Dewastacja sieci bibliotek publicznych, którą dopiero zapowiada projekt noweli Ustawyo organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej już trwa. Zjawiska, którym poświęciłem poprzednią notkęi opisałem jako przyszłe, już mają miejsce! Na razie po cichu i bezprawnie. Z racji obowiązków dydaktycznych spotykam się co jakiś czas z bibliotekarzami „z terenu”. Opowiadają oni o włączaniu ich placówek w struktury domów kultury i zwalnianiu dyrektorów. Samorządowcy z reguły nie są oświatowcami. Dopóki bycie politykiem - członkiem partii, będzie najlepszym interesem w Polsce, nie będą nimi. Biblioteki publiczne, dla znacznej części z nich, są z jednej strony potencjalnym dostawcą wygodnych etatów dla swoich, z drugiej, zbędnym generatorem niezrozumiałych kosztów. Po co np. - myślą sobie - prenumerować czasopisma i kupować nowe książki skoro jest internet? Zjawisko wymiany dyrektorów bibliotek, z dysponujących odpowiednim wykształceniem zawodowym na zaprzyjaźnionych, wygląda na epidemiczne. Biblioteki są traktowane jako folwark burmistrzów, a nie instytucje polityki oświatowej, wspieranej przez państwo i chronionej ustawowo. Ciekawe, że państwo wycofuje się chyłkiem akurat z terenu oświaty, podczas gdy biurokracja stale rośnie. Zapowiadana przez pana Premiera dziesięcioprocentowa redukcja administracji okazała się bujdą na resorach.
Tymczasem zagrożone jest także bibliotekarstwo szkolne. W MEN zupełnie na serio rozważa się wyprowadzenie bibliotek z części szkół. Wiem, że brzmi to absurdalnie, obawiam się nawet, że czytelnicy,mogą mi zwyczajnie nie uwierzyć, pomyśleć, że jakiś oszalały nienawistnik i człek skrajny szkaluje niewinne władze. Oddajmy zatem głos bibliotekarzom; oto fragmenty listu Towarzystwa Nauczycieli Bibliotekarzy Szkół Polskich do p. minister E. N. Katarzyny Hall. List ten jest dostępny w sieci.
"Towarzystwo Nauczycieli Bibliotekarzy Szkół Polskich ze szczególną uwagą obserwuje kolejne propozycje zmian w Karcie Nauczyciela. Nasz niepokój budzi fakt, że proponowane rozwiązania, zarówno pochodzące z Ministerstwa Edukacji Narodowej, jak i ze strony samorządów, nie uwzględniają potencjału bibliotek szkolnych ani kompetencji nauczycieli bibliotekarzy w podnoszeniu jakości i efektywności pracy szkoły.
[…] Biblioteka pełni w tej szkole funkcję pracowni interdyscyplinarnej. Nauczyciele bibliotekarze poprzez realizację planowych zajęć dydaktycznych, jak i przez różnorodne formy zajęć bibliotecznych, przygotowują uczniów do samokształcenia i edukacji ustawicznej, zapobiegają wykluczeniu społecznemu absolwentów.
W ostatnim czasie narasta marginalizowanie roli bibliotek szkolnych w procesie edukacji, toleruje się wyłączanie bibliotek ze struktury szkoły, zastępowanie ich bibliotekami publicznymi, akceptuje się zwalnianie nauczycieli bibliotekarzy,ignoruje się przypadki uniemożliwiania im wykonywania podstawowych zadań, przyzwala na swobodną interpretację i łamanie obowiązującego prawa przez organy prowadzące szkoły.[..]"
* * *
Jeśli biblioteka zniknie ze szkoły - tak jak zniknęły gabinety stomatologiczne - zaleci się dzieciom korzystanie z bibliotek publicznych. Dla dziecimłodszych, które nie poruszają się jeszcze same po mieście, postulat ten pozostanie fikcją. Utracimy ten moment w procesie edukacji, w którym kształtują się elementarne nawyki czytelnicze. Co się stanie z księgozbiorami – nie wiadomo. Biblioteki publiczne ich nie wchłoną, bo niby gdzie miałyby się pomieścić. Tymczasem, jak już wiemy, bibliotekarstwo publiczne nie jest obecnie wspierane, lecz marginalizowane.
Inne tematy w dziale Technologie