Trzydzieści lat temu z przyjemnością słuchałem w ramach "Sześćdziesiąt Minut na Godzinę" (to nawet było w normalnej Trójce PR3) powieści Marcina Wolskiego - Maryjarchat. Słuchowisko opowiadało o zawłaszczeniu świata przez krwiożercze i bezkompromisowe kobiety. Potem pojawiła się niezapomniana Seksmisja. Ubaw po pachy. Jednak jest mi coraz mniej do śmiechu, kiedy widzę współczesne działania grup feministycznych, które w sposób bezmyślny realizują scenariusz Matryjarchatu czy Seksmisji. Kolejny front otwarty to walka z konkursem Miss na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika. Bo to przecież nie przystoi, żeby przyszłe Panie magister a może i doktor latały po scenie w samych strojach kąpielowych lub fuj w samej bieliźnie. Tragedia jeśli odpowiadają jakimi zwierzątkami chciałyby być jeśli przechodziłyby reinkarnację. Mój ty Panie co za szok. A może feministkom przydałoby się troszkę luzu. W tej chwili ich zachowanie przypomina seksmisję w najgorszym wydaniu. To może wraz z rezygnacją z wyborów Miss zabronić Juwenaliów bo tam też są wybory Miss i Mistera Juwenaliów. Zastanawiam się również nad pojęciem tolerancji, czy aby to nie jest już narzucanie zdania innym osobom. Osobiście mnie taki imprezy nie interesują, ale jeśli ktoś chce uczestniczyć w tego typu imprezie nie widzę przeszkód przecież mamy demokrację. Jeśli tak dalej pójdzie to ruchy feministyczne zaczną zasłaniać czy raczej przysłaniać rzeźby greckich bogini bo pokazują zbyt dużo seksapilu w świątyniach sztuki np w Luwrze??? Nie wiem dokąd Panie zmierzacie, ale kierunek jest podobny jak w Państwie Talibów.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)