0 obserwujących
26 notek
33k odsłony
  243   0

30 lat wolności?!

 

Po pierwsze: ponad dwudziestu latach  promowania czy to 4 czerwca, czy to rocznicy powołania rządu Mazowieckiego, czy wreszcie Okrągłego Stołu jako nowego początku wszechrzeczy jedno jest jasne - cała ta polityka historyczna skończyła się absolutną, spektakularną plajtą. Te wydarzenia, najzwyczajniej w świecie, dziś już mało kogo obchodzą i budzą skojarzenia niejednoznacznie, jeśli nie wręcz gorzkie. Z oczywistych względów nie niosą ze sobą nawet tych emocji co obraz tłumu dzwoniącego kluczami w Pradze, nie mówiąc już o obaleniu muru berlińskiego.  Sierpień 1980 to coś zupełnie innego - to data, która jednak zapisała w narodowej podświadomości. Widać to doskonale po temperaturze sporów, jakie w tę rocznicę wybuchły, po natężeniu walki o i na symbole.

 

Tylko daty, które mają jakieś znaczenie, prowokują do takich starć. Rok 1989 taką wagę utracił już zupełnie: ileż można się naparzać o Okrągły Stół, Magdalenkę, esbeków w rządzie Mazowieckiego i "wojnę na górze"?  Jeżeli (raczej już starsi) ludzie mają jakiekolwiek osobiste wspomnienia z tego czasu, to tylko gigantyczne kolejki, wymienianie się informacjami o tym, co rzucili w Katowicach czy Tarnowie, hiperinflację, a z telewizji: głosowanie nad wyborem Jaruzelskiego na prezydenta, Mazowieckiego mdlejącego w czasie expose, Michnika broniącego majątku PZPR i naparzanki Wałęsy z Wujcem czy Turowiczem. Gdzie tu miejsce na entuzjazm, dumę, zbiorowe uniesienia, na poczucie, że jest się częścią czegoś wielkiego?

 

Po drugie, jak zauważył Rafał Ziemkiewicz, po 10 kwietnia, po makabrycznej śmierci Lecha Kaczyńskiego i Anny Walentynowicz, po krakowskim pogrzebie i przemówieniu Śniadka w Bazylice Mariackiej, akcje Solidarności nieprawdopodobnie poszły w górę. Podobnie zresztą jak rośnie liczba tych, którzy czują się przez Władzę Miłości wyrolowani - czy chodzi o farsę "śledztwa smoleńskiego", czy o politykę zagraniczną i energetyczną, czy o kontrakt gazowy,  czy o faktyczną wasalizację wobec Moskwy i Berlina, czy o anihilację polskiej armii, czy o stocznie, czy o nadchodzący krach systemu emerytalnego, czy o rosnące podatki, czy o farsę autostrad i inwestycji przed Euro 2012, czy o lawinowo narastający dług publiczny, czy o żenujący poziom absorpcji środków unijnych, czy o obłąkańczą pogardę wobec chrześcijaństwa czy... dośpiewajcie sobie Państwo sami, co tam komu w duszy gra. Nawet jeśli traktować poważnie oficjalne wyniki wyborów, 8 milionów głosujących na Jarosława Kaczyńskiego plus nieokreślony procent niegłosujących - to już jest potężny potencjał sprzeciwu. A co dopiero gdyby doszło u nas do załamania na wzór grecki?

 

Skrystalizowanie się całego tego potencjału wokół symbolu Solidarności, wokół Sierpnia 1980, wokół tego, co nazwiska Anny Walentynowicz, Lecha Kaczyńskiego, małżeństwa Gwiazdów, Krzysztofa Wyszkowskiego czy Andrzeja Kołodzieja (żeby juz nawet nie wspominać o księdzu Popiełuszce czy Janie Pawle II) faktycznie oznaczają i to z przywódcą politycznym tego formatu, co Jarosław Kaczyński - o, to byłoby dla Władzy Miłości okrutną nieprzyjemnością. I od początku było jasne, że obchody trzydziestolecia "S" brutalnie to władzuchnie uzmysłowią.

 

Dlatego konieczne było i jest wytoczenie absolutnie morderczej wojny na symbole. I papierowy mit 1989 roku, Okrągłego Stołu, nieustannie flaczejący mit Wałęsy czy od początku martwy mit Mazowieckiego... cóż, umówmy się, że z taką bronią na barykady w takiej sytuacji się nie wychodzi. Konieczna jest gra o całą stawkę - o narrację zaczynającą się w sierpniu 1980, nie gdzieś tam (właściwie nie wiadomo gdzie) w 1989. O mit dziesięciomilionowej "S". O rozbrojenie wszystkich niebezpiecznych treści, jakie w nazwie "Solidarność" ciągle mogą się kryć. A także, oczywiście, o krzyż na Krakowskim Przedmieściu i o wszystkie sceny zapisane w narodowej podświadomości w kwietniu.

 

Kto nazywa to wszystko "tematami zastępczymi", daje dowód, że nic z polityki nie rozumie. Do tematów zastępczych należą Marek Migalski, Joanna Kluzik-Rostkowska, Wojciech Olejniczak czy Andrzej Celiński. Tutaj walka toczy się o fundamenty.

 

Stąd wycofanie Wałka na drugą linię (reportaże w TVN dyskretnie wyśmiewające "skok przez płot", nieobecność na obchodach, opowieści o zmęczeniu, proces z Wyszkowskim przegrany akurat w 30 rocznicę Sierpnia...).

 

Stąd histeryczne i surrealistyczne pompowanie Bogdana Borusewicza czy Władysława Frasyniuka, a przede wszystkim oczywiście p. Krzywonos.

 

I stąd dążenie do całkowitego upupienia pojęcia "solidarności", którego gierkowskie kazanie Jego Wąsatości jest przykładem najdoskonalszym. Stąd bajdurzenie o solidarności "nie ze sztandarów", o pierwszej apolitycznej i areligijnej "Solidarności", gdzie wszyscy tylko do siebie się uśmiechali i lubili nawet esbeka z krasnoarmiejcem, o "pięknych odruchach ludzkiej solidarności ze sobą, w tym także solidarności ludzi polskiej wsi ze sobą samą", o solidarności sprowadzającej się do tego, "że skutecznie działają strażacy, że sąsiad pomaga sąsiadowi, czasami przekazując worek kartofli, a czasami pracując razem przy rozbiórce ze zniszczonej powodzią stodoły".

 

A już problem najlepszych przyjaciół naszego Pierwszego Sołtysa - generała Siwickiego, generała Jaruzelskiego i generała Kiszczaka - rozwiązuje się przy takim postawieniu sprawy sam przez się. Jeżeli Polska była wolnym krajem od 1980 roku, to ci dżentelmeni byli wręcz w większym stopniu patriotami i rycerzami wolności niż jakiś tam Morawiecki, Popiełuszko, Walentynowicz, Isakowicz-Zaleski czy inni Gwiazdowie.

 

Jeżeli Polska była wolnym krajem od 1980 roku, to w takim razie można być najzupełniej wolnym krajem przy całkowitej zależności od Moskwy.

 

 

Tak więc w zasadzie należało się  spodziewać publicznego postawienia takiej tezy przez "czynniki rządzące". A jednak ciągle jestem pod wrażeniem.

 

 

Lubię to! Skomentuj14 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale