W powszechnej świadomości w Stanach Zjednoczonych istnieją dwie partie - Republikanie i Demokraci, zaś w nadchodzących wyborach o prezydenturę ubiegać się będzie dwóch kandydatów - McCain i Obama. Jest to daleko idące uproszczenie. Owszem, w realnej polityce liczą się de facto jedynie dwie największe partie, amerykańska scena polityczna jest jednak bardziej różnorodna, a lista kandydatów na prezydenta - nieco dłuższa.
Najbardziej dziś znaną trzecią partią jest chyba Partia Libertariańska. Ktoś mógłby powiedzieć, żę to taki "amerykański UPR". Nie do końca - ja określiłbym ją raczej jako "UPR minus konserwatyzm". Amerykańskiego libertarianizmu nie można nazwać doktryną prawicową, o czym wielu jej polskich fascynatów za bardzo nie wie. Podobnie jak o tym, że wielu koryfeuszy libertarianizmu, z Murrayem Rothbardem na czele, podczas Zimnej Wojny pełniło rolę pożytecznych idiotów sowieckiego imperium. Owszem, w ugrupowaniu tym można znaleźć także odpowiedników naszych UPRowców, prawicowi libertarianie działają jednak raczej na obrzeżach Partii Republikańskiej.
Tegoroczny kandydat Libertarian, były republikański kongresman Bob Barr nie wzbudza mojego zaufania, jako polityk nader często zmieniający poglądy. Dziś sprzeciwia się wojnie w Iraku i Patriot Act, mimo że jeszcze nie dawno sam za nimi głosował. Także jego stanowisko w sprawie "małżeństw" homoseksualnych czy depenalizacji narkotyków jest niejasne.
W wyniku rozłamu w Partii Libertarianskiej powstało ugrupowanie o wdzięcznej nazwie " Herbatka Bostońska", którego kandydatem jest Charles Jay, w poprzednich wyborach startujący (z gwiazdą porno jako wice) z ramienia Partii Osobistego Wyboru, powiązanej z mormonami.
Miano najistotniejszej trzeciej partii powoli odbiera Libertarianom paleokonserwatywna Partia Konstytucyjna. Jest to partia jak dla mnie całkiem sympatyczna - taki UPR połączony z Prawicą Marka Jurka, wstrząśnięte i zmieszane. Ot, taki czysty republikanizm, pozbawiony RINOwskich i neokońskich naleciałości. Jedyne, co mi się w tej partii nie podoba, to jej izolacjonizm. Tegorocznym kandydatem CP jest pastor Kościoła Baptystów Chuck Baldwin.
Po stronie konserwatywnej działa też (nazbyt egzotyczna jak dla mnie) one issue party - Partia Prohibicji, regularnie co cztery lata, od 1872, wystawiająca swoich kiandydatów. W tym roku jest nim Gene Amondson. Mam nadzieję, że żaden z Czytelników nie oddałby głosu na tych purytańskich dziwaków ;)
Najliczniejszą trzecią partią (naprawdę trzecią pod względem liczby członków jest Amerykańska Partia Niezależna.
Jej kandydatem jest znany czarnoskóry konserwatysta, katolik Alan Keyes, któremu nie udało sie uzyskać nominacji ani od Republikanów, ani od Konstytucjonalistów.
Ted Weill (kolega Ralpha Nadera) jest kandydatem mniej znaczącej niż kiedyś Partii Reform. Jest to zresztą dość dziwaczna partia, łącząca w sobie tendencje prawicowe i centrolewicowe.
Sam Nader, lewicujący bojownik o prawa konsumenta również kandyduje - jako niezależny.
Wszyscy, którzy twierdzą, że w USA nie ma lewicy są w błędzie.
O fotel prezydenta ubiegają się m.in Gloria La Riva, kandydatka marksistowsko-leninowskiej partii "Wolność i Wyzwolenie",
trockista Roger Calero ("Socjalistyczni Robotnicy")
oraz Brian Moore z Socjalistycznej Partii USA .
W szeregi politycznej lewicy należy też zaliczyć kandydatkę Partii Zielonych
Cynthię McKinney, co ciekawe katoliczkę.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)