J. Piłsudski zdjęty z cokołu
NIE MA JEDNEGO PIŁSUDSKIEGO. JEST DWÓCH PILSUDSKICH: JEDEN PRZED- I DRUGI PO-MAJOWY.
0 obserwujących
13 notek
2174 odsłony
  176   2

Pan Marszałek powiedział

Swego czasu, za prezydentury Lecha Wałęsy, Jerzy Urban prowadział w tygodniku „NIE” rubrykę "Pan Prezydent powiedział". Umieszczał tam powiedzonka L. Wałęsy, ktόre wymsknęły mu się przy rόżnych okazjach ,np. „Jestem za, a nawet przeciw”, czy „Nie chcem, ale muszem”. Zainspirowana tym cyklem, pozwoliłam sobie na zebranie „genialnych” sformułowań J. Pilsudskiego, wypowiadanych w rόżnych, mniej lub bardziej oficjalnych okolicznościach, wywiadach dla prasy, a także przy okazji spotkań towarzyskich.

Jest taki niepisany zwyczaj, nie wiem, czy tylko polski, że o zmarłych nie mόwi się źle. Ponieważ jednak Marszałek wiecznie żyje w swojej legendzie, nie będzie to rażącym pogwałceniem tegoż zwyczaju.

W 1943 r., w piśmie „Narόd”, pojawiła się taka charakterystyka Marszałka:

Nie ma jednego Piłsudskiego. Jest dwόch Pilsudskich. Jeden przed- i drugi po-majowy. Ten pierwszy, to wielka i świetlana postać historyczna, ten drugi to potępieniec popadły w śmiertelny konflikt z własnymi, świetnymi zasadami, konflikt, w ktόrym w końcu ulegl, a ostateczna klęska dosięgła go w grobie.

Ten “drugi” Pilsudski, a właściwie jego wypowiedzi są przedmiotem mojego  zbiorku cytatόw. (Tu uwaga dla wrażliwych czytelnikόw: cytaty zawierają slowa uznawane za wulgarne.)

Starszy brat Jόzefa, Bronisław, tak o nim pisal:

Ten Ziuk ma szalone szczęście, wszystko jemu na dobre wychodzi, a wszystko dlatego, że siebie zawsze stawia na pierwszym planie, i że wiele gada (a mało robi), a durni wierzą mu, zachwycają się nim… zawsze gbur, egoista i zarozumiały. I szczęście jego coraz bardziej go psuje. Jest on często nie do zniesienia.

Zaś Julian  Tuwim dość delikatnie scharakteryzował prostacki język Marszałka, ujmując to elegancko: „lubił mocniejszym wyrażać się słόwkiem”.

Ulubionym zwrotem J.P. bylo: „Pocaluj mnie w dupę”. Bylo to zdanie-klucz, ktόre zamykało wiele dyskusji  bez zbędnego strzępienia sobie języka, jako że Marszałek był raczej gburowaty i oszczędny w slowach. Zwięzłe i dosadne pasowało do każdej sytuacji.  Oficjalnie posłużył się nim, odpowiadając listownie na przedstawiony mu projekt ustawy o organizacji najwyższych władz wojskowych,  opracowany  przez  gen. W. Sikorskiego, όwczesnego ministra spraw wojskowych. Oto fragment:

Projekt albo fikcyjny, albo musiałby co innego przypuszczać, że generalny inspektor [czyli gen. Sikorski] jest osioł, minister wojny szuja, a szef sztabu wesz wsadzona za kołnierz generalnemu inspektorowi. Projekt ustawy nonsens, to komiczne, tamto śmieszne, to bzdura, tamto idiotyzm .. .wesz , wsadzoną za kolnierz generalnemu inspektorowi powinien tenże wybić po mordzie, kopnąć w dupę…” O generale Sikorskim wyraził się, że: „ma rolę przewrotnej kobiety, dającej tyłka na obie strony, aby ciągnąć dla swego prostytucyjnego życia korzyści z obu stron. Na koniec polecił generałowi "pocałować się w dupę".

Innym razem, na gruncie towarzyskim, w czasie spotkania ze sławnym jasnowidzem, Ossowieckim, ktόry posiadał zdolność odgadywania treści listu umieszczonego w zaklejonej kopercie, tego własnie zwrotu użył. Ukuł nawet genialną maksymę na temat ulubionego słόwka: „Racja jest jak dupa. Każdy ma swoją”.

Jak powszechnie wiadomo, J.P. kochał wojsko, ale nie posiadał żadnego wojskowego wykształcenia . Ponieważ jednak koniecznie chciał mieć nad tym wojskiem władzę, zrobił bezprecedensowy, jak byśmy to dzisiaj ujęli, skok na szarżę i z brygadiera w jednej chwili stał się marszałkiem (i to I-szym, żeby nie było wątpliwości). Bez zbędnego, mozolnego pięcia się po szczeblach drabiny awansόw wojskowych. (Jak jego guru, Napoleon, tylko ten od razu koronował się na cesarza. No, ale w Polsce monarchii niestety już nie bylo, a poza tym J.P. był socjalistą).

Marszalek, jako Wόdz Naczelny, zajmował się w wojsku głόwnie wystawianiem cenzurek podległym mu generałom, wykazując się przy tym dużymi zdolnościam literackimi i psychoanalitycznymi. O gen. Zagόrskim pisał, że to „zdrajca i szubrawiec”. Gen. Szeptyckiego publicznie nazwał „kurwą, co podstawia dupę to jednemu, to drugiemu”– tenże zbluzgany generał przysłał mu sekundantόw, ale Marszałek odesłał ich, oznajmiając, że nie będzie się pojedynkować z własnym podwładnym. Rydza-Śmigłego (wόwczas jeszcze pułkownika) nazwał w przypływie dobrego humoru „najgłupszym człowiekiem na świecie”. Co nie przeszkodziło  w namaszczeniu go na swojego nastepcę. Innym razem potraktował Rydza bardziej obcesowo, kiedy okazało się, że tenże samowolnie objął stanowisko ministra spraw wojskowych w rządzie lubelskim, utworzonym w 1918 r. Wrzeszczał: „Wam, pułkowniku, kury szczać prowadzać, a nie politykę robić!” Wόdz Naczelny użył tu slowa „szczać zamiast „szczupać”, co w gwarze kresowej znaczy „macać”. Kur raczej nie prowadza się do wychodka, ale kto by się przejmował takimi głupstwami. Grunt, że dowalił komu trzeba.

Oprόcz opiniowania generałόw zajmował się Marszałek analizą swojej genialnej osobowości, gwoli przekazania jej potomnym. Zebrał te uwagi w dziełach takich, jak Myśli, mowy i rozkazy (Warszawa 1989) czy Pisma zbiorowe Jόzefa Piłsudskiego (Warszawa 1937-1938). Oto kilka cytatόw:

„Gdyby nie ja, rzecz wątpliwa, czy powstałaby Polska. A gdyby powstała, czy utrzymałaby się przy życiu? Ja wiem, com dla Polski uczynił”.    „Twierdzę, że mam pełne prawo mόwienia o sobie, gdyż każdy historyk, ktόry się zetknie z tą epoką, musi mόwić o mnie, musi mόwic, czy chce, czy nie chce, o tym obiekcie historycznym, który nazywa się J. Piłsudski”.    „Znajdą się historycy, ktόrzy stwierdzą, że Piłsudski był to pseudonim Sikorskiego”. To byłaby, zaiste, największa obelga.

J. P. uwazał się za człowieka niewierzącego, twierdząc, że „religia jest dla ludzi pozbawionych rozumu„, co nie przeszkadzało mu zmieniać  wyznania (oficjalnie należał do Kościoła Katolickiego) w zależnosci od potrzeby i okoliczności towarzyszących zawieraniu kolejnych związkόw małżeńskich. Zmieniał wyznanie dwukrotnie: dla kobiety i dla kraju. (przywódca musiał być katolikiem). A także dla zaklepania  sobie miejsca w krypcie na Wawelu po śmierci. Pomimo deklarowania się jako ateista, często powoływał się na Boga: „Bόg wszczepił w moje łono elementy siły, ktόra wywołać posłuch rozkazu musi”. Albo: „Bo ręka Boża działa, prowadzi mnie i osłania ręka Boga”. Hipokryzja czy rozdwojenie jaźni?

W przeciwieństwie do megalomańskich wyobrażeń o sobie, Polakόw i Polskę miał w głebokim poważaniu. Twierdził nawet, że nie jest Polakiem, tylko Litwinem, a do rodakόw zwracał się słowami: „Wy, Polacy!”. „Ja, proszę pana, nie jestem Polakiem, bo ja jestem Litwinem”. Czasem, dla większej ekspresji, używał rodzaju żeńskiego: „Ja chytra Litwina jestem”. O Polsce i narodzie polskim  powiadał: „Polska – narόd wspaniały, tylko ludzie kurwy”„Polska jest jak obwarzanek. Wszystko, co najlepsze na Kresach, a w środku pustka”  „Dla Polakόw można czasem coś zrobić, z Polakami nigdy”. „Tylko dzięki zaiste niepojętej, a tak wielkiej i niezbadanej litości Boskiej, ludzie w tym kraju nie na czworakach chodzą, a na dwόch nogach, udając czlowieka.” „Zdziecinniałe z tchόrzostwa społeczeństwo polskie.” „Myślałem nieraz, że umierając, przeklnę Polskę. Dziś wiem, że tego nie zrobię. Lecz gdy po śmierci stanę przed Bogiem, będę Go prosił , aby nie przysylał Polsce wielkich ludzi”. [w: Mowy i Pisma]  
Z rozmόw towarzyskich:  – „I co będzie, panie brygadierze, z naszą kochaną  Polską po wojnie?   – Co wlaściwie ma być, proszę pani z Polską, z tym narodem, ktόry nigdy nie jest zdolny do żadnego czynu, ktόry jest hańbą Europy z trzydziestomilionową plamą na ludzkości?”.
Uogόlniajac, sytuację w państwie, ktόrym przyszlo mu rządzić, okreslał jako „cloaca maxima". Czyzby znal łacinę? Tej klasycznejż raczej nie, za to kuchenną poslugiwał się po mistrzowsku.

Przewrόt majowy uważał J.P. za konieczność dziejową: „Nie będę się wdawał w dyskusje nad wypadkami majowymi. Zdecydowałem się na nie sam, w zgodzie z własnym sumieniem i nie widzę potrzeby z tego się tłumaczyć.”   „Wydałem wojnę szujom, mordercom i złodziejom”.  Szczególnie złowrόżbnie zabrzmiało zdanie: „Czynię prόbę, czy można jeszcze w Polsce rządzić bez bata”. „Ja też potrafię w mordę bić!” Swόj program, według ktόrego miał rządzić z „wyżyn dyktatury moralnej”, sformułowal pod hasłem: „Bić kurwy i złodziei!”

Od zamachu majowego Piłsudski konsekwentnie realizował politykę poniżania i upokarzania Parlamentu. Podjął bezpardonową walkę z posłami i „sejmokracją”. W 1928 r. udzielił jednej z czołowych gazet wywiadu, w ktόrym nazwal Sejm „sejmem ladacznic”, a posłόw „publicznymi szmatami”. A ponoć sam go wynalazł: „Nie kto inny jak ja, byłem w Polsce wynalazcą Sejmu, a zatem i wynalazłem panόw posłόw”. O posłach wypowiadał się używajac takich określeń, jak: “durnie”, “dureńki”, “złodzieje”, “łajdacy”, “szuje”, “łotry”, “krętacze”, “kryminaliści”, “świnie”, “osły”, “kuropatwy”, “pijawki”. Pisał na przykład: (cytuję z Wyboru Pism):  „Pomiędzy nowymi nabytkami, ktόre Polska ma od czasu swego niepodległego bytu, bodaj najnikczemniejszym jest pan poseł do Sejmu”.  „Posel do Sejmu jest stworzony na to ażeby głupio pytał i głupio mόwił”.  „Kazdy z posłόw ma prawo wrzeszczeć, krzyczeć, ma prawo rzucać obelgi … ma prawo i przywileje zachowywać się jak świnia  i łajdak”.   „A gdy się taki zafajda, to każdy podziwiać musi jego zafajdaną bieliznę, a jeśli przy tym zdarzy mu się wypadek, że zabździ, to jest już prawo dla ministrόw, ktόrzy muszą nie pracować dla państwa, ale obsługiwać i fagasować tym zafajdanym istotom”.   „Posłowie upodobali sobie dość dziwny sposόb życia, i dla obrony praw wolności, niemal że siadali na ulicy, aby robić nieczystości- z immunitetem w pyskach”.  „Pan poseł to nikczemne zjawisko w Polsce …. cała praca w Sejmie śmierdzi i zaraża powietrze wszędzie … Zdaniem moim, w każdym urzędzie pana posła należy usuwać za drzwi; jeżeli zaś przy tym coś mu dołożą – to także nie szkodzi”.

Podczas debat sejmowych potrafił wyrazić swoje niezadowolenie mόwiąc do posla: „milcz i  schowaj pysk do swego wychodka, bałwanie”.   Twierdził, że  „Sejm jako instytucja się zatraca. Sejm nie jest od tego, by zamęczał rząd. Zresztą, o ile Sejm nie będzie chciał z rządem wspόłpracować, to będzie rozpędzony”. Jak powiedział, tak zrobił, twierdząc, iż rząd nie ma zamiaru płacić posłom  za „fotel, za hotel, partyjny burdel, serdel i pierdel”.

Po rozpędzeniu Sejmu, w wywiadzie udzielonym „Gazecie Polskiej” powiedział: „Gdy Sejm jest rozwiązany, to posłowie nie istnieją – każdemu wolno sądzić, że o ile chcą zatrzymać swe uprawnienia, to muszą być uważani, jak to podkreślam, za zwyczajne ścierwo, ktόre musi zatruwać swoim istnieniem powietrze.”  Po czym zamknął “śmierdzących” posłόw w pudle, czyli twierdzy brzeskiej, mόwiąc, że„bezkarność tego bydła przeklętego psuje całe państwo. Zastrzelę ich jak psόw, gdy sądy nie osądzą”. Tym aktem walnie przysłużył się gospodarce, nie musząc wypłacać diet  poselskich  oraz rachunkόw za hotele z kasy państwowej.

Rόwnie pogardliwie wyrażał się o Konstytucji (tzw. małej z 1921 r.):„Konstytucja – kiepski bigos, z ktόrego wychodzi smrόd, tak że ulica Wiejska cała śmierdzi” …. „Niechlujna Konstytucja, ktόra śmierdzi chlewem poselskim”.  „Ja tego, prosze pana, nie nazywam Konstytucją, ja to nazywam Konstytutą. I wymyślilem to slowo, bo ono najblizsze jest do prostytuty”. – „Sejm ladacznic  pracował w owe czasy nad Konstytucją„. „Uklad Konstytucji jest tak chwiejny i nieokreślony, napisana jest tak niechlujnie, jak niechlujnym jest umysł panόw posłόw … system nałamywania Konstytucji do rόżnych potrzeb czynić musi z Konstytucji zwyczajną dziewkę”.

Nie przebierał też Marszałek w słowach przy zwracaniu się do najwyższych osobistości w państwie. Kiedy postanowił rozwiązać Sejm, obstawił go około setką uzbrojonych oficerόw pod wodzą płk. W. Kostki-Biernackego (pόźniejszego komendanta Berezy Kartuskiej), a na odpowiedź marszałka Sejmu, I. Daszyńskiego, że „pod bagnetami, karabinami i szablami Izby Ustawodawczej nie otworzy”, wyszedł rzucając głośno słowa: „To dureń!”.

Rόwnie obcesowo odniόsł się do όwczesnego premiera, I. Paderewskiego, wzywając go do złożenia urzędu:  „Kiedy przybyłeś do Warszawy, ja byłem malutki , a Pan byłeś w obłokach. Dzisiaj jest przeciwnie: ja jestem w obłokach, a Pan spadłeś na ziemię. Jeżeli jednak Pan będziesz się upierał przy rządzie i nie zarządasz natychmiast dymisji, to ja Panu powiadam, że wkrόtce będziesz leżał w kałuży błota”.

Na tajnej naradzie z prezydentem Mościckim i rządem w 1934 r., tak scharakteryzował όwczesną politykę zagraniczną:   „Wyzyskiwali to zagrożenie Polski [położenie między Niemcami i Rosją] wszyscy, nie wyłączając, mόwiąc żartem, nawet Murzynόw. Ze strony Polakόw znachodzono tylko jeden na to sposόb: włazić do dupy wszystkim, nawet Murzynom, i być w tych dupach obsrywanym”.

Pod koniec życia pojawiły się u Marszałka zmienne nastroje i zaczęły go nachodzić rόżne smutne refleksje. Ubolewał: „Dlaczego Bόg  [w ktόrego istnienie raczej nie wierzył] kazał mi żyć w Polsce…?” W tych rozmyślaniach  „cień nieodstępny koło mnie ścigał mnie i prześladował. Zapluty, potworny karzeł* na krzywych nόżkach, wypluwający swą brudną duszę, opluwający mnie zewsząd, nieszczędzacy mi niczego, co szczędzić trzeba…”  Innego dnia role się odwrόciły  i Marszałek, w przypływie megalomanii  stwierdził: „Rzucam na Polskę za duży cień”.

Cień okazał się dużo za duży  i – jak to ujął  w tytule swojej książki R. Ziemkiewicz – "złowrogi". Kładł się on na Polskę nawet po  śmierci Marszałka. W cieniu, jak wiadomo, nic dobrego wyrosnąć nie może, toteż polityka prowadzona przez jego uczniόw i następcόw doprowadziła do tragedii polskiego Września. Marszałek, jak zwykle mający w życiu dużo szczęścia, tragedii tej nie doczekał.  J. Michalski w swojej książce Siwy strzelca strόj tak napisał: Piłsudski – a raczej pamięć o nim – wyszła z tego obronną ręką. Powiedzieć by można, choć zabrzmi to okrutnie, iż umarł w porę.

image*Zapluty karzeł nie nawiedził Marszałka dopiero przed śmiercią. Towarzyszył mu od początku jego drogi politycznej. J.P. uzył tego określenia w trakcie przemόwienia w hotelu „Bristol”, w 1923 r. wobec Narodowej Demokracji. Władza komunistyczna wykorzystała “wrednego karła” w kampanii propagandowej, skierowanej przeciw AK w 1945 r., umieszczając go na ogromnym plakacie, autorstwa W. Zakrzewskiego, zatytułowanym „Olbrzym i zapluty karzeł reakcji”.   Marszałek nie bylby chyba zadowolony…



Lubię to! Skomentuj7 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale