Pamiętam jak w latach osiemdziesiątych wyczuleni byliśmy na prowokacje i prowokatorów. Przykładowo, ludzie wykrzykujący jakieś skrajne hasła podczas myszy za Ojczyznę, prowadzonych przez ks. Jerzego byli natychmiast uciszani przez starsze osoby; „proszę się uspokoić, tu nie miejsce na prowokacje”, albo „uważaj, bo ci krótkofalówka wypadnie”. My, czyli ówczesna młodzież, byliśmy uczeni nieufności wobec takich wojowniczych, wulgarnych, a przy tym nieznanych wcześniej ludzi, przez osoby, dobrze pamiętające lata 40. i 50.
Przyglądając się sylwetkom dwóch osobników, najbardziej agresywnych pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu - Andrzeja Hadacza, bluzgającego jadem, rzekomego „obrońcy krzyża” oraz symetrycznej figurze po drugiej stronie, niejakiego Zbigniewa S. pseudonim „Niemiec”,widać wyraźnie właśnie te cechy, na które nas uczulano w czasach „komuny”.
P.Hadacz, ukazany w wyborczej reklamówce PO, jako „typowy pisowiec”, dla skompromitowania tego środowiska, odegrał tam rolę godną Oskara a i sfilmowany został z dużą wprawą. Niedawno pojawił się on wśród polityków Europy Plus na „paradzie równości”, ba nawet „przemówił tam do tłumów”. Trudno przypuścić, że obie te, tak różne, role polityczne zostały wybrane spontanicznie. Nie mam oczywiście wiedzy jaka służba prowadzi pana Andrzeja, ani twardych dowodów na zadaniowanie, jednak intuicja, że tak w istocie być musi, nie jest chyba przesadnie egzotyczna. Podobnie jest w kwestii wodzireja drugiej strony, kryminalisty, wcześniej trudniącego się szantażowaniem znanego senatora o solidarnościowym rodowodzie. Jakaż symetriazaistniała w działaniach obu tych postaci na Krakowskim Przedmieściu. Ich role cudownie uzupełniały się i wzajemnie wzmacniały.
Gdyby przyjąć tę intuicję służbowego przyporządkowania obu panów, to wnioski byłyby zasmucające.. Trzeba by przyjąć, że przywódcy jakiejś poważnej polskiej struktury upatrywali swój wymierny zysk w wywoływaniu niepokojów społecznych i skłócaniu nas bezpośrednio po kwietniowej tragedii. W jakim celu, gdy ludzie pogrążeni byli w głębokiej żałobie, ktoś intrygował przeciw własnemu krajowi? Ktoś kto, co miesiąc otrzymuje od niego ciepłą pensję. Jakie były jego cele krótko- i długoterminowe? Komu przeszkadzają Polacy zjednoczeni i silni?
Niedawno zmęczony rytualną rozmową na temat Smoleńska pozwoliłem sobie wyrazić opinię, że w efekcie, z dzisiejszego punktu widzenia jest już nawet mniej ważne czy był to tragiczny wypadek czy zamach. Rosja i tak ugrała już na tej tragedii tyle, że twórcy jej strategii zapewne nie spodziewali się tego w najśmielszych snach. W okresie ciężkiego kryzysu, gdy decydują się miejsca na politycznej i gospodarczej mapie świata zostaliśmy skutecznie obezwładnieni. Panowie Hadacz i „Niemiec” wnieśli w realizację tego zadania istotny wkład. Warto śledzić dalsze ich losy.
Choć nie mam żadnego interesu w doradzaniu Kaliszowi i palikociarni, to na ich miejscu trzymałbym się z daleka do tego typu przyjaciół. Chyba, że… nie mogą, bo jak rozkaz, to rozkaz.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)