunatnej koszuli to doskonale można zrozumieć, po pierwsze jego wrażliwość społeczną i po wtóre jego inteligencję.
Natomiast chwalenie Waldorffa za to, że w okresie stanu wojennego nazwał Urbana łachudrą jest wysoce dyskusyjne.Wynika to z tego, że metoda pomawiania i przypinania łatek jest generalnie negatywną metodą, nawet gdyby miała ona prowadzić do nieba. Tym sposobem owo pomówienie bardziej przylega do Waldorffa aniżeli do Urbana. Gdyby w rezultacie solidarnej rewolty wszyscy Polacy zostali szczęśliwi, zdrowi i bogaci to taki epitet uprawniałby Waldorffa, póki co jest on jednak nieuzasadniony.
Ponoć w 1949 roku Waldorff napisał paszkwil na księży. Po pierwsze należy mieć pewność, że ten paszkwil był jego autorstwa. Przyjmując, że paszkwil jest to zjadliwy utwór literacki ośmieszający kogoś, to pół biedy, gorzej jeśli on został napisany w sposób oszczerczy i obelżywy. Chciałbym wówczs poznać te oszczerstwa i obelgi by umieć uzasadnić ich szkodliwość personalną. Dzisiaj z perspektywy czasu, nie oceniam, że KK był taki bez skazy i wady. Sam biskup Krasicki przypinał mu łatki, co niemiara kpiąc zeń setnie. Dlatego zupełnie inne spojrzenie w tym przedmiocie będzie ze strony wojującego klechity a zupełnie inny pogląd będzie prezentował ateusz. Nie ukrywam, że w tej sprawie jestem po stronie człowieka bardziej otwartego.
Pani Domańska zarzuca także Waldorffowi, że był on antysemitą. Faktem jest, że czasy II RP były miejscem antyżydowskich wystąpień i zachowań w owym czasie. Jeżeli jednak stawia się tego rodzaju zarzut Waldorffowi to chciałbym wiedzieć na czym ów antysemityzm polegał, żebym ja sam mógł osbiście ocenić na czym to zjawisko polegało i jaki był stopień jego szkodliwości społecznej.Tak między Bogiem a prawdą to ja nawet sądziłem, że Waldorff był Semitą a zatem skąd się miał u niego wziąc ten antysemityzm. Widać jednak, że Waldorff był bardziej faszystą i hitlerowcem, któremu udało się uchronić w peerelu i dziwnym zbiegiem okoliczności nie pożreć Michnika, Kuronia, Geremka i parę innych smacznych kąsków, oszczędził też Szpilmana, Mazowieckiego i Kisielewskiego.
Był też jak się okazuje homoseksualistą i ikoną wszystkich pedałów i lesbijek. A ja już, o mały włos, sądziłem, że żyjemy w wolnym, pluralistycznym i demokratycznym kraju. Muszę też podkreslić, że on nie wybierał swego pedalstwa lecz Bóg go nim obdarzył, a zatem pretensje i żale skierowane są pod niewłaściwym adresem. Całe szczęcie, że nie dożył on wolnoeuropejskich czasów Domańskiej i Donka kastratora.
Dalej oświeca się nas, że mienił on się być prawicowcem. Nie wiem czy ma to być pochwała czy przygana. Mnie się wydaje, że gdyby Waldorff wiedzial, że Tusk chce go…no ten…tego… chemicznie potraktowć, to ogłosiłby się po dwakroć lewicowcem, jako iż lepiej autentycznie czynić prokreację aniżeli werbalnie pieprzyć głupoty.
Złośliwie i chyłkiem traktuje się Waldorffa, że bronił muzyki tej z najwyższej półki ale nie znał się na niej. O ile wiem Waldorff uczęszczał do konserwatorium muzycznego i równolegle studiował prawo. Poza tym praktyka muzycznego krytyka czyni zeń mistrza. Był jednym z filarów peerelowskiej „Polityki”, na którą czekało się z utęsknieniem każdego tygodnia, co pewnie stanowi cierń bolszewicki Waldorffa w szlachetnej i białej piersi prawicowej Domańskiej. Rzecz w tym, że jego czerwony cierń był twardy i szlachetny, a jej piersi są nieskordynowanie rozkołysane, pewnie brakiem spełnienia.
W czasie wojny ponoć był przyjacielem dozgonnym, a w czasie pokoju stał się wrogiem zdradzieckim i nienawistnym. Nie bardzo rozumiem z czego tutaj czynić zarzuty. Prawa wojny i pokoju są zupełnie innymi.W czasie wojny zwalczamy wrogów zewnętrznych, a czasy pokoju stanowią konieczność zwalczania wrogów wewnętrznych: głupoty, nienawiści,bezhołowia, prywaty i egoizmu, niekompetencji oraz tych wszystkich, którzy są nosicielami tych przywar i niegodziwości. Za to też chwała Waldorffowi w całym zakresie zwalczania negatywnych cech narodowych i polskiego Ciemnogrodu.
Odmawia mu się prawa bycia mędrcem, ponieważ pijał bruderszaft z sekretarzem KC naszej partii. Jak się łatwo domyśleć nie „S” nadała mu miano mędrca, zatem nie powinna mu tego miana odbierać, ponieważ jednak Domańska nie potrafiła sięgnąć jego poziomu więc próbowała go sprowadzić na swój pułap kurzej grzędy. Trudno się dziwić, że Waldorff wolał chlać wódę z sekretarzem KC aniżeli z nieokrzesanym kmiotem solidarnym. Samo spożywanie alkoholu w prymitywnych warunkach jest zwykłym opilstwem. Natomiast wypicie kieliszka koniaku z kawą w towarzystwie człowieka, którego cenimy i darzymy sympatią nabiera zupełnie innej wymowy. Ponadto od adepta sztuki podawania nogi i picia;” zdrowie wasze w gardło nasze” naprawdę niewiele można się nauczyć nawet gdyby miał on o sobie jak najwyższe mniemanie.
Do równie niskich i nieeleganckich należy wypominanie Waldorffowi czynienia zabiegów wokół pozyskania talonu na Fiata 125P. A to, że awanturował się o kolor czerwony bardzo o nim pozytywnie świadczy i o jego poczuciu estetyki oraz wystawia mu właściwe świadectwo politycznego wyrobienia. Nie każdy ceni sobie kolor czarny jak obecne elity, które być może nie wiedzą z czym on się kojarzy.
Wyraźnie mija się z poprawnością polityczną fakt, że Urbanek odważył się napisać biografię Waldorffa. Nie do przyjęcia z prawicowego punktu widzenia jest napisanie tej biografii w sposób wyważony i obiektywny z szacunkiem dla podmiotu tego rysu życia, który zasługuje na przynajmniej życzliwe przyjęcie go, tak jak był przyjmowanym za życia. Okazuje się jednak, że dla „S” wszystko musi zostać tak politycznie zmanipulowane by odpowiadało ich skrzywionej wizji świata. Urbanek postąpił wobec Waldorffa bardzo obiektywnie i uczciwie zbierając fakty z jego życia i pozostawiając opinie i oceny czytelnikom. Okazuje się jednak, że takie widzenie, w którym nie ma plwocin, nie posiada właściwego solidarności wyrazu artystycznego.
O solidarnym zakłamaniu i nieprzyzoitości wobec promotora odbudowy Cmentarza na Powązkach stanowią awantury kleru związane z pochówkiem Waldorffa. Czyż nie zasłużył on sobie na miejsce spoczynku w nekropolii, która jego sumptem w znacznej mierze została odrestaurowana stanowiąc świadectwo i wizytówkę naszej kultury oraz szacunku dla zmarłych. Jeżeli takie ekscesy, bo jak to inaczej nazwać, mają miejsce w stolicy, w centrum Europy, w odniesieniu do człowieka niezwykle zasłużonego dla polskiej kultury, to wyobraźmy sobie co może się dziać w Psiej Wólce państwa będącego ostoją fundamentalizmu religijnego. Nie to miejsce i nie te czasy, a jednak…wprost wierzyć się nie chce. Człowiek nie ma prawa do wyboru wiary, preferencji seksualnych, decyzji o urodzeniu dziecka…toż to średniowiecze…bez mała.
Książka napisana przez Urbanka nosi tytuł:”Ostatni baron PRL-u”, co ponoć solidarnym zdaniem ma oznaczać drugi sort Waldorffowego szlachectwa. A ja mam zupełnie inny pogląd w tej sprawie.Uważam, że intelektualne szlachectwo Waldorffa jest pierwszej marki. To zwykła zawiść powoduje, że ludzie nienawiści starają się zdejmować z postumentów, tych którzy ewidentnie sobie na to zasłużyli. Bodaj w żadnym kraju, poza Polską, nie ma zwyczaju likwidowania i niszczenia pomników kultury. Jest to przejaw wyjątkowego barbarzyństwa i prymitywizmu ludzi, którym dana została władza. Niezależnie od solidarnego nurzania „Ostatniego barona PRL-u”w nieczystościach własnej polityki wypada zdecydowanie powiedzieć, że przerasta on wielokrotnie „Pierwszego barana RP”. To zderzenie przynosi Waldorffowi oczywisty powód do chwały. Jego wspaniały karawan odjechał już dawno, a popiskiwania i tuptania mołojców wiadomej walki niczego tutaj już nie zmienią.
Owo dziewczę hoże znęca się nad Waldorffem niemiłosiernie pomawiając go o brak inteligencji połączony z naiwnomścią.Określa go ta pannica jako bon vivanta o niezbyt przenikliwym umyśle pytając kim on był właściwie, arystokratą ducha czy reliktem przedwojennej inteligencji? Jej błyskotliwa pointa odnosi się do tego, że nad biografią unosi duch czarującego pana,o którym się strasznie plotkuje i nie pozwala on mieszczańskim dziewczynkom zgłębić swoich ziemiańskich zakamarków i tajemnic. A fe, Panie Jerzy, takie przykrości wyrządzać rozochoconym panienkom z
towarzystwa.
I na koniec kilka złotych myśli Waldorffa, po odpowoiedniej trawestacji, dedykowanych Pani Domańskiej:
-Ciach ją smykiem, /jak nieuważną uczennicę/
-Dzięki Bogu Pan Bóg uderzył mnie po nogach a nie po głowie, /jak widać dokładnie odrotnie niż u zawistnej autorki/
-Jak świat światem, rozrywka zawsze miała stokroć większe powodzenie od wielkiej sztuki, /Jak Waldorff doskonale to przewidział w kontekście pani Domańskiej/
-Ja wykonawców rock-n-rolla nazywam kwiczołami narodowymi, /zatem niech sobie kwiczą ,a my uśmiechajmy się/
-Muzyka łagodzi obyczaje, /Poza wyjątkiem niezwykle umuzykalnionej pani Domańskiej/
-Zamienić takt 3/4 na 4/4 to tak, jak przypiąć bażantowi krowi ogon, /tutaj już komentarza nie będzie, żeby nie dotknąć damy/
-Z muzyką powinno być właśnie tak jak w życiu i dobrze, i źle, i poważnie ,i śmiesznie, /No widzi droga pani gdyby zechciało się poznać złote myśli Jurka nie byłoby powodu do afrontów/
-Wasz cmentarz jest jednym z najstarszych w Polsce. Groby polskie to są kotwie narodu, utwierdzają nas w przekonaniu, że mamy prawo do niepodległości, mamy prawo być jednym z pierwszych narodów Europy, /Bez komentarza droga Pani Domańska/.
To, że ocenia nas następne pokolenie jest prawidłowością. Szkoda tylko, że jest ono tak niekompetentne i brutalne. Stąd mili Włodarze naprawdę warto wyciągnąć wnioski z tego stanu rzeczy i nie liczyć na zmiłuj. Od nas, starych repów, można liczyć na bezwładne wsparcie i dobre słowo. Natomiast młode wilki nie odpuszczą nikomu, nawet własnym idolom. Zatem może warto już zejść z barykady. Słowa dziękuję nie będzie, głowę dam sobie uciąć.


Komentarze
Pokaż komentarze