J. Piłsudski zdjęty z cokołu
NIE MA JEDNEGO PIŁSUDSKIEGO. JEST DWÓCH PILSUDSKICH: JEDEN PRZED- I DRUGI PO-MAJOWY.
0 obserwujących
14 notek
2565 odsłon
  104   2

Z obecności – dwója

Marszałek ograniczał swoją obecność na polu bitwy wyłącznie do ducha, ciało starając się trzymać w bezpiecznej (czasem bardzo dużej) odległości.

Wybitni wodzowie, jak Aleksander Wielki czy Napoleon, ktόrych czyny wojenne stanowiły dla J. Piłsudskiego niedościgły wzόr do naśladowania, zazwyczaj byli obecni na polu walki w decydujących momentach, zarόwno duchem jak i ciałem. Podnosiło to niepomiernie morale żołnierzy. Marszałek natomiast ograniczał swoją obecność wyłącznie do ducha, ciało starając się trzymać w bezpiecznej (czasem bardzo dużej) odległości od bitewnego zgiełku. Po prostu nie lubił pchać się w paszczę lwa, czyli – używając jego ulubionego słόwka – chronił swoją d… Zawsze jednak wiedział, w jakim momencie się zjawić, aby cały splendor spłynął na jego osobę. Krόtko mόwiąc, przychodził na gotowe.

Użyłam słowa “zazwyczaj”, bowiem raz zdarzyło mu się osobiście dowodzić akcją, a było to podczas  napadu rabunkowego na wagon pocztowy pociągu w Bezdanach, 26 kwietnia 1908 r., dokonanego w celu zdobycia kasy na działalność spiskową. Pojazdy szynowe, jak się miało w przyszłości okazać, odegrały w politycznych działaniach J.P. rolę szczegόlną. Kiedy w listopadzie 1918 r. Niemcy postanowili zainstalować swojego człowieka w Polsce, wypuścili go z twierdzy magdeburskiej i specjalnym pociągiem, złożonym z lokomotywy i wagonu-salonki, odstawili z szacunkiem do Warszawy. Tu tow. “Mieczysław” vel “Wiktor” przesiadł się do tramwaju i wysiadł na przystanku “Niepodległość”. Na drugi dzień, już jako naczelny dowódca wojsk polskich, zwrόcił się do swoich partyjnych kolegow słowami: Towarzysze, dojechałem czerwonym tramwajem socjalistycznym do przystanku Niepodległość i przy nim wysiadłem. Wy, jeżeli chcecie, możecie jechać dalej, aż do ostatniej stacji, ale odtąd, proszę, zwracajcie się do mnie przez “Pan”*.
J.P. mówiąc te słowa nie spodziewał sie zapewne, że w podobnym tonie zwróca się w przyszłości przedstawiciele władzy ludowej do narodu, używając hasła: ”Kto nie z nami, ten przeciw nam”. Coś jednak dla potomności zostalo… Partyjni kumple nie byli jednak w ciemię bici i także skwapliwie wysiedli z tramwaju. Przystanku Niepodległość nie sposób zlokalizować, bowiem państwa polskiego jeszcze wówczas nie było, należy więc go uznać za obiekt metafizyczny.

Bardziej namacalny jest przystanek Kreszczatik w Kijowie, na którym zatrzymał się tramwaj zagarnięty przez przednie straże 3 Armii gen Śmigłego-Rydza, dowodzącego częścią wojsk podczas “Wyprawy Kijowskej” w 1920 r. (bardziej by tu chyba pasowało określenie “Awantura Kijowska”, która sprowokowała wojnę polsko-bolszewicką, kosztującą życie ok. 200 tys. żolnierzy i cywilów). Oto przebieg całego zdarzenia: 5 maja pluton ze składu 1-go Pułku Szwoleżerów z pporucznikiem Olszewskim na czele “zdobył po krótkiej strzelaninie” tramwaj jadący z Puszczy Wodzica, czyli zalesionych kijowskich przedmieść. Pojmano przy tym kilku Rosjan. Od tych jeńców podporucznik Olszewski dowiedział się, że w Puszczy Wodzicy jest jeszcze szkoła „krasnych” oficerów. Wysyłając te ważne meldunki, podporucznik Olszewski obsadził tymczasem kilku szwoleżerami tramwaj, uzbroił go w 1 karabin maszynowy, każąc motorniczemu jechać do Kijowa. 
Dojechali w ten sposób przez nikogo nie zatrzymani, aż na Kreszczatik, gdzie zabrali z ulicy 7-miu jeńców i wrócili na miejsce swej pierwotnej zasadzki. W tym samym czasie pluton porucznika Kosińskiego wchodzi na przedmieście Kijowa od Światoszyna, witany owacyjnie przez ludność. Oba te patrole dały wiadomości, że Kijów obsadzało kilka tysięcy wojska, niespodziewającego się z tego kierunku naszych oddziałów. O godzinie 6 porucznik Olszewski wyruszył z podjazdem na Kijów i od strony Złotej Bramy przybył na Kreszczatik, witany owacyjnie. Był to pierwszy oddział, który wkroczył do Kijowa. Koło 9 zajął dworzec towarowy i osobowy. Nieco później od strony Kureniowki wkroczył szwadron, który bronił dostępu na most ogniem karabinów maszynowych i artylerii.

image
Dwa dni później podpułkownik Dąb-Biernacki, dowódca 1. Brygady Piechoty Legionów, wysłał do Kijowa kolejny patrol. Naczelny Wódz do tramwaju nie wsiadł z tej prostej przyczyny, że go tam zwyczajnie nie było. Nieobecność ta mogła mieć swoje zródło w jego poukładanej naturze, wymagającej  wcześniejszego zaplanowania: Każdy mój krok poprzedza decyzja. Nawet gdy przechodze z pokoju do pokoju, czynię to na podstawie decyzji (w: Myśli, mowy i rozkazy). 
Zdobycie Kijowa przewidziane zostało na 8 maja 1920 r. Tymczasem jakiś krewki podkomendny wyskoczył przed szereg  trzy dni wcześniej. Za taką niesubordynację powinien być postawiony przed sąd polowy… Drugą hipotezą, tlumaczącą nieobecność Wodza , mogło być zaistnienie zjawiska bilokacji, czyli zdolności przebywania jednocześnie w dwóch miejscach (J.P. cale życie żywo interesował się zjawiskami paranormalnymi), który to fakt nie został jednak w przypadku Marszalka potwierdzony.

Po “zdobyciu” Kijowa J. Piłsudskiego okrzyknięto drugim Chrobrym (cytuję za: W. Jędrzejewicz, J. Piłsudski – Życiorys): 18 maja Piłsudski powrócił do Warszawy, gdzie spotkała go wielka demonstracja ludności stolicy. W kościele św. Aleksandra, którego kolumny przybrane były girlandami kwiatów, biskup polowy Gali zaintonował hymn >Te deum laudamus<, odśpiewany przez chór opery warszawskiej. Młodzież wyprzęgła konie z powozu i odwiozła Piłsudskiego do Belwederu.Wieczorem odbyło się uroczyste posiedzenie Sejmu, na którym marszałek Trąmpczyński witał Naczelnego Wodza wracającego…>ze szlaku Boleslawa Chrobrego<  […] Od czasu Chocimia naród polski takiego tryumfu oręża nie przeżywał..

Drugą nieobecność “zaliczył” Marszałek w czasie walk o Warszawę w sierpniu 1920 r. Po zakończeniu dzialań wojennych został okrzyknięty “Napoleonem Bitwy Warszawskiej”. Francuski generał Hubert Camon tak napisał po latach: Piłsudski wybawił Polskę i caly kontynent manewrem iście napoleońskim, ponosząc przy tym minimalne straty (200 tys. to jest liczba do pominięcia?).
Tymczasem prawda byla całkiem inna… W dniach poprzedzających walną rozprawę z bolszewikami, Marszałek doznał załamania nerwowego (co mu się dość często zdarzało) i 12 sierpnia, na ręce premiera Witosa, zlożył rezygnację z funkcji Naczelnika Państwa i Naczelnego Wodza. Napisał wprost: Sytuacja , w której znalazła się Polska, wymaga wzmocnienia poczucia odpowiedzialności, a przeciętna opinia słusznie zadać musi i coraz natarczywiej zadawać bedzie, aby ta odpowiedzialność nie byla czczym frazesem tylko, lecz zupełnie realną rzeczą. Sądzę, że jestem odpowiedzialny zarówno za sławę i siłę Polski w dobie poprzedniej, jak i za bezsiłę oraz upokorzenie teraźniejsze. Przynajmniej do tej odpowiedzialności się poczuwam zawsze i dlatego naturalną konsekwencją dla mnie jest podanie się do dymisji.

Jednocześnie pozostawił premierowi wolną rękę co do czasu ujawnienia swojej decyzji. Rezygnacja zawierała warunek, że zostanie ogłoszona dopiero w razie niepowodzenia kontrofensywy znad Wieprza (niezła asekuracja…). Aby nie wprowadzać zamętu i nie obniżać morale żołnierzy, Witos utrzymał dymisję J.P. w tajemnicy. Po Bitwie Warszawskiej zwrócił mu dokument, zachowując jednak odpis we łasnym pamiętniku. Pełny tekst rezygnacji został opublikowany dopiero w 1962 r. (W. Witos, Moje wspomnienia).Wodzem Naczelnym zostal automatycznie szef Sztabu Generalnego, czyli gen. T. Rozwadowski.

Po “abdykacji” udal sie J. Piłsudski do Bobowej, gdzie przebywała czasowo jego przyszła druga żona,  Aleksandra Szczerbińska z córkami. W drodze powrotnej zatrzymał sie w Puławach, by uczestniczyć w chrzcinach syna państwa Minkiewiczów jako ojciec chrzestny dziecka. Uroczystość miała miejsce 15 sierpnia 1920 r. W dniu tym toczyły się krwawe walki na przedpolach Warszawy.  Oto dokument z księgi parafialnej kościoła pw. Wniebowzięcia N.M.P. w Puławach (numer 110/1920):

image
Nieobecność usprawiedliwiona?
Marszałek wrócił do gry, kiedy trudna sytuacja na froncie zostala opanowana, czyli 16 sierpnia 1920 r. (można powiedziec, incognito, jako że zrzekł się był funkcji Naczelnego Wodza), aby dowodzić w sławnej kontrofensywie znad Wieprza**. Była to już jednak  raczej pogoń za cofającym się wrogiem, który został zmuszony do odwrotu po rozbiciu jego glównych sił przez 5 Armię gen. W. Sikorskiego.
Została wówczas zniszczona (przez bolszewików) sowiecka radiostacja w Ciechanowie, w związku z czym oddziały wroga, pozbawione komunikacji radiowej, poruszały się jak dziecko we mgle. Dezorientację powiększało jeszcze przestrojenie polskiego nadajnika na częstotliwość sowiecką i nadawanie przez dwie doby bez przerwy… tekstów z Pisma Świętego.
Gen. Sikorski napisał później na temat swojej ofensywy książke pt. Nad Wisłą i Wkrą, którą podarował J. Piłsudskiemu, wywołując tym gestem jego niepohamowaną wściekłość.
Wątpię, czy Napoleon byłby zachwycony, gdyby się dowiedział, że ,mianem “manewru iście napoleońskiego”, nazwano pogoń za uciekającym w popłochu wrogiem…

Po zwycięskiej bitwie rozgorzal wsród oponentów J. P. spór o to, kto naprawde ją wygrał. Jako autorów wiktorii wysuwano osoby francuskiego generała Maxima Weyganda i gen. Tadeusza Rozwadowskiego. Marszałek musiał cos z tym fantem zrobić… Na szczęście gen. Weygand sam przyznał się bez bicia, że to nie on, oświadczając w wywiadzie opublikowanym w “Kurierze Polskim”: To zwycięstwo, które jest powodem wielkiego swięta w Warszawie, jest zwycięstwem polskim. Przewidujące operacje wojskowe zostały wykonane przez generałow polskich na podstawie polskiego planu operacyjnego. Moja rola, jak też rola oficerów z misji francuskiej , ograniczyła się do wypełnienia kilku braków w szczegółach wykonania. Współpracowaliśmy z najlepszą chęcią w tym zadaniu. Nic ponadto. To bohaterski naród  polski sam się uratował.
Z gen. Rozwadowskim już tak łatwo nie poszło. Z nim rozprawił się Marszałek dopiero kilka lat później, czyli pod koniec 1928 r., kiedy to Generał został zwolniony z więzienia na Antokolu w Wilnie, gdzie osadzony był jako zwyczajny kryminalista (wraz z gen. W. Zagórskim***) po zamachu majowym (gen. Rozwadowski dowodził wówczas obroną Warszawy na czele wojsk rządowych). Zostal wówczas wezwany do Belwederu, gdzie odbyła się następująca rozmowa (cytuję za Generałem): 
– Wszedłem do gabinetu Piłsudskiego.Piłsudski siedział rozwalony za biurkiem i patrzył spode łba. Zameldowałem się według odpowiedniej formułki:  “Generał broni T. Rozwadowski melduje się ..itd.” Na to żadnej odpowiedzi, ani słowa powitania. Pod oknem odwrócony plecami stał Beck. Gdyby sie ruszył, byłbym natychmiast strzelał.  Wreszcie Piłsudski: – Gdzie jest plan bitwy pod Warszawą!? Odpowiedziałem: – Z pewnością jest w Archiwum Sztabu Glównego pod opieką generała Kukiela. Na to Piłsudski: – Ale bitwę pod Warszawą wygrałem ja!
Wówczas nie wytrzymałem i chociaż nie miałem prawa tego uczynić, bez rozkazu odmeldowałem się, bez odpowiedzi zrobiłem w tył zwrot i wyszedłem [z zapisków Felicji Brochwicz-Żeromskiej, krewnej Generała].
Tym zachowaniem Generał prawdopodobnie podpisał na siebie wyrok śmierci… Zmarł wkrótce, 18 października 1928 r.  – według oficjalnej wersji,  podczas operacji wyrostka robaczkowego (najprawdopodobniej został otruty). Sekcji zwłok odmówiono…

Ostatnią zbrojną akcją J. P. była wojna polsko-polska, czyli zamach majowy w 1926 r. I ​tu rownież​, ​jak zwykle, wycofał się z “pola bitwy”, ​czyli opuścił Most Poniatowskiego, na którym spotkal sie z prezydentem Wojciechowskim w celu skłonienia go do rezygnacji z urzędu. ​​Oto relacja naocznego świadka, podporucznika Henryka Piątkowskiego, dowodzącego plutonem wojska ochraniającego prezydenta: Marszałek włozył prawą rekę do kieszeni a lewą wyjąwszy, uchwycił Prezydenta za klapę narzutki i, jakby odsuwając go na bok , ruszył ku wojsku. […] Kiedy to spostrzegłem, skoczyłem między Marszałka a tych podchorążych starszego rocznika i krzyknąłem: > Kordon w poprzek mostu , nie przepuścić Marszałka!.< Zaś kpt. Pająk zakomenderowal:  „Ładuj broń!” […] Wówczas Marszałek uchwycił mnie za przegub prawej ręki i rzekł: „Cóż to, dziecko, do mnie będziesz strzelał?”Patrząc Marszałkowi w oczy odpowiedziałem: “Tak jest, panie Marszałku! Mam rozkaz Pana Prezydenta i jeszcze jeden krok a każę strzelać!” […] Ale jeszcze nie zrezygnował. Zwrócił się bezpośrednio do podchorążych z zapytaniem:  “Dzieci, nie przepuścicie mnie?” Kilka glów podchorążych odezwało się:  “Nie, panie Marszałku, mamy taki rozkaz Pana Prezydenta”.
Po tych słowach Marszałek wsiadł do samochodu i odjechał, zostawiając na placu boju pułkownika Wieniawę-Długoszowskiego, w charakterze ni to parlamentariusza, ni to zakładnika: Zostawiam Wam tu Wieniawę. Nie postrzelajcie się. Ja tu jeszcze wrócę .​ Biedny Wieniawa omal nie przypłacił tego  życiem, kiedy gwałtownie sięgnał ręką do kieszeni… po papierośnicę. Tylko dzięki przytomności umysłu ppor. Piątkowskiego, ​który krzyknął: “Podajcie ognia panu pułkownikowi!”, ​wyszedł z całej awantury bez szwanku. Pełna kurtuazja…
Marszałek obietnicy nie dotrzymał i na most  nie wrócił, ​a Wieniawę zabrał patrol z Komendy Miasta i osadził w  areszcie. I tu należy  się J.P. pełen szacunek, ponieważ zrobił to w imię  wyższej konieczności, nie dopuszcząjąc tym samym do rozlewu krwi bratniej. W tych okolicznościach nieobecność była jak najbardziej usprawiedliwiona, którym to czynem poprawił Marszałek swoją ocenę z pały na dwóję.

*Piłsudski tego zdania nigdy nie wypowiedział; zostało mu ono przypisane przy tworzeniu jego legendy, a autorem był publicysta Adolf Nowaczyński.
**Plan uderzenia znad Wieprza powstał dużo wcześniej, czyli 6 sierpnia, i został skorygowany 8 sierpnia 1920 r. na konferencji odbytej w sztabie generalnym, w obecności  generałów Weyganda i Rozwadowskiego. J. P. czekał na dogodny moment wprowadzenia go w życie, a nadarzył się on właśnie 16 sierpnia, kiedy wojska bolszewickie byly już w odwrocie.
***Gen.Włodzimierz Ostoja-Zagórski zaginął 6 sierpnia 1927 r. w drodze z więzienia w Wilnie do Belwederu, gdzie był wezwany do raportu przez Marszałka J. Piłsudskiego. Gdy przejeżdżał Krakowskim Przedmieściem powiedział, że chciałby wysiąść i pójść do łaźni. I tu ślad się po nim urywa. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że został zamordowany z rozkazu J. Piłsudskiego.
Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale