9 obserwujących
219 notek
61k odsłon
  316   1

Odrodzenie Cenzury Prewencyjnej w Polsce - część I

Prezentowany artykuł stanowi pierwszą część artykułu "Świt wielkiej konwergencji – cenzura prewencyjna w Polsce"

„Dyskrecja znamionuje relacje prywatne, sfera publiczna nie może funkcjonować inaczej, jak na zasadzie pełnej otwartości. Wprowadzić dyskrecję w zakres życia publicznego, znaczy nic innego, jak uprowadzić je na poczet interesów prywatnych. Lud, który na to przyzwala, staje się bezwolny i nie układa już odtąd samodzielnie swoich losów” – cytat własny z artykułu „O zniesieniu tajności w organizacji państw i społeczeństw ludzkich”.

image

CENZURA PREWENCYJNA W POLSCE

W ostatnich latach obóz rządzący Prawa i Sprawiedliwości próbował zaprezentować się jako przeciwnik cenzury i zwolennik wolności słowa. Kryzys wokół statusu stacji TVN, mimo straszenia i zapowiedzi, po dużych demonstracjach ulicznych, nigdy nie przełożył się na prawdziwy ruch, który utrudniłby lub uniemożliwiłby działanie stacji należących do rodziny TVN.

Politycy PiS jednocześnie otwarcie przez długi czas odcinali się od międzynarodowych regulacji prowadzących do ograniczeń wolności słowa w internecie (ACTA, ACTA 2) oraz od przypadków blokowania kont czynnych polityków, działaczy społecznych oraz ugrupowań politycznych w mediach społecznościowych należących do cyfrowych korporacji. Niektórzy z nich, jak twierdzili, podejmowali nawet interwencje w takich przypadkach, krytykując blokady kont, stron i telewizji na platformach takich jak Youtube, Facebook czy Twitter.

Cenzorskie praktyki stosowane przez sektor Big Tech, wraz z ich zasięgiem i zdolnością do koncentracji znacznego procentu ruchu sieciowego, sprawiły, że to one w obecnej dobie stały się forpocztą naruszeń wolności słowa i blokowania informacji w Polsce, naruszeń niezgodnych z pluralizmem charakterystycznym dla życia państw autentycznie demokratycznych. Jeśli skoncentrowalibyśmy się jedynie tylko na tym zjawisku, powiedzielibyśmy, że największe zagrożenie dla wolności słowa i reaktywowania praktyk cenzorskich w Polsce w ostatnich latach przybrało charakter transgraniczny.

W Polsce zarzut o stosowanie cenzury i łamanie wolności słowa jest bardzo dotkliwy i nieuchronnie kojarzy się z czasami Polskiej Republiki Ludowej. Wówczas działający przy Ulicy Mysiej 5 w Warszawie – Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk – czuwał na straży tego, kto może mówić i pisać i rezerwował dla siebie prawo do ingerencji w poszczególne treści książek, gazet i piosenek. Największym marzeniem wodzowskich partii politycznych w Polsce w dążeniu do ciągłości i maksymalizacji władzy zawsze było ograniczenie zasięgu tych, którzy byli dla nich konkurencją. Widocznym przejawem takich ambicji było przejmowanie poszczególnych tytułów prasowych w celu zmienienia profilu politycznego ich redakcji, a także utrudnienia w przyznaniu koncesji lub dostępu do multipleksu dla sił pozycjonujących się jako opozycyjne w stosunku do obozu decydentów. Jeśli ktokolwiek porywał się na podobne działanie lub mu przyklaskiwał, zazwyczaj próbował robić to w białych rękawiczkach i możliwie pośrednio, aby skryć ostateczne intencje za parawanem praw, „suwerenności prasowej” lub uprawnień właścicielskich. I zazwyczaj nie kończył ostatecznie swego dzieła. Nikt bowiem przystrojony w uniform demokratyczny nie chce stanąć w świetle reflektorów jako spadkobierca dzieła cenzorów z ulicy Mysiej 5 w Warszawie.

Z końcem kwietnia 2022 roku, kiedy wiele osób udawało się na wypoczynek związany z tradycyjną majówką, reflektor cenzury w Polsce ponownie zapalił się jaskrawym światłem. Część tego światła padła na twarz Janusza Cieszyńskiego, pełnomocnika rządu ds. cyberbezpieczeństwa i sekretarza stanu ds. cyfryzacji w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, który jako pierwsza osoba w rządzie o tej randze przyznał, że rząd Polski i podległe mu służby posunęły się do działań cenzorskich. Cieszyński mówił o „zablokowaniu łącznie kilkudziesięciu adresów, wskazanych przez ekspertów od walki z dezinformacją” nie wskazując, poza znanymi rosyjskimi mediami, które witryny objęła cenzura [1].

Szybko okazało się, że w gronie cenzurowanych mediów znalazły się także polskie strony internetowe. „Rząd zablokował nasz portal wpisując go niejawnie na listę antyhazardową! Powiedz o tym komu możesz i gdzie możesz […] Cenzurują nas: Orange, Play, Plus, T-Mobile, UPC, Multimedia, Vectra i prawdopodobnie inne sieci, o których nigdy nie słyszałem” – informował jako jeden z pierwszych Administrator Portalu WolneMedia.net, znany jako „Maurycy Hawranek”, odnotowując szybki spadek wejść na stronę unikalnych numerów IP.

Blog „Zaufana Trzecia Strona” ustalił, że blokada dotyczy Ria.ru, Lenta.ru, Dziennik-polityczny.com, Rt.com, Ruptly.com, WiciPolskie.pl, WolneMedia.net oraz stron telewizji internetowej Marcina Roli: wRealu24.pl i wRealu24.tv. Lista jest jednak znacznie szersza i dotyczy także strony „Myśl Polska” i NEon24.pl. Autorzy Bloga „Zaufana Trzecia Strona” zasugerowali, że organem odpowiedzialnym za podjęcie działań cenzorskich wymierzonych w strony powielające rzekomo „narrację prorosyjską” jest Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW) [2]. Potwierdził to Adam Pilch, pracownik sieci Play, który poważne utrudnienia w dostępie do szeregu polskich stron internetowych przypisał ABW, w domyśle obsadzając własną firmę w roli bezwolnego wykonawcy odgórnego polecenia [3].

Lubię to! Skomentuj6 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale