Kulturalne warcholenie
Kiedy mówi dziad do obrazu wydaje się to sprawą dość naturalną. Chodzi jednak o tak intensywne i sugestywne przemawianie doń, by zechciał on zareagować na przykład łzami rzęsistymi. Póki co zdarzają się takie przypadki z mocy kapłanów, że pojedyńczymi łzami ciurkają święte obrazy. Dlatego tak ważną jest kwestia wyboru właściwych obrazów. Kiedy mieszka się w stolicy nie ma większego problemu z inwestowaniem w siebie, ponieważ statystycznie rzecz biorąc są tam najwyższe zarobki. Było tak, i za babci komuny, tak jest i obecnie. Zawsze podziwiałem pracowitość tego warszawskiego ludka. Nasze stolice zawsze czymś nam starały się imponować.Krakusi walczyli ze smokiem, a warszawiacy z kolumną Zygmunta. Jedynie Gniezno, zdaje się, zachowało przyzwoitość.
Muszę powiedzieć, że jestem raczej zwolennikiem metodycznego inwestowania w siebie, aniżeli od przełomu do przełomu. Chociaż obecna demokracja tak wyjaławia kulturalnie, że i przełom nadaje się dla tak godziwego celu. To intensywne obcowanie z kulturą w Warszawie nazywa się inwestowaniem w siebie, zgodnie z obecnie obowiązującymi tendencjami liberalnymi. W Gdańsku, jak dowiadujemy się, tamtejsi liberałowie nazywają to “ładowaniem akumulatorów”. Nie jestem przekonanym czy takie indywidualne a może i gremialne odprawianie modłów przez neoliberalnych dziadów przed tworzonymi przed przez siebie ołtarzykami będzie skutkowało czymś pozytywnym.
Oczywiście nie zamierzam tutaj dyskutować o elitarności lub masowości kultury.Tym niemniej wspominanie noszenia owego kagańca kultury pod strzechy wydaje mi się nieodzownym. Mam już dość głupawych dyskusji o prywatyzacji instytucji kultury, w tym także telewizji publicznej jako remedium na wszystkie ich słabości. Prywatyzacja kultury oznaczać będzie dalszy spadek i tak już niskiego poziomu programowego TVP wystarczająco zanieczyszczonego reklamowym chłamem biznes rynku. W USA ten rynek uznawany jest w zakresie obrotu kapitałowego za drugi po zajmującym pierwsze miejsce przemyśle zbrojeniowym. Zatem ukrytą intencją liberałów z PO przygotowujących stosowną ustawę jest rozszarpanie między sobą tego ogromnego rynku kapitałowego. I z góry należy założyć pogorszenie jakości usług wynikające z elementarnej zasady kapitalistycznej cięcia kosztów.
Ta polityczna szulerka i grabież wartości materialnych i duchowych trwa bez jakichkolwiek zahamowań i ograniczeń. I nie wystarcza już szaleńcze rzucanie się Olbrychskiego z pałaszem na “dzieło sztuki”, co prawda w innym kontekście. Ale jest to symbol polegający na szaleńczym rzucaniu się uznanego aktora na “dzieła nowej kultury”. W nowym układzie politycznym bez mała wszyscy rzucają się na truchło komunistycznej Babuni. Ostatnio okazuje sie, nawet KK jest umoczony w aferach związanych z przejmowaniem ziemi przyznawanej przez Komisję Majątkową złożoną z samych księży, do tego stopnia, że sprawą musiały się zająć służby specjalne. Zatem nasza kultura ta stricte,a także polityczna ,gospodarcza i prawna znajduje się pod zdechłym Azorkiem.
Stąd wszelkie kroki zmierzające do podnoszenie kultury osobistej są niezwykle chlubnym zadaniem na niwie jej rozwijania w polskiej pustyni i puszczy. Niestety nie służy temu jednak obecny system polityczny, który ogranicza dostęp ubożejącemu społeczeństwu do skarbnicy kultury narodowej i obcej. Mogą sobie na to pozwolić zaledwie nieliczni. Oznacza to postępującą polaryzację kulturalną społeczeństwa. Dlatego tak nieodzowna jest misyjna funkcja telewizji publicznej, która ma obowiązek przybliżać kulturę przez wielkie K szerokim masom społecznym. Prywatyzacja telewizji oznacza programowe zaśmiecanie niskiej jakości kulturą reklamową, której zadaniem jest dotarcie do jak najszerszych, niewykształconych mas konsumentów, co z góry określa i dyskredytuje poziom jakości programowej.
Przy okazji rozważań o kulturze wypada powiedzieć, że jej kształt i obraz w oczywisty sposób są formowane przez politykę. Weźmy dla przykładu likwidację Festiwalu Piosenki Radzieckiej w Zielonej Górze cieszącego sie niezwykłą popularnością i uznaniem wśród mieszkańców winnego grodu i Polaków. Zwróćmy uwagę na likwidację niezwykle patriotycznego Festiwalu Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu. Chciałoby się zawołać,a komu przeszkadzał polski patriotyzm? Widocznie byli patrioci innych ojczyzn! Zauważmy praktyczne rozbicie Zespołów Pieśni i Tańca “Mazowsze” i “Śląsk”, które stanowiły sztandar i wizytówkę polskiej kultury za granicą. A komu przeszkadzał w telewizji znakomity kabaret Olgi Lipińskiej, będący perełką tej smutnej, księżej telewizji? Teraz próbuje się nas nakarmić serialową sieczką. Czy nam to wystarcza? Nie wszystkim. Niektórzy, mający możliwości i ambicje uciekają od polskich duszących klimatów do atmosfery praworządnego Berlina.
W Warszawie Pan Passent miał okazję obejrzeć prace Tadeusza Dominika o których sam artysta mówi co następuje:
“Moje malarstwo jest w całości efektem otwarcia na naturę, jest inspirowane naturą. Nie ilustruję natury, ale swoimi obrazami otwieram drogę widzowi do jej własnego przeżywania”.
Natomiast solidarny poeta Herbert określa tę twórczość na miarę swojej wrażliwości:
“Świat Dominika to ogniste słoneczne koła, kwiaty, patyki w płocie, dzbany, bochny chleba, trawa”.No cóż tak krawiec kraje jak materii staje, jednak nie w kulturze, gdzie i z piasku bicz można ukręcić jeśli ma się talent.
A zobaczmy teraz co Berlin nam oferuje: Josepha Beuysa, Paula Klee i Jeffa Koonsa.
Kim jest Beuys?
Joseph Beuys (ur. 12 maja 1921 w Krefeld - zm. 23 stycznia 1986 w Düsseldorfie) - niemiecki artysta, teoretyk sztuki, pedagog, działacz i reformator społeczny i polityczny. W swojej twórczości zajmuje się głównie rzeźbą, rozszerzając formułę tego medium aż po działania w czasie i procesy społeczne.Twórca „rozszerzonego pojęcia sztuki”: Jego najsławniejsze zdanie brzmi – „Każdy człowiek jest artystą”.
Co sobą stanowi Paul Klee?
Klee Paul (1879-1940), malarz, rysownik, grafik szwajcarski. Wykształcony w Monachium i luźno związany z ugrupowaniami awangardy niemieckiej…
Poczytajmy co on mówił o sobie:
Jedno oko widzi, drugie czuje. Dzieło sztuki otwiera oczom perspektywy, które powinny być rozpoznane, tak jak zwierzę bada powierzchnię pastwiska. Kolor mnie posiadł. Nie muszę się za nim uganiać. Posiadł mnie na zawsze, wiem to. Oto sens szczęśliwej godziny: ja i kolor to jedno. Jestem malarzem.
Pora na Jeffa Koonsa:
Jeff Koons (1955 – )
Amerykanin, zajmuje się malarstwem i rzeźbą. Przez rok mąż Ciccioliny, włoskiej gwiazdy porno-filmów. Po rozwodzie ich związek okazał się marketingowym sukcesem.
Do tej kompanii należy także Andy Warhol:
Andrew Andy Warhol (ur. 6 sierpnia 1928 r. w Pittsburgu, w Pensylwanii, USA, zm. 22 lutego 1987 w Nowym Jorku, USA) – wszechstronny artysta, najbardziej znany przedstawiciel pop-artu. Andy Warhol znany jest przede wszystkim z prostych i seryjnych kompozycji o wysokim kontraście kolorystycznym, do których używał techniki serigrafii.
Mówi o sobie w ten sposób, jak na Amerykanina przystało ;
że rozwalać jest lepiej niż coś ścibolić. Sztuka jest po to, żeby nagle nie wiedzieć. Żeby nam wyrwać krzesło spod tyłka, żebyśmy nagle spadali. A nie po to, by nam wiedzę dostarczać, pouczać.
Oto artyści przeklęci i święci jak mówią o nich znawcy przedmiotu.Tego jeszcze nie było: pięć największych galerii i muzeów w Berlinie podjęło wspólny temat: “Kult artystów”.
Dziesięć jednocześnie prezentowanych tam wystaw uświadamia, jaką rolę odgrywali kiedyś, a kim są obecnie wielcy twórcy.
Klee, Giacometti, Beuys, Warhol, Koons. Nazwiska jak dzwony, wypisane wielkimi czcionkami na fasadach muzeów. Drogowskazy wytyczające wielokilometrową trasę, na której znalazły się także pokazy zbiorowe, tematyczne. Dopiero po przejściu całości objawia się sens przedsięwzięcia. Chodzi mianowicie o status artysty – obecnie i w minionych wiekach.
Kiedyś traktowano go jak bezimiennego rzemieślnika, potem wyniesiono do rangi proroka, następnie zobaczono w nim demona. A współcześnie? Jedni uwierzyli w wyroki rynku sztuki i biegną za modami, inni zdystansowali się wobec trendów, jeszcze inni kreują swój image jak gwiazdorzy filmowi.
Nasz rodzimy Beksiński ponoć powiadał, że odbioru sztuki winniśmy się nauczyć całymi swoimi bebechami. I mieści się ta wypowiedź jak gdyby w linii interpretacyjnej w/w wielkich artystów. Być może nieco trywialna, być może nieco prostacka ale oddająca meritum umiejętności reagowania każdym nerwem naszego jestestwa na piękno. Zatem oprócz elementarnej wiedzy trzeba mieć wrażliwość człowieka dla umiejętności odczytywania artystycznie przetransformowanej rzeczywistości.
Jak widzimy Berlin zdecydowanie zaczyna spychać Warszawę na peryferyjne pozycje wschodniej prowincji Unii Europejskiej. Poza Polską “B”, znakomitej większości Polaków zaczyna być bliżej do Berlina aniżeli do Warszawy. Z Berlinem dzieli nas zaledwie 200 km, a Warszawa oznacza ponad 400 kilometrowe oddalenie. Stąd jeździmy tam w poszukiwaniu pracy, chleba i życiowej szansy na przyszłość. A także, jak Pan Passent dowodzi swoim przykładem coraz częściej wyjeżdżamy do Berlina w poszukiwaniu kultury, bowiem oferta lokalnej Królikarni czy kociarni zaczyna być niewystarczającą.
Warszawa na własne życzenie spycha się swą polityką na margines dziania się rzeczy istotnych. Zachodnie dzielnice Polski stają sie dla ogromnej berlińskiej aglomeracji co najwyżej zapleczem weekendowo-relaksowym dla sporej części Berlińczyków. Wielkie rzeczy znajdować będą swe odbicie w wielkich stolicach europejskich jak Berlin i Moskwa. Warszawa ze skąpymi możliwościami może być zaledwie skromnym przystankiem wypoczynkowym między tymi ogromnymi stolicami rozgrywającymi karty przyszłości. I albo Warszawa przyjmie na siebie rolę łącznika między tymi stolicami, albo zapluje się sama w tej nędznej polityce destrukcji i zapyziałej degrengolady tak typowej dla prowincjonalnego karła. Nie potrafimy stworzyć szybkiej kolei Wschód-Zachód, ani tras drogowych szybkiego ruchu, gdzie jeżdżąc po wskazówki do Brukseli solidarne elity trzebią się skutecznie w wyniku nieudolności i niekompetencji w zakresie komunikacyjnych rozwiązań.
Wypada podziękować Panu Passentowi za łyk kultury Zachodu, gdyby jeszcze nieco odważniej zechciał nas uraczyć łykiem kultury Wschodu, niekoniecznie w zachodniej edycji nobilitującej i dopuszczającej tę kulturę na nasz rynek.
Mówiąc o zachodniej kulturze niesposób pominąć jej aspekt oceniany przez Watykan jako kultura śmierci. Jej przejawem są ostatnie ataki Izraela z powietrza i lądu na Strefę Gazy, w rezultacie czego zginęło już kilkaset cywilnych osób.W interpretacji naszej solidarnej propagandy bardzo słusznie się dzieje, że uzbrojeni po zęby Żydzi tłuką Palestyńczyków walczących o Ojczyznę sporządzonymi przez siebie prymitywnymi rakietami wykonanymi z rur wodociągowych. Żydzi mają prawo mieć wszystko a Palestyńczykom odmawia się nawet prawa do życia. Oto i mentalność kapitalistycznego agresora. W tę paletę niesłusznych zachowań polskiej polityki zagranicznej wpisują się także ataki na Rosję za to, że przykręca ona kurki Ukrainie. Mimo obowiązujących praw rynkowych popytu i podaży, nasi sojusznicy polityczni mają prawo nie płacić za skonsumowany gaz w należnej wysokości nie mówiąc o jego kradzieży. Taka jest ta dziwna mentalność Kalego.
Chciałoby się, by kultura doprawdy łagodziła obyczaje. Jeżeli jednak taki Warhol zachęca: “że rozwalać jest lepiej niż coś ścibolić. Sztuka jest po to, żeby nagle nie wiedzieć. Żeby nam wyrwać krzesło spod tyłka, żebyśmy nagle spadali. A nie po to, by nam wiedzę dostarczać, pouczać”. To i trudno się dziwić, że w wyniku propagowania tego typu kultury USA muszą spadać w otchłań bessy.
Poza przypadkiem niezrównoważonej kultury politycznej Saakaszwilego jestem z natury rzeczy zwolennikiem i obrońcą małych i słabych. Każdy przejaw przemocy dużych i silnych wobec tych pierwszych jest godzien najwyższego potępienia. Szczególnie jest to niesmaczne kiedy odbywa sie pod hasłami wolności, sprawiedliwości, demokracji i tym podobnych burżuazyjnych frazesów. A już szczególnie nieeleganckim jest kiedy rozbójnicze poczynania probuje się zasłonić kulturą.
Więc panowie jego zdrowie, niechaj żyje nam…to oczywiście toast za pokój i kulturę sensu stricte.
111
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze