0 obserwujących
26 notek
33k odsłony
  216   0

Krew na rękach

 

Muszę wyrzucić wszelką truciznę, wszelkie kłamstwo i wszelki jad ze swej duszy, wszystkie tzw. powszechnie znane fakty, którymi reakcja mami słabsze głowy i charaktery. Co też niniejszym wpisem niezdarnie czynię.

 

 

II

 

 

Biorąc pod uwagę wrażliwość jego duszy, Władimir Władimirowicz Putin musiał mieć szczególnie ciężką karierą zawodową. Spędził ją bowiem w organizacji, która morderstwo i skrytobójstwo podniosła do rangi sztuki. Jedna z maksym KGB, chętnie cytowana przez p. Aleksandra Ściosa, głosi: Każdy głupiec potrafi popełnić morderstwo, ale trzeba być artystą by popełnić naturalną śmierć.

 

Aby w pełni docenić masochistyczny rys Władimira Władimirowicza, przypomnijmy, że przynależność do tej organizacji i zasługi jej oddane uważa za swój największy tytuł do dumy. Oświadczał wprost, że jej członkiem zostaje się na całe życie. Po objęciu w 1999 roku stanowiska premiera Federacji Rosyjskiej zwrócił się do sali pełnej swoich kolegów: Jesteśmy znów u władzy, tym razem na zawsze.

 

Do tego stanowiska Władimir Władmirowicz Putin doszedł po serii wybuchów w blokach mieszkalnych. Wybuchy te pochłonęły życie około trzystu osób.

 

Trzystu skrytobójczo zamordowanych ludzi.

 

Oficjalnie za sprawców uznano muzułmańskich terrorystów, których śladów jednak przedziwnym trafem nigdy nie znaleziono. Oficjalnie też stały się jedną z dwóch głównych przyczyn drugiej wojny czeczeńskie - obok rajdu na Dagestan dokonanego przez Szamila Basajewa. Człowieka, którego oddziały już w czasach wojny abchaskiej  były trenowane przez GRU.

 

Dziesięć lat później Siergiej Stiepaszyn - poprzednik Putina jako premier -  otwarcie przyznał, że druga inwazja na Czeczenię  była zaplanowana już na pół roku przed "zamachami terrorystycznymi". Skąd zresztą wniosek, że ciekawi kulisów wojny z Gruzją  AD 2008 lub katastrofy smoleńskiej AD 2010 powinni uzbroić się w cierpliwość i czekać przez kilkanaście lat na szczersze wywiady ludzi z bezpośredniego otoczenia Putina i Miedwiediewa... ale odbiegam od tematu.

 

Druga wojna czeczeńska pochłonęła od 25 do 50 tysięcy zabitych lub zaginionych Czeczenów oraz 11 tysięcy zabitych żołnierzy rosyjskich. Jeśli mnie pamięć nie zwodzi, Grozny określano jako najbardziej zniszczone miasto w Europie od Warszawy w 1944. Setki tysięcy ludzi zostały oddane na łaskę i niełaskę rosyjskich dowódców, czeczeńskich watażków i promoskiewskich milicji.

 

W samej rosyjskiej armii w ciągu tylko jednego roku (2002) 500 żołnierzy - siła równa jednemu batalionowi - zginęło za sprawą sadyzmu oficerów i popularnej "fali", nie w trakcie walk.

 

Najsłynniejsza dziennikarka, która o tych sprawach pisała, została - jak pamiętamy - zabita przez "nieznanych sprawców" akurat w sam dzień urodzin pułkownika Putina, wówczas dla odmiany prezydenta FR.  Był to, jak bardzo szybko nam wyjaśniono, taki złośliwy dowcip - źli ludzie, którzy szczerze pułkownika Putina nie znosili, postanowili w ten sposób zszargać jego nieposzlakowane imię przed światem. 

 

(Myśmy zresztą to już i wcześniej w Polsce przerabiali - kiedy np. jacyś serdecznie nie znoszący generałów Kiszczaka i Jaruzelskiego ludzie zamordowali cenionego przez nich księdza Popiełuszkę, aby wbić klin pomiędzy władzę a naród. Na szczęście i wtedy, i teraz po Smoleńsku zatryumfowały siły rozsądku i odpowiedzialności, które pozwoliły tym zdarzeniom stać się tym, czym miały się stać: fundamentami nowego ładu politycznego)

 

 

Aby przykre to zdarzenie przyniosło dobre owoce, pułkownik Putin objął śledztwo osobistym nadzorem i powierzył  swojemu asowi atutowemu, prokuratorowi Czajce. Który nadzoruje oprócz sprawy Politkowskiej także sprawę Aleksandra Litwinienki (z jaką zgrozą i odrazą Władimir Władimirowicz musi myśleć o mocodawcach tego mordu!) i Chodorkowskiego właśnie. Oraz, a jakże, śledztwo smoleńskie.

 

Wydaje się niestety, że premier pułkownik Putin ma wielu wrogów. Jego syzyfowe starania o  wyeliminowanie z życia publicznego w Rosji ludzi ze skłonnością do skrytobójstw i zabójstw najzupełniej jawnych są wciąż dalekie od pełnego sukcesu, choć tyle już na tej drodze osiągnięto. Jego podwładni ostentacyjnie grają mu na nosie nawet za granicą - oprócz Litwinienki w Wielkiej Brytanii mordując także Umara Israilowa w Austrii, Zelimkhana Jandarbijewa w Katarze, Sulima Jamadajewa w Dubaju czy wreszcie ostatnio generała-majora Jurija Iwanowa w Turcji.

 

A co dopiero w samych granicach Federacji Rosyjskiej! Nawet stopień pułkownika czy generała nie chroni przed nagłymi zejściami. Przypomnijmy: dowódca generała Iwanowa z czasów służby w Północnokaukaskim Okręgu Wojskowym zginął dwa lata temu jak raz w katastrofie samolotu. Organizator spotkania szefa administracji Jelcyna z Szamilem Basajewem w 1999, pułkownik GRU Anton Surikow został otruty w listopadzie zeszłego roku. W czerwcu tego samego roku w Moskwie zginął generał major Konstantin Pietrow - w okolicznościach do dziś niewyjaśnionych. Jeśli cofniemy się nieco w czasie, przypomnimy sobie np. straszliwy pech generała Aleksandra Liebiedia, który rozbił się w 2002 w helikopterze.

Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale